Nie służy mi to wychodzenie do ludzi.

A już na pewno nie służy mi wychodzenie do sklepu.

Oczywiście każdy, kto mnie zna, wie, że największą nienawiścią pałam do ludzi, którzy macają chleby i bułki.

Zwłaszcza bułki.

Bułki są takie bezbronne, nagie wręcz. Leżą w skupisku, by bez zabezpieczenia dać się wymacać ludziom. Dać siebie i swoją jędrną skórkę, by potem zostać porzuconym.

Do rzeczy.

Opisałem to kiedyś i najpierw były heheszki, ale potem nieśmiało – najpierw jeden, potem następni – zaczęli się ujawniać pieczywa macacze.

Wstydu nie mają.

„Ano wiesz, bo ja tak muszę sprawdzić czy chleb jest świeży” – tłumaczą swoją dewiację.

Nie mam nic do tego, że musisz sprawdzić, czy chleb jest świeży. Trzeba sprawdzić, wiadomo.

Ale powiedzcie mi proszę co mają w głowie ludzie, którzy macają z zapamiętaniem trzy chleby, lub więcej? Stoją i macają, i macają, i następny, i następny. Mają po prostu obmierzły nawyk pomacania kilku bochenków, za każdym razem jak stoją przy sekcji z pieczywem. Nie służy to żadnej selekcji, a wiecie dlaczego?

Te chleby są z jednego transportu! Czym się mają różnić?

Jeśli jeden jest okej i drugi jest w okej, to co robisz? Po co tam grzebiesz? Co myślisz, że tam znajdziesz? Ktoś sobie schował ultraświeżutki i chrupiący chlebek na końcu i zamierzasz mu go zabrać?

A nawet jeśli, to jakim chujem trzeba być, by zabrać komuś ultraświeżutki chlebek schowany na końcu? Jak ktoś sobie znalazł i schował, to już mu go zostaw w spokoju.

Oczywiście połowa ludzi maca bez rękawiczki, bo po co. To ta sama połowa, co nie myje rąk po wyjściu z toalety.

Mniam.

Dlatego macacze odcinają się od macaczy-brudasów mówiąc: „Ale ja macam tylko w rękawiczce. Tak jest okej”.

Oczywiście, że każdy wypada dobrze w porównaniu do obleśnych świntuchów, ale nadal nie jest to okej, a wiesz dlaczego? Ano dlatego, że nie pamiętam kiedy jadłem bułkę, bez odciśniętego na niej palucha.

Bo to zazwyczaj jest tak, że przychodzi osoba i maca bułkę, jest świeża więc pęka, dana osoba bułkę WYRZUCA i bierze sobie bez macania kolejnych cztery, bo przecież niby dlaczego ma jeść nieidealną bułkę, bułkę pękniętą? Niech inni mają i się cieszą z palucha.

Uważam w ogóle, że sklepy powinny zainwestować w bułkę kontrolną. Jedna bułka byłaby wystawiona na wszelkie macanie i wymieniana co godzinę, a reszta byłaby opatrzona znakiem „SĄ TAKIE SAME, NIE BĄDŹ CHUJEM”.

Z jakiegoś powodu uznajemy, że jak kobieta miała pięciu kochanków w życiu, to już niekoniecznie dobrze się z nią umawiać, ale chleb wymacany przez osiemdziesiąt osób, to już pycha.

I wiem, że możecie się zbuntować, ale mam za plecami opinię ekspertów.

Otóż podzieliłem się swoim przemyśleniem w osiedlowym sklepie i kilka dni później ekspedientki powiedziały mi:

„Faktycznie jest tak jak mówiłeś. Przyszedł Andrzej i rozmawiał z nami 10 minut stojąc przy pieczywie, cały czas macając chleby, a potem nie kupił żadnego”

Chleb pszenny – fidget spinner starej daty. Jak widać pomaga w koncentracji.

***

Macanie chlebów to nie jest jednak największa przykrość, która mnie ostatnio spotkała. Trafiłem na jeszcze gorszych ludzi.

Mam taką myśl i właściwie trochę postulat polityczny: uważam, że osoby, którzy umyślnie psują system jednej kolejki, powinno się poddawać przymusowej eutanazji.

Jak to jest, że niektórzy uznają, iż należy im się nobel w dziedzinie zarządzania czasem, jeśli zamiast stać jak ludzie w jednej kolejce, pobiegną do nowo otwartej kasy?

No nienawidzę. A już najbardziej wtedy, kiedy dana osoba nie odczuwa tego lekkiego zażenowania, które odczuwamy zawsze będąc małymi chujami i ktoś nas widzi. Przebiegamy komuś przed maską na czerwonym świetle, czy coś – no zdarza się. Wyznacznikiem normalności jest to, by się trochę jednak powstydzić.

Natomiast są osoby, które bezczelnie myślą, że to im się należy i dodatkowo wymyślają jakieś dziwne teorie na usprawiedliwienie swoich działań. Trochę jak z „horom curkom”.

Stałem ostatnio w kolejce do dwóch kas, w tej dalszej ode mnie klientka pakowała sobie zakupy, czekam więc grzecznie i nagle za swoimi plecami słyszę od dwóch bab:

– Dawaj do tamtej kasy.
– No, ale przecież tutaj pan stoi.
– Temu panu się nie śpieszy.

I faktycznie mi się nie śpieszyło. Nie wiedziałem jednak, że wysyłam jakiekolwiek sygnały, iż tak w istocie rzeczy jest. Popadłem zatem w zachwyt nad jej zdolnościami kojarzenia. Kto wie? Może to niezwykłej klasy detektyw-ekscentryk? Owszem, wyglądała jak żulica, acz nie powinno się oceniać po wyglądzie, więc by docenić jej kunszt pomyślałem:

Wyborna droga dedukcji.

Naprawdę, wyborna droga dedukcji.

Pizdo.

.

.

.

.

.

.

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: