Mam kolegę Krzyśka. Krzysiek jest wykładowcą.

Wróć.

Krzysiek jest superwykładowcą.

Czemu? Ano temu, że na swoich zajęciach wprowadził system nieobowiązkowych ćwiczeń, a według mnie to jedyny słuszny system. Jedyny, bo w moim odczuciu jedynym wyznacznikiem zaliczenia na studiach powinna być wiedza + wykonanie pracy zleconej przez wykładowcę. Kto jest lepiej wykształcony: Osoba, która jest na wszystkich zajęciach i zalicza na trzy, czy osoba która nie była na żadnych zajęciach i zalicza na pięć?

No chyba jest to proste, nie? Jak potrzebujecie lekarza czy adwokata, to interesują was ich wyniki, a nie to ile mieli procent obecności.

No i tenże superwykładowca zrobił ankietę na temat swojego uczenia, i dostał pewną informację zwrotną.

Że mogłoby być fajniej.

Odpowiedzialność to przeżytek

Otóż jeden ze studentów przekazał Krzyśkowi, że rozumie, iż ten chciał traktować ich jako osoby dorosłe i odpowiedzialne (i niektórzy owszem tacy byli), ale była też grupa która chciała chodzić na zajęcia, ale przegrywała walkę z łóżkiem, wiedząc, że są nieobowiązkowe.

I umówmy się: Nie dziwię się, że ktoś jest tak głupi.

Dziwię się natomiast, że ktoś jest tak głupi i się tego nie wstydzi.

No nie chwalisz się, że jesteś debilem!

Nie chwalisz się, że idąc na studia (w wieku, w którym możesz: wziąć ślub, jechać na wojnę, wybierać prezydenta) nie umiesz wziąć odpowiedzialności za swoje życie i musi Cię mamusia zaprowadzić do szkoły za rączkę, dać kanapkę, a wykładowca ładnie zmotywować, żebyś zechciał się nauczyć tego, na co sam się zdecydowałeś. Witam w prawdziwym życiu, w którym ludzie nieumiejący ruszyć dupy, przegrywają z tymi co dupę ruszyć umieją. Ten proces się już zaczął i będzie trwać przez resztę życia, proponuję się przyzwyczaić.

Czy wiesz, że wykładowca jest od tego żeby wykładać, a nie od tego żeby Cię motywować?

To znaczy – przynajmniej kiedyś tak było, bo dzisiaj:

Nauka musi być fajna

Pracowałem kiedyś z pewnym Szkotem, który był bardzo zły, iż poszedłem oglądać jego lekcję bez wcześniejszego uprzedzenia. Bał się, że zrobię mu koło dupy, gdyż jego podejście było… dość ekstrawaganckie.

Darł mordę znaczy. Bardzo chaotycznie.

Po całych zajęciach, nieco w panice, przyszedł do mnie i zaczął tłumaczyć, że i tak zrobił z nimi dużo, bo jest piątek, a to gimnazjaliści – i ja się z tym zgadzam, w tym szaleństwie była metoda. Moja zgodność nieco go rozluźniła i w przypływie szczerości powiedział mi:

Wiesz Maciej, ja jestem bardzo dobrze wykształcony – kierunkowo, z certyfikatami. I chciałbym kiedyś zrobić lekcję zgodnie z zasadami, taką od linijki, ale nie mogę. Nie mogę, bo muszę być krzyczącym Szkotem, u którego jest fajnie. Bo to jest prywatna szkoła i jeśli nie będzie fajnie, to uczniowie nie wrócą. Żeby się nauczyli jest ważne, ale żeby wrócili w przyszłym roku jest jeszcze ważniejsze. Takie czasy, sprzedajemy produkt.

I to się dość mocno rozlewa na wszystkie etapy edukacji. Nie tylko prywatne, w szkołach publicznych również. Skargi na to, że nauczyciel wymaga za dużo są na początku dziennym. Kiedy w filmie „Juliusz”, dyrektor grany przez Andrzeja Chyrę powiedział do nauczyciela plastyki: Nie może pan nie przepuścić 20 osób. Albo pan ich przepuści, albo zrobi to ktoś inny, to siedzący obok mnie kolega – nauczyciel matematyki – powiedział na głos: Tak właśnie wygląda dzisiejsza edukacja.

Musi być fajna.

Związek też musi być fajny. Cały czas.

Bardzo niedawno poszedłem na shoty z uroczą dwudziestolatką, która w pewnym momencie wieczoru postanowiła dopytać, czy myślę o tym żeby się ustatkować, czy chciałbym mieć żonę znaczy.

No, bo ona chciałaby mieć męża i dzieci. Tak za dwa lata już by mogła mieć.

I to jest bardzo ciekawe, bo ja osobiście – chociaż mam 29 lat – nie mógłbym mieć żony za dwa lata. Nawet gdybym dzisiaj poznał ideał, to nie mógłbym mieć żony za dwa lata.

A wiecie dlaczego? Bo w dwa lata nie poznasz człowieka. Bo po dwóch latach nadal jeszcze patrzysz przez różowe okulary. One są już trochę zdjęte, ale nadal.

A w przypadku dwudziestoletniej osoby dochodzi jeszcze fakt, że ten człowiek jeszcze nie zna sam siebie. Nie ma jeszcze do końca ukształtowanej osobowości, nie rozumie kim jest i dopiero ściera się z mglistym, teoretycznym pojęciem o dorosłymi życiu.

I byłoby mi strasznie źle, gdyby okazało się, że muszę złamać daną komuś przysięgę – że jej nie opuszczę aż do śmierci – nie dlatego, że nasze drogi rozeszłyby się w swoje strony. Tylko dlatego, że okazałaby się człowiekiem.

Człowiekiem z wadami i bagażem doświadczeń, człowiekiem z własnymi nawykami, człowiekiem nie pasującym do mojej osoby. Nie to, że złym. Po prostu takim, z którym nie chcę budować domu.

Niezależnie od tego, że teraz jest fajnie: zdjęcia w social-mediach są fajne, i zaręczyny są fajne, i wesele jest fajne, i urządzanie mieszkania jest fajne, i początki mieszkania są fajne i ciąża na zdjęciach jest fajna, i atencja koleżanek przy tych wszystkich wydarzeniach jest fajna, to w końcu będzie mniej fajnie.

No.

Dopóki nie poznasz osoby w momentach, w których jest mniej fajnie, to nie poznasz jej w ogóle.

Ludzie się zmieniają i przez dwa lata nie jesteś w stanie zauważyć kierunku tych zmian. Nawet jeśli pasujecie do siebie dzisiaj, to za jakiś czas może okazać się, że nie pasujecie zupełnie.

No kurwa przykro mi, ale tak jest.

I potem zostaje trochę wstyd, bo głupio mówić o miłości na całe życie, kiedy tych miłości na całe życie było kilka.

Wszystko musi być fajne

Nauka, związki, praca.

Wszystko.

Nawet ośrodki odwykowe muszą być fajne i luksusowe. Serio, widziałem ośrodek odwykowy ze spa. I też stąd takie zapotrzebowanie na kołczów – mówią to samo co każdy, tylko innymi słowami: o ukrytym potencjale, o tym, że możesz wszystko, że trzeba zapierdalać i to fajne.

Ale nic w tym dziwnego: do wszystkiego musimy być odpowiednio motywowani, nagradzani i krytykowani w sposób nieoceniający – żebyśmy się w sobie nie zamknęli.

I żeby sobie tak to trwało, żeby szczęście było zawsze.

A co jeśli powiem Ci, że zawsze to się co najwyżej wszystko zmienia? Co jeśli powiem, że zjawisko „wiecznego trwania” nie występuje w przyrodzie? Że jest po prostu fizycznie niemożliwe?

Był już taki jeden, co chciał wiecznej fajności.

Nazywał się Piotruś Pan.

Nie chcesz żyć z syndromem Piotrusia Pana.

Życie to chaos

Wszystko niszczeje, i wszystko się zmienia.

I tak samo z siebie, to zazwyczaj zmienia się na gorsze. Pojęcie entropii bardzo często jest tłumaczone poprzez bałagan na biurku, który robi się sam, a sam się nigdy nie odrabia.

Nigdy.

Tak samo jak nigdy nie będzie tak, że będziesz sobie spać i nie chodzić na zajęcia, a wiedza i wykształcenie samo przyjdą.

Tak samo jak nigdy nie będzie tak, że będziecie sobie mieszkać i chodzić za rączkę i zawsze będzie uśmiech.

Tak samo jak nigdy wasz zawód nie będzie składać się w 100% z przyjemności, niezależnie od tego jaką pasją dla was jest.

Żeby utrzymać wszystko w kupie potrzeba pracy.

Właściwie – czegoś gorszego niż pracy. Obowiązkowości.

Gorszego, albowiem z obowiązkami jest tak, że nikt nas nie będzie do nich motywować, nikt nas nie będzie za nie nagradzać i możecie być stuprocentowo pewni, że wszyscy dookoła będą krytykować, oceniając negatywnie. A częstokroć nawet i czynnie przeszkadzając.

Stąd wyobrażenie o nieustającej fajności jest tak samo racjonalne jak to, że ziemia jest płaska. Wymyśliliśmy sobie coś, co nie ma prawa działać, ale jak jeden mąż udajemy, że przecież tak właśnie jest i próbujemy karmić się pozorami na istagramie. Żeby pokazać drugiej osobie – jak u Ciebie z fajnością?  U mnie jest całkiem sporo. Tak naprawdę, to u mnie jest zawsze.

Ale udawać i pozorować to jedno, uwierzyć w prawdziwość tych pozorów to drugie.

Dlatego, że możemy się miotać, uciekać i odsuwać od siebie odpowiedzialność bardzo długo, ale prędzej czy później będziemy musieli posprzątać swoje biurko. Nikt od tego nie ucieknie.

Pytanie tylko ile syfu na nim zastaniemy. Może się okazać, że za dużo byśmy sobie z tym poradzili.

I wiecie jak wtedy będzie?

Niefajnie.

.

.

.

.

.

.

.

Przeczytaj również:

Nawet w bajkach nie jest jak w bajkach

Mam 20 lat, czas się ustatkować

Yolo. Nie wierzę w yolo

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: