Dzień dobry.

Chciałbym ogłosić wszem i wobec, że nie jestem już zdolny do pisania o związkach.

Ale proszę się nie rozchodzić.

Nie jestem zdolny do pisania o związkach nie dlatego, że przestałem je rozumieć tak jak do tej pory. Nie jestem zdolny, bo wszystko zrobiło się dla mnie zbyt proste. Brzmi to dziwnie, tym dziwniej jeśli patrzę na to jak nadal jestem zdolny spierdolić relację na której mi zależy, ale jest też prawdziwe.

Nie chcę już deliberować na temat tego jak działa ludzka psychika, jak myślą mężczyźni, a jak myślą kobiety. Zacząłem mieć w dupie to czy ktoś mnie lubi, czy nie lubi. Czy mogę już zadzwonić po randce, czy jeszcze nie wypada. Koniec końców to i tak sprowadza się do pytania: „Czy mamy zbieżne cele”. Jeśli tak, to złapmy się za ręce i chodźmy się całować w taki sposób, o którym nie opowiadasz mamie. Jeśli nie, to po prostu nie.

I to nie jest tak, że nagle odrzucenie magicznie przestaje boleć, że jeśli spieprzę ważną relację to mam mniejsze wyrzuty sumienia. Nie. Po prostu się z tym pogodziłem.

Zmieniłem się.

I choćbym chciał, to dzisiaj nie wyprodukuję dużo nowych myśli na temat tego jak konstruować relacje damsko-męskie, aczkolwiek nie chcę zostawić tej historii bez zakończenia. Dlatego, najkrócej jak mogę, dołożę w jednym długim tekście wszystko co wiem. A potem się przytulimy.

Nabierz do siebie szacunku

Jeśli miałbym powiedzieć co jest kwestią absolutnie kluczową jeśli chodzi o konstruowanie relacji jest to, żeby czuć się dobrze samemu ze sobą. Żeby mieć rdzeń, który pozostanie nieruchomy, nawet jak wszystko dookoła się rozpadnie.

Nie jest to łatwe. Potrzebujemy dobrego wzorca w domu, potrzebujemy mamy i taty, którzy się kochają i traktują nas z miłością, ale i stawiają wymagania. Potrzebujemy być postrzegani na równi z rodzeństwem, z rówieśnikami i nie być obarczonymi przez rodziców poczuciem winy za ich własne porażki. I umówmy się, takie założenia może nie są utopijne, ale większość z nas nie miała szans na takie życie. Jesteśmy dziećmi ludzi wychowanych w systemie, w których pewne były dwie rzeczy: bieda i alkoholizm, a życie było smutne i wyniszczające. Zaciążyłeś, musiałeś iść do ołtarza, w takim przypadku trudno o dobranych sobie rodziców. Jeśli w ogóle dorastałeś z dwójką, bo w przeciwnym wypadku jesteś skazany na chybotliwą psychikę już na starcie.

I jeśli nie masz takiego rdzenia, to lata pomiędzy 20 a 30 rokiem życia poświęcisz na jego budowanie, i będzie dobrze jeśli w ogóle Ci się to uda zrobić. Do tego czasu będziesz dowartościowywać się rzeczami, które z perspektywy czasu, będziesz uważać za debilne.

A presja dzisiaj jest większa niż kiedykolwiek. W social mediach nie widzisz ludzi, widzisz reklamy ludzkich żyć, pełne szczęścia, przepychu i sukcesów. I kiedy te reklamy porównasz do swojej egzystencji, okaże się, że nie masz nic. Że szczęście i sukces odniesiesz tylko wtedy, kiedy będziesz sławną i pożądaną postacią z kupą siana i atrybutami ludzi z pornosów.

Błąd.

Chociaż przenieśliśmy naszą świadomość do internetu, życie to nadal życie. System naczyń połączonych i ktoś musi być piekarzem, ktoś inny hydraulikiem, a ktoś inny pracować na kasie w markecie. Nie trzeba być gwiazdą, żeby szanować samego siebie.

A wiesz, jeśli szanujesz samego siebie, to nie będziesz zabiegać o szacunek ludzi postronnych, co jest idealną drogą do tego, żeby się maksymalnie zdołować.

Dlatego głęboko zastanów się czego chcesz, pomyśl co według Ciebie powinien osiągnąć człowiek którego Ty byś darzył momentalnym szacunkiem. Może to być sukces w pracy, może to być mówienie prawdy niezależnie od tego jak trudne są okoliczności, może to być doprowadzenie kobiety do orgazmu więcej niż 5 razy podczas jednego stosunku.

A potem to osiągnij. Dwa razy. Bo raz może się zdarzyć każdemu.

I kiedy to już osiągniesz, pozwól sobie na spokój. Od tego momentu powinieneś zacząć rozumieć, że jak chcesz to możesz. I jeśli coś Ci nie wychodzi to nie dlatego, że jesteś niewartościowy, tylko dlatego, że akurat w tej sytuacji nie mogłeś sobie poradzić. Ale normalnie przecież umiesz, nie zdarzyło się to przypadkiem.

I jeśli dojdziesz do takiego momentu w życiu to z ręką na sercu mogę Ci powiedzieć, Twój partner Ci za to podziękuje.

Mów o co Ci chodzi i mów prosto

„W związku trzeba się komunikować” mówią wszyscy guru od związków, poczynając od cynicznego Pokolenia Ikea, kończąc na porno dla zranionych, jakim jest Oczami Mężczyzny.

Ale co to znaczy? I jak to zrobić?

No otóż znaczy to, że należy sobie mówić rzeczy i należy mówić je prosto.

Zacznijmy od tego, że to co mówimy jest już nieco zmienione od tego jak myślimy, bo niekoniecznie umiemy werbalizować swoje emocje, potem dociera to do osoby, która interpretuje dany komunikat, rozumiejąc go często zupełnie inaczej.

I jest jeszcze jeden myk. Osoby, które w związku czują się zagrożone odejściem partnera przestają słuchać żeby usłyszeć komunikat, a zaczynają szukać tego czego w tym komunikacie nie ma. A to oznacza, że wyciągają zupełnie odległe wnioski od zamierzonych.

I wtedy powstają kłótnie, w czym nie ma zupełnie nic złego.

Złe jest to, że mówimy do drugiego człowieka: „nie podoba mi się to”, zamiast: „nie podoba mi się to, dlatego, że wtedy czuję się tak i srak”. I tu mamy przypał, bo rzeczy, które są oczywiste dla nas, niekoniecznie są oczywiste dla naszego partnera, czym odbieramy mu szansę dostosowania się do tego co mówimy. Zmuszamy go do działania po omacku i swojej interpretacji zdarzeń, co kończy się tekstami: „Ja pierdolę, znowu masz o coś problem”.

Jeśli mówimy co dokładnie wywołują w nas działania partnera i ktoś to ignoruje, to znaczy że partner ma nasze potrzeby w dupie. I dobrze mieć to czarno na białym.

Jeśli partner się dostosowuje, a my nadal mamy te same odczucia, to może problem jest kurwa w nas i trzeba się ogarnąć. Co też dobrze mieć czarno na białym.

Tylko to jest rada, którą łatwo się mówi, a trochę ciężej stosuje. Bo weź tak się przed kimś odsłoń, przecież to jest przerażające.

Wiem po sobie, bo z uporem maniaka kończę relacje mówiąc, że chcę się rozstać, kiedy tak naprawdę po prostu się źle w tej relacji czuję. Nie mówię: „Czuję się bardzo nieszczęśliwy/niedoceniony/cokolwiek”, bo wolę już ból rozstania, od bólu czekania na cios, wypatrywania sygnałów i postrzegania relacji poprzez swoje kompleksy właśnie.

I wiem coś jeszcze. To jest bardzo powszechne zachowanie. Wielu z nas tak robi.

Jesteśmy uczeni, że związek to gra, w której jakaś strona wygrywa, a to zupełna nieprawda. „Oko za oko” sprawdza się tylko wtedy, kiedy lubisz sobie często słuchać „Love the way you lie” Rihanny po rozstaniu. I chcesz opowiadać wszystkim, że „Twój były był pojebany”.

Mów o co Ci chodzi i nie bój się, że przegrasz. Że druga osoba wygra, bo odejdzie, bo nie będzie tęsknić, bo cokolwiek innego. Ktoś to wykorzysta? No to jest chujem, zdarza się, mogę Cię w stu procentach zapewnić, że nie przejdziesz przez życie suchą stopą. Zawsze się znajdzie na Ciebie cwaniak.

I tu dochodzimy do kolejnego punktu:

Bądź w porządku

Po prostu.

Wybierasz sobie osobę i ta osoba z założenia, powinna być równorzędnym partnerem i Twoim przyjacielem.

Spoiler: to nie są Indie! Nikt Cię nie zmusza, wybierasz samodzielnie.

To na chuj masz być nie w porządku?

Znaczy ja wiem, że życie jest długie, a pokusy są różne i ludzie się zdradzają, bardzo kłócą i oddalają od siebie. I ja wiem, że każdy na początku dorosłego życia, szuka swojej drogi i przesadza w stronę agresji, albo uległości, zanim dowie się kim jest.

Ale masa dorosłych ludzi, już z założenia stawia zgniłe fundamenty. A to da podrasowane zdjęcie profilowe, a to nie wspomni, że ma dzieci, a to zatai przeszłość seksualną czy inną kryminalną.

I po co? Żeby coś ulepić, a potem patrzeć się jak to pierdolnie przy pierwszym momencie, w którym prawda wyjdzie na jaw?

Jeśli na przykład masz dziecko, to powiedz to, że masz dziecko. To nie jest tak, że on się zakocha i kiedy wyjawisz mu ten sekret powie: „nic nie szkodzi”.

Nie.

Zastanowi się w ilu przypadkach został okłamany, a potem jego wyobraźnia jak maszyna losująca będzie mu podrzucać myśl o tym, że w każdej chwili możesz go okłamać ponownie i wstrzykiwać jad w wasz związek.

Dlatego tak ważne jest również dotrzymywanie słowa, nawet w małych rzeczach. Punktualność chociażby.

Kiedyś zupełnie o tym nie myślałem, dzisiaj wiem, że jak się coś obieca, to trzeba ścisnąć pośladki i tego dotrzymać, a jak nie umiemy tego dotrzymać to przeprosić i powiedzieć dlaczego, a nie liczyć, że jakoś to będzie. Ta druga osoba musi wiedzieć, że może na was liczyć.

I tak, na swojej drodze spotkasz i dupków, i lambadziary, które będą chciały wykorzystać to, że dajesz im dobro. Dlatego właśnie trzeba mieć do siebie szacunek i nie przejmować się porażkami, korzystając z zasady, którą ja staram się wcielać w życie codziennie:

W każdym staraj się dostrzegać dobro. Ale jak masz dowód, że Cię oszukuje, to w ryj.

Gorąco polecam.

Dlaczego ktoś się brzydko zachował

Często dostaję od was wiadomości po rozstaniach i zazwyczaj się to wielostronicowe eseje, z wyszczególnieniem każdej kłótni i każdego zachowania. I często pytacie się mnie, dlaczego ktoś się mógł tak perfidnie zachować.

Odpowiadam: bo chciał.

Wiecie, często jest tak, że ludzie nie chcą nas ranić, tylko robią coś z wygody lub dla przyjemności, a że obrywamy rykoszetem jest dla nich rzeczą, której nie rozważają dokładnie i każdemu zdarza się walnąć głupotę, albo – nazwijmy rzeczy po imieniu – być samolubnym chujem.

Natomiast jeśli zachowanie się powtarza, to zazwyczaj powtarza się dlatego, że ma czemuś służyć. Jeśli ktoś się notorycznie spóźnia, mimo upomnień, to znaczy że swój komfort przedkłada nad nasz komfort, ergo nas po prostu nie szanuje. Jeśli twój chłopak cały czas opowiada Ci o koleżance z uczelni i o tym jaka jest ładna, to albo chce ją przelecieć, albo chce podbić swoje ego ściąganiem Ciebie w dół. Nie ma innych opcji.

I dlaczego ktoś tak robi? Bo chce. Bo być może nie widzi w tym nic złego, a być może widzi i ma to w dupie.

A Twoim zadaniem nie jest tej osoby usprawiedliwiać. Twoim zadaniem jest zakomunikować co Ci nie pasuje i zobaczyć reakcję.

A potem zastanowić się czy możesz z taką reakcją żyć.

Reasumując

Tak naprawdę w związku liczy się to, żeby – kiedy uznasz, że to właściwa osoba – po prostu położyć jej swoje serce na dłoniach i zobaczyć co z tym zrobi.

Jeśli odrzuci – to będzie smutno.
Jeśli zgniecie – to będzie smutniej, ale czasem ludzie to chuje i to nie Twoja wina.
Jeśli zadba o nie – to będzie fajnie tak bardzo, że opłaca się przeżyć te wszystkie smutki.

Miłość to najlepsze uczucie na świecie, chociaż im wyżej Cię wzniesie, tym mocniej pierdolniesz o glebę. Ale nie bój się polecieć. Gdyby Ikar bał się latać to… dobra, to zły przykład. Po prostu się nie bój, carpe diem.

A jeśli stanie się tak, że będziecie się musieli rozstać, to wtedy Twój mózg będzie badał co poszło nie tak.

Jeśli nie będziesz mieć szacunku do siebie, to i tak weźmiesz na siebie winę za wszystko.
Jeśli nie będziesz mówić konkretnie, to będziesz wypominać sobie sytuacje, w których relacja nabrała złego kierunku z powodu kłótni.
Jeśli nie będziesz w porządku, to będziesz czuć, że Ci się należało.

Nie obiecam Ci, że nie będzie bolało. Ale mogę Ci obiecać, że będzie bolało trochę mniej.

A i też często o to pytacie: „Czy partner wróci?” To też jest proste. Jeśli jego życie po rozstaniu będzie lepsze, to nie wróci. Jeśli gorsze, to wróci. Chyba, że jest uparciuch, ale z tym nie wygrasz.

„A Maciej, ile czasu zajmie mu zanim pójdzie z kimś innym do łóżka?”. Kobietom tak około miesiąca, chyba że problemem w związku był seks, to od razu. Mężczyznom, takim zwykłym, koło dwóch miesięcy. Mężczyźni nie są tak dobrymi podrywaczami, na jakich się próbują kształtować.

Ale nie zamartwiaj się tym.

Kochaj, próbuj, podejmuj decyzje, ciesz się z dobrych, radź sobie ze skutkami złych, miej złamane serce, przypadkiem złam serce. Po prostu żyj. I bądź w porządku.

A jak dostaniesz po dupie, to pamiętaj, że ból jest najlepszym nauczycielem. A czas leczy rany.

To wszystko co wiem o związkach.

Posłowie (tylko dla stałych czytelników)

Moje drogie kociaki, ten etap naszej przygody dobiegł końca.

Wiem, że obiecałem wam inaczej, starałem się zmusić samego siebie, ale już nie mogę. Dzisiaj forma pisania bloga nie jest dla mnie dobrą formą, bo nie potrafię do tego podchodzić profesjonalnie jak do pracy, czasem mnie tylko wyrwie żeby coś napisać.

Zmieniłem się. Paradoksalnie najbardziej zmieniło mnie pisanie bloga, bo różne wymagania i przemyślenia jakie stawiałem wam, odnosiłem również do siebie. Aż odnalazłem spokój.

I nie potrafię już tak dłubać w tym wszystkim, nagle założenia stały się proste, chociaż oczywiście w praktyce bywa różnie.

Nie wiem jeszcze co będę robić z namuszkową bazą, czy będzie to talk-show, czy vlogi czy cokolwiek. Na pewno na pisanie w najbliższym czasie nie ma szans. Jeśli pamiętacie Felinkę, to być może ona zajmie się felietonami. A może będzie wiało pustkami.

Wiem natomiast, że to jest pożegnanie. Don’t worry, blog zostanie, zawsze możecie wracać do moich tekstów. Niektóre są dobre.

I pamiętajcie, to nie wasza wina, to moja.

Kocham, lubię, szanuję.

No chodź się przytul, daj buziorka.

Tak, możesz płakać. Mi też nie jest lekko.

Na zawsze Twój.

Maciej.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: