Ach ten XXI wiek, te fejsbuki.

Nie rozmawiacie z kimś 2-3 lata i nagle pyk: ta osoba wstawia nowe zdjęcie, coś się w was budzi i zamiast napisać komentarz, to odpalacie messenger z zapytaniem „co u Ciebie?”.

I tak było u mnie, aczkolwiek odpowiedź na to pytanie mnie przerosła.

Czasem nie wiem co powiedzieć.

„W końcu umawiam się z facetem, nie chłopcem”

Tak brzmiała część wiadomości, która odebrała mi zdolności oraz wolę komunikacji.

I tak, wiem, że bez kontekstu to nie brzmi źle. Przeciwne, to bardzo dobre zdanie do wypowiedzenia w momencie w którym randkowanie przez długi czas nie spełniało oczekiwań, a zmiana w sposobie selekcji kandydatów przyniosła pozytywną zmianę.

Tylko w tym przypadku, wiedząc iż wcześniejszy związek wspomnianej damy przetrwał kilka lat, a jej wybrankiem był mężczyzna młodszy o wiosen cztery lub pięć, logicznym będzie zareagować uniesioną brwią i myślą: „coś tu się nie dodaje”.

Bo nie dodaje się wcale.

Czy wiesz czego chcesz?

Oglądając filmy Hollywoodzkie, stworzyłem takie powiedzenie: „Kobiety wiedzą czego chcą, chcą mieć wszystko”.

Nawet wykluczające się rzeczy.

No bo jak wyjaśnić fakt, że kobieta bierze sobie najtwardszego policjanta z oddziału, po czym płacze mu – ja nie chcę żebyś jechał na akcje, bo coś Ci się może stać.

Z jakiegoś powodu jednak nie wybrała sobie księgowego, co nie?

I chyba z tonu w jakim piszę jest dość łatwo wywnioskować, że takie zachowanie klasyfikuję jako absolutnie idiotyczne. Nie widziały gały co brały? Nie widziały, że jak bierzesz najtwardszego policjanta, to on będzie robił rzeczy, jakie robią najtwardsi policjanci?

Tak samo jak nie widziały, że jeśli wiążesz się z młodszym od siebie facetem, to będzie zachowywał się inaczej niż mężczyzna od Ciebie starszy?

Widziały, widziały. Tylko przymknęły na to oko, bo było fajnie pod innymi względami. Ale kiedy fajne rzeczy się skończyły, to trzeba było przerzucić wszystko na drugą osobę i obwinić ją za to, że był taki jaki był zawsze.

Inaczej trzeba by było wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.

Ludzie nie są z gliny, nie da się ich modelować

Nie zrozumcie mnie źle. Gdybym dziś (jako trzydziestolatek) zaczął na poważnie umawiać się z pełną energii 20-latką (a bardzo je lubię, więc czemu nie) to pewnie początkowo nie przeszkadzałyby mi jej imprezy, czy ewentualne akcje-libacje i wszystko co powiązane z wczesnym życiem studenckim. Ale gdybym się tym zmęczył, to nie opowiadałbym, że nie mogę być z dzieciakiem, tylko że nie dało rady w takiej konfiguracji.

Bo czy ta osoba mi coś zrobiła?

Czy zmieniła reguły gry po wejściu w nią?

A może to ja obraziłem się za to, że nie mogłem tych reguł nagiąć na swoją korzyść?

W stwierdzeniu „umawiam się w końcu z mężczyzną, a nie z chłopcem” – najbardziej brakuje mi szacunku do ich relacji. Brakuje mi, bo to ocenianie przeszłych wydarzeń dzisiejszą emocją. Jaką ma obecny chłopak gwarancje, że nie będzie za dwa lata po drugiej stronie argumentu, tym razem „umawiam się w końcu z kimś z fantazją, a nie z dziadem”?

Żadną.

Właściwie głupotą byłoby spodziewać się czegoś innego.

„Naprawdę nie wiem co ja w nim widziałam”

Mam – tak jak każdy – w głowie listę zachowań, które są równoznaczne z randkową czerwoną kartką. Sytuacje, po których nie jestem w stanie wrócić do postrzegania człowieka jako potencjalnego partnera.

Na przykład, jeśli zaproszona przeze mnie kobieta zaczyna ganiać po mieszkaniu moje koty żeby je przytulić mimo mojego werbalnego i ich cielesnego sprzeciwu, bo „są takie słodkie”, to grzecznie dopijemy kawę i na tym zakończymy znajomość. Dlaczego? Ano dlatego, że ja już wiem, że ten człowiek ma za nic granice innych, ważne żeby jemu było miło i fajnie. Mam wrażenie, że zostawienie przy takiej osobie telefonu nie byłoby bezpieczną opcją.

I tak samo kiedy ktoś zaczyna narzekać na partnera, że był taki jaki był od samego początku, to jest to idealnym wyznacznikiem dojrzałości emocjonalnej. Różnica jest taka, że człowiek niedojrzały widzi winę w tym, że świat nie dostosował się do jego woli, człowiek – relatywnie – dojrzały stara się do rzeczy takich jak związek podejść ze zrozumieniem.

I żeby nie było – zawsze macie prawo zakończyć związek z jakiegokolwiek powodu, bo cokolwiek może wam zacząć nagle przeszkadzać. Zmieniamy się, zmieniają się również nasze potrzeby. To normalne.

Ale jaki trzeba mieć tupet żeby powiedzieć: MOJE potrzeby się zmieniły, więc KTOŚ INNY jest bezwartościowy? No co do chuja? Gdzie tu jest logika?

Ano nie ma.

Rozumiem, że można nie mieć szacunku do poprzedniej relacji. Rozumiem, że jeśli ktoś Cię zdradził, oszukał, manipulował Tobą, czy ogólnie był niemiłym ludzikiem – tak, to zrozumiałe.

Ale nie mieć szacunku do relacji, dlatego, że ktoś był kimś kogo sobie wybraliśmy? To już wyższa szkoła odwracania kota ogonem moi drodzy.

Na pewno chcecie się z kimś takim zadawać? Myślicie, że jak szybko ta sztuka odrzucania odpowiedzialności zostanie wykorzystana przeciwko wam?

Czy może łudzicie się, że teraz będzie inaczej?

Proszę was.

Naprawdę.

A w jakie cuda jeszcze wierzycie?

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Przeczytaj również:

Przestań oczekiwać cudów.

Dlaczego ofiary zerwania czują się winne?

Nigdy nie rozstawaj się w zgodzie.

 

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: