Piszecie do mnie listy.

Czyżbym stał się mądrym panem z internetu? W waszych oczach na pewno.

Cieszę się. Jest mi miło, chociaż sam o sobie myślę, że im jestem starszy tym głupszy. I coraz mniej rzeczy jestem pewny na 100%.

Ale jeszcze kilku tak.

W tym tego jak będzie wyglądać Twoje życie.

Które, zgodnie z tytułem podzielimy na 3 fazy. A pierwszą jest:

Faza imitacji

Podstawowa faza w życiu człowieka, która tak naprawdę w patologicznych przypadkach, może być fazą pierwszą i jedyną.

Kiedy jesteśmy dziećmi to zasady rządzące życiem są bardzo proste: Jeśli pani przedszkolanka lub rodzice mówią, że coś jest złe, to znaczy, że jest i nie ma dyskusji.

Później wtapiamy się w grupy znajomych. Jesteśmy sportowcami, ziomalami, albo metalami; dobrymi dziewczynkami, albo chłopaczarami. Odrzucamy schematy myślowe, ale tylko po to, by przyjąć inne – też cudze.

Wiecie, ludzie w szkołach nie wymyślają nowych subkultur. Jak emo było modne, to nie dlatego, że akurat tysiącom nastolatków było smutno, tylko dlatego, że Tokio Hotel się stało. Proste.

Najczęściej faza imitacji zaczyna przechodzić w liceum, ale od momentu rozpoczęcia tego okresu mija jeszcze parę lat, aż człowiek złapie siły, by zbuntować się całkowicie. Powoli jednak zaczyna narastać w nim poczucie, że być może wybrane środki życiowej ekspresji są niewystarczające do zapewnienia szczęścia. Że być może jest coś więcej, niż tylko to co mamy dookoła.

Że mamy wrażliwość na inną muzykę niż inni, chcemy się inaczej ubierać, potrzebujemy innych bodźców niż inni.

Ale to spotka się z krytyką. A są dwa typy ludzi, którzy zrobią wszystko by krytyki uniknąć: Ci, którzy się jej boją, oraz Ci, którzy nigdy się z nią nie spotykają.

Doprowadza to do wykształcenia tzw. „ludzi osadzonych w normalności”.

Ludzie osadzeni w normalności to krytykanci. Nic dziwnego, dla nich każde odstępstwo od normalności jest godne dezaprobaty, wszak sami całe życie spędzają na kurczowym trzymaniu się czegoś co uważają za rdzeń istnienia: Skończ szkołę wyższą, znajdź partnera życiowego, weź ślub, zrób dzieci, pracuj na umowę o pracę. O! Umowa o pracę to Święty Graal dla naszych osadzonych. Jeśli tylko masz działalność, a już nie daj Boże jesteś freelancerem to wiedz, że będą tobą skrycie, lub – częściej – otwarcie gardzić. Jeśli jesteś w stanie ze swoich działań zarobić więcej niż oni ze swoją nienaruszalną umową to jesteś złodziejem i kropka.

Osadzeni również bardzo będą pilnować tego co przystoi. Chcesz umówić się z mężczyzną młodszym od Ciebie o 5 lat? Nieee, to nie przejdzie. Grasz w gry komputerowe? No co Ty! Oni nie mają czasu, bo PRACUJĄ.

W ogóle osadzeni na nic nie mają czasu, bo niemanie czasu jest bardzo dużym wyznacznikiem normalności w wieku dorosłym. Przyznać się do posiadania czasu to faux pas.

Na szczęście takich patologicznych jednostek usilnie próbujących zatruwać życie jest dość mało. Większość z nas się prędzej czy później zbuntuje.

Faza buntu

Zaczyna się niewinnie, by nie powiedzieć śmiesznie.

Okres buntu, tak o to chodzi. Chociaż faza buntu nie ma z tym nic wspólnego to okres buntu ewidentnie pokazuje, że zaczynają nakładać się na siebie dwie fazy. Okej, nadal imitujemy, ale imitujemy w swoją stronę i czasem trochę za bardzo. Słuchamy wtedy śmiesznej muzyki, ubieramy się jak pajace, kobiety przesadzają z makijażem, albo z farbowaniem włosów.

To ten moment, w którym zaczynamy żyć, bo wystawiamy się na ostrzał i przyjmujemy ciosy. Kto nie da rady, schowa się z powrotem do fazy imitacji i tam już zapewne zostanie. A ten kto da radę wytrzymać, no cóż… Najpewniej przynajmniej na moment stanie się złym człowiekiem.

Gdzie moment, to jakieś kilka lat życia.

Bo kiedy orientujemy się, że tak naprawdę poza krytyką świat nie ma wiele środków do tego, by skarcić nas za odstępujące od normy zachowanie. Oczywiście jest prawo, ale umówmy się – można zrobić w życiu dużo plugawych rzeczy, które prawnie są dozwolone. Przy okazji prawo można też ominąć bądź je naginać.

Stąd w dojrzałej fazie buntu zaczynają się kłamstwa, zaczynają się zdrady, zaczyna się rozwiązłość, zaczynają się narkotyki. Wszelkie przyjemne eksperymenty, które stopniowo zaczną iść w kierunku ekstremów – bo dopóki nie dojdziemy do granicy, to poprzeczkę będziemy podnosić.

Kara? Żadna.

No ktoś się popłacze, ktoś nas wyzwie od chujów czy kurew. Nic czego nie dalibyśmy rady znieść.

Nic czego nie dalibyśmy sobie rady zracjonalizować na własną korzyść.

I wiem, że przyznać się przed sobą do bycia chujowym człowiekiem jest ciężko, ale gwarantuję Ci, że to też o Tobie. Być może nie teraz, być może za parę lat.

No chyba, że jesteś cyborgiem.

 

Faza własnych przekonań

To moment kiedy orientujesz się, że nawet jeśli możesz coś zrobić i to coś będzie przyjemne – to znaczy, że wcale nie musisz. Możesz zdradzić żonę, która się nie dowie – ale nie chcesz. Możesz okłamać rodziców na temat swoich osiągnięć, które są marne i wstydzisz się ich – ale nie chcesz. To znaczy chcesz, ale jeszcze bardziej chcesz być w porządku.

Odrzucasz to co łatwe, na rzecz tego co uważasz za wartościowe. Nie „normalne”, bo nikogo nie imitujesz.

Tworzysz rzeczywistość.

Etap własnych przekonań też wchodzi podstępnie, najpierw zaczynamy dopełniać coraz więcej obowiązków – głównie zawodowych – kosztem przyjemności. Potem przechodzisz na etap relacji międzyludzkich. I ten kto ma wiele szczęścia będzie potrafił do niego przejść bezboleśnie.

Niestety – nie zakładałbym, że Ty będziesz tym szczęściarzem.

Większość przejdzie do tej fazy dopiero wtedy kiedy coś pierdolnie. Dopiero wtedy, kiedy poczują konsekwencje swoich czynów, albo postaw.

Bo nawet nie muszą bezpośrednie konsekwencje naszych czynów, może być to po prostu porażka spowodowana standardami nieprzystającymi do warunków, które nas zastaną, na przykład jakieś środowisko odrzuci nas, bo nie akceptuje osoby, która ma w nawyku oszukiwanie innych, nawet jeśli chodzi o stricte cele zawodowe. I nagle miejsce w którym chcieliśmy być okaże się niedostępne, bo ludzie tam obecni nam podziękują za próby dołączenia, ale nie. Oczywiście może mieć to też reperkusje w życiu prywatnym i na przykład miłość Twojego życia po prostu odrzuci Cię albo za Twoją przeszłość, albo za to z jakiej strony dasz się poznać.

Widzicie: psychika nie jest z gumy, a każde wielokrotnie powtarzane zachowanie stopniowo ją wypacza.

Piosenka”Hotel California” opowiada o tym doskonale. O kuszącym miejscu, z którego nie da się wrócić:

„Ostatnią rzeczą którą pamiętam to, że
Biegłem ku drzwiom
Musiałem znaleźć przejście do miejsca, w którym byłem wcześniej
„Spokojnie”, rzekł Stróż Nocny
Zaprogramowano nas by brać

Możesz wymeldować się kiedy chcesz
Ale nigdy stąd nie wyjedziesz”

Taka prawda. Nie da bezboleśnie się przejść z bycia człowiekiem, który porusza się w szarych rejonach życia, do bycia śnieżnobiałym ideałem. Nawyki mają to do siebie, że ciężko je wykorzenić, a w sytuacjach kryzysowych korzysta się właśnie z nich.

Zawsze.

I tylko dostanie w łeb sprawi, że człowiek ma szansę zorientować się, że tak naprawdę to się trochę pogubił. Albo pogubił się bardzo.

Nie jest to wiedza z gatunku najprzyjemniejszych w życiu.

Ale jest niewyobrażalnie potrzebna.

Czy zmiany są na stałe?

A w życiu!

Słyszeliście o czymś takim jak kryzys wieku średniego? No właśnie.

Kryzys wieku średniego następuje przecież w wieku średnim, kiedy to już doszliśmy do własnych przekonań i do tego co jest dobre.

Problem polega na tym, że do tego czasu zmienimy się i my, i świat. I nasze przekonania runą z hukiem, bo okaże się, że były owszem dobre, ale w kontekście innych sytuacji życiowych. I wtedy następuje załamanie i próby albo osadzania się, albo walki z rzeczywistością.

I tak będzie w kółko. Za każdym razem życie do dostania w ceban i zmiany przekonań. Cały czas.

Ale nie bójcie się zmian. Zmiany to część napędowa świata i naszego istnienia.

Jeśli nie boisz się zmian, nie boisz się życia.

A jedyną stałość, którą możemy zaobserwować, to wśród ludzi, którzy nigdy nie ruszyli z fazy imitacji. Ja bym się nawet na nich nie gniewał, trochę im zazdroszczę.

Ich standardy spełnić najłatwiej.

Czego się wystrzegać?

Tylko jednej rzeczy: By nie zostać w fazie buntu dłużej niż to jest potrzebne.

I nie spieprzyć sobie życia będąc kutasem dla innych.

Bo niby nigdy nie jest za późno na zmiany.

Ale czasem jednak jest.

 

 

 

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: