To było przyjęcie urodzinowe mojej babci, chociaż na zdjęciach wyglądało jak wesele.

Maciej potrafi się bawić.

Zebraliśmy się całą rodziną – z Amsterdamu przyjechał mój brat, byli goście z Rumunii, Austrii, a nawet z Radomia.

Kiedy babcia – jak to mają babcie w zwyczaju – położyła się wcześnie spać, by wstać o 4 i lepić pierogi impreza dopiero się rozkręcała. Miała zakończyć się zapasami z moim bratem, słuchaniem Areosmith i The Animals nad ranem i wspominkami jak to kiedyś przyłapaliśmy jednego z członków rodziny na – nazwijmy to – pewnych niecnych sprawkach.

Hehe.

A gdzieś w trakcie tej zabawy zgubiłem koszulkę, bo tak to się w życiu zdarza, że jak tylko jestem pod wpływem oraz w dobrej formie fizycznej, to wszelkie warstwy odzieży z górnej połowy ciała mają tendencje do znikania.

Magia.

Magia próżności.

Nie da się ukryć, jest to pretensjonalne łowienie komplementów, ale nie po to się robi kratę na brzuchu, żeby ją potem ukrywać.

Tyle że było już dość późno, słońce powoli wynurzało się na wschodzie, a w naszych duszach coraz śmielej rozgaszczała się poimprezowa depresja i zamiast cieszyć się moimi osiągami, kuzyn Rafał skoncentrował się na swoich brakach i zaczął podkreślać, że on nawet jeśli zacznie ćwiczyć, to nigdy nie będzie wyglądał tak jak ja. I była w tym nuta goryczy.

Powtarzał to i powtarzał, a ja chciałem go uspokoić, chciałem żeby zrozumiał mój punkt widzenia. Chciałem mu powiedzieć:

Rafał. To tylko sześciopak.

Co mi imponuje? Ale tak naprawdę.

Rafał to świetny koleś i – w moich oczach – życiowy bohater. Nie miał chłopak lekkiego startu, a jednak – w wieku lat 28 – ma bardzo poukładane życie, jest całkowicie samodzielny, jego żoną jest dziewczyna, w której zakochał się w liceum, a truskawką na torcie jest fakt, że wykłada na uczelni.

Złapał życie za ryj, zrobił już to parę lat temu i nie mogę wyjść z podziwu, bo wszelkie moje próby zrobienia tego samego kończyły się tym, że lądowałem na glebie z połamanymi żebrami.

Wiem, że on też chciał pisać, też chciał komentować wydarzenia sportowe, ale odpuścił, ułożył priorytety tak, by pod to życie położyć solidne fundamenty. Niekoniecznie jest tak, że jego droga byłaby dobra dla mnie, ale imponuje mi fakt, iż potrafił dać na wstrzymanie marzeniom. Ja nie potrafiłem nigdy iść na jakikolwiek kompromis w tym temacie.

W tym roku akademickim wróciłem – na chwilę – na studia, gdzie poznałem Łukasza. Siedzieliśmy na wykładzie obok siebie i rozmawialiśmy o życiu, ja tłumaczyłem mu czym się zajmuje, on tłumaczył mi swoje działania. Bardzo imponujące skądinąd, albowiem Łukasz jednocześnie ciągnął 2 kierunki: jeden techniczny + filologię angielską i, jeśli dobrze pamiętam, na politechnice miał stypendium.

Jakiś czas przed tym jak się poznaliśmy, z Łukaszem zerwała dziewczyna. Podobnież dlatego, że nie miał dla niej czasu; tyle studiował. I widziałem, że moja, wyluzowana do granic możliwości, postać jawi mu się jako człowiek sukcesu, uosobienie marzeń. Widziałem, że patrzy na mnie wzrokiem: jesteś wszystkim tym, czym chciałbym być.

Ale i vice versa! Ten człowiek robił dwa kierunki, w tym jeden bezbłędnie, podczas gdy ja zawsze znajdowałem jakąś wymówkę, żeby tylko nie studiować.

Tyle że najprawdopodobniej gdybym go zapytał jak on to robi, skąd on znajduje czas i siłę na to, czego ja nigdy nie potrafiłem dopiąć do końca, to na 100% odpowiedziałby mi:

Maciej. To tylko studia.

Wszystko może być „tylko”

Jak wytrenować takie mięśnie brzucha, że nawet po roku bez żadnych ćwiczeń wystarczą dwa tygodnie i już przebijają się przez skórę? Ano wystarczy znienawidzić to jak wyglądasz, potem już z górki: podporządkowujesz życie reżimowi treningowemu, ćwiczysz ile fabryka dała, przestajesz patrzeć na jedzenie jak na źródło przyjemności (widzisz tylko paliwo), niszczysz sobie relacje towarzyskie, bo siłownia i dieta są całym Twoim życiem i za jakiś czas masz czego oczekujesz.

I tak samo jest z każdą dziedziną życia. Znam multimilionera, zarządzającego ogromną spółką. Z nim rozmowa na temat planów biznesowych jest niebywała, bo on jakby z automatu oblicza wszelkie koszty z podatkami, bez podatków, wie dokładnie ile procent z pensji pracownika to podatki. Jest w tym zajebisty.

Aczkolwiek nie sprawia mu to aż takiej trudności w życiu, jak na przykład zdrowe odżywianie się. Dlaczego? Ano dlatego, że jest skoncentrowany tylko na pieniądzach i zarabianiu, jego myśli krążą tylko i wyłącznie wokół tego tematu.

Ktoś inny jest zafiksowany na studiach, ktoś inny na pracy, ktoś inny na życiu rodzinnym. I istnieje duża szansa, że sukces przyjdzie do niego. Dużym nakładem pracy, ale tej która jemu najbardziej pasuje.

I tutaj dochodzimy do innego zagadnienia:

Wszystko może być „niemożliwe”

W filmie dokumentalnym „When the porn ends” mamy do czynienia z aktorami i aktorkami porno, opowiadającymi jak wygląda ich życie po zakończeniu kariery w tej branży.

Jeden z emerytowanych aktorów, w mocno zaawansowanym już wieku, podzielił się myślą, która od czasu do czasu kołacze mi się gdzieś po czaszce:

Masa mężczyzn zazdrości mi, że mogłem sypiać z taką ilością kobiet, ale kiedy widzę ich ze swoimi rodzinami, to ja zazdroszczę im.

Tak, każdy wybór ma swoje konsekwencje i nigdy nie będziesz wszystkim, a talent nieużywany zanika.

Albo w lewo, albo w prawo. A im jesteś starszy, tym w grę wchodzą coraz poważniejsze wybory, na tyle poważne, że zamykają coraz więcej drzwi przed Tobą, a odwracanie ich skutków wymaga dużo więcej pracy – dlatego też im dalej w las, tym rozważniejsze decyzje należy podejmować.

Nigdy nie będziesz wszystkim.

Ale zawsze możesz być kimś.

Jak to wszystko pogodzić?

Myślę, że by wyrażać zdrowy podziw, żeby nie podziwiać innych z nutą rozczarowania, to zawsze warto mieć świadomość tego, czy ktoś inny potrafiłby ot tak zrobić to, co osiągnęliśmy my.

Jeśli nie ma takich rzeczy to cholera, faktycznie to życie płynie w żadnym kierunku.

A, nie liczy się, że ktoś nie potrafiłby sobie rozjebać życia tak jak potrafiliście. Mówimy tylko o budowaniu.

Natomiast patrząc realnie to takie rzeczy powinny się znaleźć.

Ja wiem, że czasem nie są to rzeczy nie wiadomo jak ekstrawaganckie. Czasem są przyziemne i mało widoczne. Ale są.

I gwarantuję wam, że jeśli tylko wasze życie zmierza w dobrym kierunku, to każdy znajdzie w nim coś, co chciałby z tego życia wyciągnąć.

Gdyby tak nie było, to Richard Curtis nie nakręciłby „Notting Hill”, a Britney nie śpiewała „Lucky”.

Zachwycajcie się ludźmi, ale nie czujcie się z tego powodu gorzej. Nie czujcie się z tego powodu źle.

Doceńcie się, tak jak może spokojnie docenić się Rafał i napisać do mnie kiedy przeczyta ten tekst:

Maciej. To tylko obrączka na palcu.

.

.

.

.

.

.

.

 

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: