Mężczyzno, czego nauczył Cię ojciec?

Nauczył Cię tego co to znaczy być prawdziwym facetem? Czy dał Ci siłę i pewność, byś umiał bronić siebie – a później i swoją rodzinę – przed złem tego świata? Czy nauczył Cię tego czym jest wartość pieniądza, pracy czy danego słowa?

Jak traktował Twoją mamę? Czy miał szacunek do kobiet? Czy potrafił walczyć o szacunek dla siebie?

Czy potrafił dyskutować, czy kłócił się bezmyślnie?

Który rejon zaniedbał? Czego Ci nie przekazał?

Bo przecież na pewno nie przekazał Ci wszystkiego

Jak być mężczyzną?

To bardzo ciężkie pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Nie ma ideału zachowań, który powoduje perfekcyjne reakcje zwrotne. Każde nasze działanie przychodzi z pewnym kosztem, zawsze będziemy trochę „zbyt”.

Zbyt wrażliwi, albo zbyt oschli.

Zbyt agresywni, albo zbyt ulegli.

Zbyt skoncentrowani na potrzebach innych, albo zbyt skoncentrowani na swoich.

Mężczyzną można zostać przez mimikrę ojca, lub kogoś kto pełni taką rolę w naszym życiu (jeśli mamy to szczęście, że ktoś taki jest) i dostosowanie swojej osobowości do tego wzoru, można również (w przypadku braku ojcowskiej figury, lub jej ogólną beznadziejność) starać się dojść do tego samemu, metodą prób i błędów.

Ta druga opcja ciągnie za sobą pewne bolesne konsekwencje, albowiem błędy są różne. Są małe, objawiające się delikatnym dyskomfortem, konfliktem, znaczące w kontekście życia tyle co zdarcie kolan na betonie, czyli nic.

Są też takie, które będą ciągnąć się za nami całe życie, zostawiając nie tyle bliznę, co ranę, która nie chce się zagoić. I będzie to tym bardziej bolesne im prostszy był mechanizm popełnienia błędu, a po prostu nie mieliśmy na tyle danych, żeby umieć obliczyć końcowy rezultat.

Dlatego, mości panowie, chciałbym wam o czymś powiedzieć. Bo myślę, że to istotne i myślę, że nikt wam tego wcześniej nie powiedział. A powinien.

A olśniło mnie wtedy, kiedy dowiedziałem się, że Drake zdradził Rihannę.

Zanim powiesz jej, że
to był ostatni raz

Płyta „Loud” to niezwykły dowód na to, jak dobry seks potrafi odmienić kobietę.

We wcześniejszej płycie, „Good girl gone bad”, Rihanna niby taka zrobiła się zła, niby taka niegrzeczna, a śpiewała o tym, że „kochałam Cię i smutno mi” (Rehab), „Nienawidzę tego, że tak Cię kocham mocno i smutno mi” (Hate that I love you), „Zdradziłeś mnie i idź sobie, ale smutno mi” (Take a bow) oraz „Parasolka-olka-olka”.

W międzyczasie poznała Crisa Browna i na następnym albumie umieściła treści typu „Teraz ból mnie kręci i jest mi niesmutno” (S&M), „Poznaliśmy się dobrze, więc dam Ci wejść każdymi drzwiami, pozdro dla kumatych” (What’s my name), albo „Hej chłopaku chciałabym dowiedzieć się, czy dasz mi buziaczka w miejsce w które przy mamie wstyd” (What’s my name również).

Tę ostatnią piosenkę wykonała z Drake’iem, który – jak donoszą źródła – był jednocześnie zakochany po uszy i po to samo miejsce we friendzonie, podczas gdy jego kolega z branży zadawał Rihannie ból najpierw swoim niestosownie dużym penisem zgodnie z jej wolą, by następnie – już woli wbrew – zadać jej ból pięściami i zakończyć związek z hukiem oraz, najpewniej, również z wyrokiem.

Dalsze ich losy były mi nieznane, aż do 2018 roku kiedy to urocza blondynka z doktoratem z wiedzy o barbadoskiej piosenkarce, postanowiła mi wyłożyć mi tej wiedzy podstawy, a ja postanowiłem się bez oporów oddać; tak samo wiedzy, jak i blondynce.

Okazuje się, że po latach bycia tylko kolegą, modlitwy pana Drake’a zostały wysłuchane, wysiłki nagrodzone i zeszli się, i byli razem i w ogóle byli supi parą (to już cytat), a potem ni stąd, ni zowąd, Drake zdradził i odszedł, zostawiając cały świat z pytaniem „jak to się mogło stać?”.

A przecież nie powinno być w tym nic powodującego zdziwienie.

Nic, a nic.

Zanim ukradniesz jej
ostatni kolor ze snów

„Kobieta na sto procent kocha tylko raz” – powiedział kiedyś, często cytowany przez moją osobę, Piotr C.

Osobiście dokonałbym małej korekty – zmienił „kobieta” na „człowiek”.

Dlatego, że znane są mi przypadki w których to mężczyzna kocha bez pamięci i lata za kobietą, znosząc każde upokorzenie.

Upokorzenie, tak, albowiem zgodnie z zasadą władza absolutna deprawuje absolutnie zazwyczaj takie relacje wyglądają następująco: strona która pragnie mniej całkowicie kontroluje stronę, która pragnie bardziej.

Problem polega na tym, że – przeważnie – kobiety takich mężczyzn pakują do szufladki „friendzone”, gdzie tam Ci, tymczasowo wykastrowani, panowie czekają na czarną godzinę, a panie umawiają się z kimś kto jest wyzwaniem i daje emocje.

Mężczyźni natomiast ochoczo wchodzą w związek z kobietą, która jest od nich słabsza i po prostu robią jej dziurę w sercu na zasadzie „przecież i tak zrozumie, przecież mi wybaczy”.

Mało jest, nawet w dorosłym życiu, na tyle dojrzałych ludzi, by poradzić sobie z ogromem uczucia drugiej osoby. Skoro można zrobić wszystko, to czemu nie robić wszystkiego?

Praktyka pokazuje jednak, że warto się powstrzymać.

Nawet z czystego egoizmu.

Zanim będziesz próbował
odkupić ją za słowa

Widzisz, drogi czytelniku, kochający Cię człowiek zrozumie, owszem. Wybaczy, jak najbardziej. Ale czy naprawdę rozsądnym jest oczekiwać tego, że Twoje akcje zostaną bez reakcji?

Czy to jest fizycznie możliwe?

Odpowiedzi to, kolejno: „Nie”, oraz „nie jest”.

Zachowując się w taki sposób, nadużywając władzy i eksploatując uczucia drugiej osoby, nieodmiennie zmieniasz związek.

Każda relacja powinna dążyć do obustronnego zmniejszania źródła stresu, do partnerstwa i jeśli kogoś krzywdzisz, pokazujesz, że miłość musi boleć słabszą stronę. Najpewniej ta osoba zostanie przy Twoim boku, ale jeśli oddasz jej władzę to – uwierz mi – nie minie wiele czasu, aż to uczucie zaboli Ciebie.

Ktoś Ci odda i zrobi to zupełnie bezwiednie, acz całkowicie logicznie, bo przecież w obrębie zasad, które sam ustaliłeś.

I zrobi to w momencie, w którym Tobie zacznie zależeć.

Znam takich historii dziesiątki, a ich sprawiedliwość jest z jednej strony kojąca, z drugiej strony jednak czasem przykra. Bo niekoniecznie nadużywamy władzy w relacji dlatego, że jesteśmy źli. Czasem krzywdzimy, bo zostaliśmy wcześniej skrzywdzeni. Czasem krzywdzimy, bo wydaje się nam, że tak trzeba i zmiana nastawienia jest próbą naprawienia błędów, ale zamiast podziękowań czeka na nas kopniak w zęby, który wywraca życie do góry nogami.

I ja kiedyś takie słowa usłyszałem, dlatego chciałbym, byś usłyszał je również.

Jeśli kobieta postanawia oddać Ci się całkowicie, po prostu ją kochaj. Albo odejdź.

Nic pomiędzy.

Nie świruj i jeśli nie możesz tego odwzajemnić to weź to na klatę. Owszem, zaboli ją, ale po jakimś czasie wszystko będzie dobrze. Bo widzisz, opcjami są: „szczęście”, „brak szczęścia” i „emocjonalny rollercoaster”. Naprawdę chciałbyś komuś świadomie zafundować opcję nr 3?

I jeśli nie trafia do Ciebie to, żeby nie niszczyć życia osobie, którą przecież sam sobie wybierasz na najbliższą, to być może trafi komunikat, żebyś nie niszczył życia sobie.

Zaufaj mi, albowiem może się okazać, że jedyne co Ci zostanie to zastanawianie się nad tym czy było to najsilniejsze uczucie jakie mogłeś spotkać w życiu, płacz w poduszkę oraz słuchanie smutnych piosenek

Albo ich śpiewanie.

Jeśli jesteś Rihanną.

 

 

 

(Śródtytuły – poza pierwszym – pochodzą z piosenki poniżej)

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: