Był upalny lipcowy dzień.

Siedząca na prowizorycznym ogrodzeniu, zrobionym z okrągłych belek Magda, wypuściła z płuc dym papierosowy. Jak na swój wiek paliła trochę za dużo, ale jak na swój wiek miała też za dużo problemów, więc się zerowało.

Słuchałem jej uważnie, bo problemy wynikają zazwyczaj ze zbyt obfitych procesów myślowych, które sami myślący dumnie nazywają skłonnościami do filozofii. Jeden pies w sumie, ale i tak słucha się tego lepiej niż standardowego obgadywania ludzi, czy opowieści o pracy.

Słuchałem jej uważnie, ale od czasu do czasu rzucałem okiem na jej wycięty bok bluzki, który odsłaniał ciało od ramienia aż do szortów. Oczywiście najbardziej przykuwającym uwagę detalem był jej biustonosz, niestety obrzydliwy, – bo w kolorze cielistym – ale nie narzekałem, bo mężczyznę widok każdego stanika cieszy.

Chociaż oczywiście cielistego najmniej.

Miło się patrzyło, gdyż Magda była dość szczupłą i zadbaną blondynką z upodobaniem do odbiegającej od żałosnych standardów, wyznaczanych przez jej rówieśników, muzyki oraz niebanalnym gustem filmowym. Była atrakcyjna, ale nie miało to dla niej jednak żadnego znaczenia. Nie miało, gdyż niedawno zostawił ją Paweł, jedyna miłość jej dziewiętnastoletniego życia, która wyrwała Magdzie dziurę w sercu, i którą wydawało mi się, że miałem rozmową zapełnić.

Po latach zrozumiałem, że właściwie chodziło jej o wypełnienie dziury i owszem, ale ani tej w sercu, ani poprzez rozmowę, ale ja to nigdy się nie potrafię zorientować w takich sprawach w czas.

Wśród wiadra pomyj, które – słusznie – wylewała na Pawła, zapadła mi w głowę jedna z jej myśli, cytat właściwie.

Magda powiedziała bowiem, że mama mówiła, żeby nie umawiać się z ładnym chłopakiem.

Motywowała to tym, że ładny chłopak to albo zdradzi, albo zostawi, bo go podrywają koleżanki, albo nigdy nie przyzna się do błędu, bo jest zapatrzony w siebie, że lepiej postawić na takiego chłopaka, który będzie chciał sobie mocno zapracować na to, by umówić się z ładną dziewczyną.

Marta obiecała sobie i mi, że mamy posłucha, bo mama jest mądra i wytrwała w tej obietnicy niecałe dziesięć tygodni, by z powrotem zejść się z Pawłem, zajść z nim w ciążę i zostać zostawioną ponowie, z minimalnymi alimentami, bo Paweł do pracy się nie garnął.

To byłoby śmieszne, gdyby nie to, że jest prawdziwe.

Nie ma co się zatem dziwić, że w taki natłok zdarzeń i emocji spowodował, że jej solenna obietnica, oraz obietnicy myśl przewodnia, została przeze mnie zapamiętana.

A dzisiaj zadaję sobie pytanie: Czy jej mama miała rację?

Żeby zacząć rozprawę o ładnych ludziach, musimy najpierw ustalić kim o kim mówimy. Bo tak naprawdę nie chodzi tutaj obiektywnie o urodę, chodzi o mniemanie o sobie.

Dobrym przykładem są osoby wysokie.

Znam mnóstwo pasztetów, które tylko dlatego, że mają powyżej 175 cm wzrostu uważają się za królowe piękności. Wynika to z tego, że całe życie ich otoczenie informowało je o tym, że na pewno będą modelkami. Mówiły tak ich mamy, ich babcie, panie w szkole. Stąd nie było powodu zastanawiać się, że może być inaczej.

Zauważyłem to, że wiele kobiet prawie mojego wzrostu, czy też wyższych ode mnie, bez pytania informuje mnie, że im się nie podobam. Gdybym się jeszcze pytał czy się podobam, no to rozumiem, ale bardzo wysoki procent postanawia mnie o tym powiadomić zupełnie od czapy. W porównaniu, to zjawisko u kobiet poniżej 175 cm występuje bardzo sporadycznie i tylko przy jednostkach, które bez wahania kwalifikuję do szufladki „zaburzone”. No bo niby z jakiej racji normalny człowiek ma mówić drugiemu w rozmowie „Jesteś brzydki, nie umówię się z Tobą”. Dlaczego miałby być a) wredny, b) zakładać, że się w ogóle chcę umówić, jeśli nie pytałem.

I tak sobie kiedyś myślałem, że wysokie kobiety są wredne, ale kobiety uświadomiły mnie, że wysocy faceci są wredni podobnie.

Wysoki facet, to jak dziewczyna z ładną buzią. Ma cudowny start w życie, bo resztę można wyćwiczyć. Dodatkowo posiada również ogromny ładunek pewności siebie, bo z racji warunków fizycznych to on powoduje respekt wśród ludzi, a nie odwrotnie. Poczucie adoracji oraz poczucie bezpieczeństwa, sprawia, że niebezpiecznie łatwo stać się im wyjątkowymi dupkami.

Dzieje się tak dlatego, że ludzie dostający dobre karty za darmo, nie doceniają tego w żaden sposób. Traktują to jako normę, a brak tych cech u kogoś, jako coś do wyszydzania. Dlatego na przykład dzieci wyśmiewają się z biedniejszych rówieśników, nie wiedzą, że to nie jest ich wina.

Dobre karty na starcie bardzo mocno deprawują. Inaczej wydają pieniądze osoby bogate z domu, a inaczej te, które musiały się dorobić. Inaczej zachowują się dziewczyny, które wyładniały w wieku nastoletnim, a inaczej dziewczyny, którym od początku społeczeństwo dawało sygnał, że są ładne. Patrz powyżej, ale patrz też poniżej.

Bo skąd się biorą „księżniczki”? Kobiety, które domagają się noszenia na rękach, kobiety roszczeniowe, oburzone kiedy ktoś coś od nich wymaga?

Ano właśnie z lat ustąpień i komplementów. Najpierw mama i babcia, wszyscy sąsiedzi. Następnie panie w szkole, które wybaczą wiele niedostatków, podciągną ocenę z zachowania, czy wezmą do akademii, bo taka ładna buźka. Później chłopaki noszą im plecaki, dają walentynki, a jeszcze później internet sprawia, że są zalane falą komplementów, zaproszeń i adoracji.

Jeśli w człowieku budujemy poczucie takiej wyjątkowości, to dana osoba spotykając się z tym, że ktoś od niej wymaga jak od każdego innego, czy to później w szkole, czy na przykład w pracy, będzie się buntowała. Bo dla niej standardem jest, że jest traktowana lepiej, a jeśli jest traktowana jak każdy, to widzi niesprawiedliwość i nie ma co się dziwić. Z jej pozycji każdy by patrzył tak samo.

Tak samo z resztą jest z „książętami”, którzy w epoce instagrama wyrastają jak grzyby po deszczu, bo kiedyś to jeszcze musieli coś umieć oprócz wyglądu, chociażby odnosić sukcesy w sporcie czy aktorstwie.

Im większe problemy z atrakcyjnością w okresie dorastania, tym większy przymus wykształcania w sobie ciekawych cech osobowości. Czegoś, by przyciągnąć tą uwagę, bo przeważnie to jest naszym głównym celem, gdy jesteśmy dziećmi. Dlatego właśnie stereotyp „blondynki są głupie”, od czasu do czasu spotyka się z potwierdzeniem. No, bo jakie dzieci są traktowane najlepiej? Jakie dzieci słyszą najczęściej: „Jesteś takim słodkim aniołeczkiem” ? Blond dziewczynki z niebieskimi oczami.

Przykrą prawdą jest niestety to, że jeśli coś nas może zdeprawować, to nas zdeprawuje. Potrzeba ogromnej dojrzałości, by umieć spojrzeć na siebie chłodnym okiem. Dojrzałości, której młodzi ludzie nie mają.

Chciałbym powiedzieć, że dorośli ją mają, ale niekoniecznie. Zazwyczaj nabierają pokory dopiero wtedy jak dostaną po dupie.

Wtedy „łobuz kocha najmocniej” zamienia się w „szukam mężczyzny, który myśli o poważnym związku”, wtedy „musi mieć świetną dupę” zamienia się we „wszystkie moje byłe to szmaty”.

Ale życie to nie bajka z morałem, i wiele z nas po dupie nie dostanie w ogóle, tylko tak zagra atutami, by to życie sobie ułożyć całkiem milusio.

Co nie zmienia faktu, że na świecie jest mnóstwo atrakcyjnych ludzi, którzy są fantastyczni. Najczęściej są to osoby z syndromem „brzydkiego kaczątka”, czyli te właśnie, które już w późnej młodości dopiero zaczęły spotykać się z zainteresowaniem. Takie osoby szanują swoje atuty i nie traktują specjalnego traktowania za normę. Do tego musimy dodać jeszcze tych ludzi, którzy poprzez dojrzałość, zdali sobie sprawę ze swoich atutów. Nie jest tak najgorzej.

Czy zatem słowa mamy Magdy były mądre? Zupełnie nie.

Ale, co ciekawe, przekaz tak.

Co mama chciała przekazać, to fakt, by Magda znalazła sobie faceta, który będzie się starał. Tylko tyle.

Związek ma to do siebie, że jeśli druga osoba się o nas nie stara, nie pamięta, nie wykonuje drobnych gestów – to nic z tego nie będzie. Dlatego zawsze powinniśmy mieć kogoś, kto będzie o nas walczył z całych sił, kto nigdy nie będzie traktował nas za pewnik. I to ładna myśl.

Szkoda tylko, że rzeczywistość ma to do siebie, że zawsze wybierzemy osobę atrakcyjniejszą.

A jeśli tego nie zrobimy, to wzdychamy do niej całe życie. Jest to na zawsze stracona okazja.

Bo koniec końców przyciągamy się na zasadzie podobieństw i w 80% przypadków ładni ludzie są z ładnymi ludźmi, średni ze średnimi, a brzydcy z brzydkimi.

Dlatego lekcją na przyszłość nie może być weź sobie kogoś brzydszego od siebie, bo to nigdy nie zadziała. Nikt świadomie nie skaże się na obcowanie z kimś, na kogo nie lubi patrzeć

Jeśli chcecie czegokolwiek nauczyć swoje dzieciaki, to nie używajcie hasła, a pokażcie to, jak życie działa w praktyce. Pokażcie im, że oprócz urody, musi być coś jeszcze.

A potem obserwujcie jak was nie słuchają i robią te same błędy, które zrobiła Magda, bo ludzie rozumieją rady dopiero po tym, jak kilka razy coś spieprzą.

A powiedzenie „nie ma co umawiać się z atrakcyjną osobą” zostawcie ludziom, którzy tłumaczą nim sobie, dlaczego w swoim życiu skończyli z pasztetem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

***

I jak zawsze zapraszam na fejsbuka.

Chcesz się podzielić wpisem? Proszę bardzo, tylko gdzie?