Wszyscy mamy blizny.

Nie ma osoby na tym świecie, która nie przeżyłaby zwalającej z nóg traumy. Złamane serca, śmierć rodziców, zaburzenia psychiczne, uzależnienia czy po prostu długotrwały brak jakichkolwiek sukcesów czy wsparcia. Większość z wymienionych rzeczy czeka każdego, kto będzie żyć wystarczająco długo.

Oprócz tego mamy gros zdarzeń niezależnych od nas, takich jak choroby, wypadki czy bycie ofiarą przemocy, lub molestowania. Nie chcę wchodzić w szczegóły, na pewno wielu z was ma takie rany i nie ma co ich rozdrapywać.

Każdy z nas wie jak to jest kiedy życie się wali. Bez wyjątku.

To dlaczego jesteśmy tak chujowi jeśli chodzi o pomaganie innym w chwilach kryzysu?

***

Zacznijmy może od ustalenia czym jest kryzys w życiu. Jak bardzo musi boleć, byśmy uznali, że jest to wydarzenie, które zostawi bliznę, bo tylko takimi sytuacjami będziemy się dzisiaj zajmować. Tak – życie częstokroć jest smutne, czasem nawet bardzo, ale nie każda rana zostawia bliznę. Nie każda wymaga terapii, czasem warto puścić sobie smutną piosenkę, wyjść z przyjaciółmi, albo zapić pałę i za tydzień wszystko będzie dobrze.

Znam jednak pewną metodę, swoisty papierek lakmusowy na to, by ocenić jak bardzo cierpimy. Jeśli akurat przez coś przechodzisz i masz wrażenie, że to cię zabija to wykonaj po kolei następujące kroki:

Wyprostuj się.

Weź głęboki wdech.

Spokojnie wypuszczaj powietrze.

Z całej siły, ale tak naprawdę z całej siły, daj sobie w mordę.

Było zawahanie? Mam złe wieści.

Twórcą wspomnianej metody jest jegomość, który zwie się Mark Manson. W swoim wpisie 63 kroki, by przetrwać najgorsze momenty w swoim życiu podsumowuje to tak:

Jeśli rozważenie strzału w pysk brzmi zbyt boleśnie, to z czymkolwiek się teraz mierzysz nie jest aż tak wielkim problemem. Po prostu wykorzystujesz sytuację, by wyciągnąć trochę atencji lub by poużalać się nad sobą.
Dopiero wtedy, kiedy jesteś naprawdę zanurzony w odmętach bólu i porażki, pomyślisz: „Strzelić się w pysk? To nic w porównaniu do tego co teraz przechodzę. Zobacz, zrobię to trzy razy.
Więc albo strzel się w pysk, albo zamknij mordę i poradź sobie ze swoim życiem.

I ma chłop rację.

Ale dopiero przy drugim kroku robi się interesująco

***

Nie porównuj swojego cierpienia do innych – mówi Mark i być może w kontekście samopomocy nie jest to krok najbardziej istotny, to w kontekście pomocy komuś już jak najbardziej.

Ból psychiczny ma to do siebie, że jest absolutnie niemierzalny. Gdybym zdradził wam kilka traumatycznych wydarzeń z mojego życia i kazał uszeregować je od najtrudniejszego, do najbardziej błahego, to jestem przekonany, że 90% z was ustawiłoby to absolutnie najgorsze wydarzenie na ostatnim miejscu. Bo jest takie zwykłe, nie robi wrażenia. Reszta brzmi dużo poważniej.

I wiem, że możecie powiedzieć: Ale hej Maciej, a skąd niby wiesz, że jedno z nich było najgorsze? Przecież po latach pamięta się ból zupełnie inaczej.

Nie będziecie mieć racji.

Raz w życiu musiałem brać leki uspokajające, by sobie z czymś poradzić. Także mam idealną świadomość tego, co było obiektywnie największym syfem.

I pamiętam, że z powodu zwykłości tego wydarzenia, ludzie zamiast pomocy obśmiewali mój problem, albo zaczynali się licytować.

I ta licytacja, to najgorsze co można zrobić kiedy słuchamy o czyimś bólu.

***

Zastanówmy się nad jednym: Czy kiedykolwiek pomogło Ci w cierpieniu to, że ktoś poinformował Cię o tym, iż miał gorzej? Albo co gorsza, nie chwalił się traumami per se, tylko z protekcjonalnością w głosie stwierdził: Gdybym ja opowiedział/a Ci o swoich przeżyciach, to dopiero byś zobaczył co to znaczy mieć przejścia. Czy coś w ten deseń.

Znacie takie odzywki. Na pewno. Więc powiedzcie, szczerze sami przed sobą: Ile razy w takiej sytuacji wasz ból zszedł na dalszy plan?

0.

Słownie – zero.

I jak masz takie odzywki to proszę.

Serdecznie proszę.

Weź wypierdalaj.

***

Kiedy licytujemy się z kimś na ból, to de facto informujemy tę osobę o tym, iż jej ból jest bez znaczenia.

Ktoś nam zdycha na oczach, a my raczymy go zdaniem „To jest zupełnie nieistotne”.

Po czym jeszcze dodajemy: „Przy okazji, opowiem Ci swoją historię, bo w tym wszystkim chodzi tylko i wyłącznie o mnie”.

Mam nadzieję, że już rozumiecie, dlaczego z takim podejściem możecie wypierdalać? Bo chyba nie umiem tego jaśniej określić.

Kiedy ktoś przychodzi do was ze swoim kryzysem, to przede wszystkim powinniście zaoferować mu szacunek. Nie trzeba od razu klepać danej osoby po pleckach, może jej kryzys jest wynikiem jej błędów i zachowań, a dostrzeżenie swojej winy pomoże w szybszym rozliczeniu się z negatywnymi uczuciami.

Wiecie, ludzie mają tendencję do wybaczania swoich błędów dużo szybciej i łatwiej niż błędów cudzych.

Dlatego nie chodzi o to, by całkowicie poddać się litanii żali, bez absolutnie swojej reakcji. W życiu, reagować trzeba, jak najbardziej. Byle nie w taki sposób, który wskazuje, że drugą stronę dyskusji mamy całkowicie w dupie.

Bo wiecie, jedną rozmową nie zmienicie tego, że ktoś zacznie czuć się dobrze. Ale bardzo skutecznie możecie sprawić, że poczuje się jak gówno. Człowiek w kryzysie jest bezbronny, jest właściwie niepoczytalny, podatny na sugestie, manipulacje. Jest jednym wielkim workiem emocji, który nie ma żadnego rdzenia – po prostu przeżywa jedno wydarzenie w kółko. Taka osoba nie obwini was za to, że jej zlewacie.

Taka osoba po prostu pójdzie dalej czując się gorzej i nie znając powodu.

A życie jest naprawdę na tyle nieprzyjemne, by jeszcze dokładać ludziom zmartwień.

Zwłaszcza to w imię tego, że nasz ból jest największy i najszlachetniejszy.

***

W jaki sposób radzić sobie z bólem? No cóż, Mark ma swoje sposoby, polecam przeczytać, ale sam osobiście stosuję się do zasady:

If you can’t have a nice day, have a day.

Have a day czyli odżywiaj się dobrze, postaraj się wyspać, pracuj nad sobą. W końcu nice musi nadejść, bo nic w życiu nie trwa wiecznie. Ważne, żeby nie popadać w spiralę samozatracenia. Po prostu miej zwykły dzień.

A jeśli nie potrafisz znaleźć sensu dla swojego istnienia, to pomóż komuś. Nie musi być to nic spektakularnego, ani nic kosztownego – uśmiechaj się do ekspedientek w sklepie, ustępuj miejsca w autobusie, oddaj krew. Proste rzeczy.

Jeśli twój dzień nie może być dobry, spraw, by był dobry dla kogoś innego.

Nie potrafię Ci powiedzieć z całkowitym przekonaniem, że dobro do Ciebie wróci.

Ale na pewno nie wróci, jeśli staniesz się zgorzkniałym dupkiem.

.

.

.

.

.

.

.

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: