Niby 23 grudnia, a w sumie jak zwykła niedziela. Niby bombki i Mariah Carey w centrach handlowych, ale jakoś tak nie łapie. Niby mówimy sobie wesołych świąt, ale bardziej na siłę niż z poczucia, że za moment Wigilia.

Nic dziwnego.

Świat się zmienił.

Dlaczego nie czujesz magii świąt?

Kiedyś było inaczej.

Zimy były inne, na pierwszą gwiazdkę czekało się z wypiekami na twarzy i ściśniętym żołądkiem, bo przecież nie można było dotknąć jedzenia oznaczonego przez mamę czy babcię jako „to na święta”. Wszystko smakowało inaczej, prezenty ogrzewały serce i każdy czekał na Kevina.

Kiedyś było inaczej.

Możemy narzekać, że dzisiejsza młodzież gapi się non-stop w telefony, ale to będzie tylko cząstka prawdy. Natomiast nie da się ukryć, że postępująca technologia wywiera bardzo mocny wpływ na odczuwanie tradycji.

Czy może być to zaskoczeniem? Żyjemy przecież w świecie w którym wszystko dostajemy od razu. Wszystko, nawet miłość, możemy znaleźć przez kilka kliknięć w aplikację. Mamy dostęp do każdej cząstki wiedzy człowieka, do każdej rzeczy – jeśli tylko nas stać i jest legalna w naszym kraju. Jeśli jesteśmy głodni i mieszkamy w mieście, dwoma kliknięciami możemy sobie zamówić potrawę z każdego kręgu kulinarnego na świecie. Jeśli chcemy posłuchać muzyki, dwoma kliknięciami możemy włączyć sobie 90% artystów, którzy wydali swoją twórczość przez wytwórnię. Jeśli chcemy coś obejrzeć, to mamy dostęp do 90% światowej kinematografii za drobny abonament, albo za jakieś grosze na VOD. Ze „starych czasów” zostały nam tylko zamknięte sklepy w niedzielę.

Oczekiwanie nie wzmaga już apetytu. Oczekiwanie frustruje. Widzę to po swoich znajomych, którzy domagają się mojej twórczości scenicznej w internecie. Widzę, że złości ich fakt, że nie mogą tego dostać w internecie dokładnie wtedy kiedy chcą, a moje tłumaczenie, że „będzie w dogodnym dla mnie czasie” tylko ten gniew zaognia.

Cała radość z Bożego Narodzenia wynikała właśnie z tego, że czekaliśmy na to aż przygotowania do świąt, zmienią się w ich konsumpcję. Kiedy byliśmy zmuszeni przeżywać ten czas, chociażby dlatego, że w radio były tylko kolędy, a w TV kolędy i Kevin, to była to atrakcyjna perspektywa.

Dziś idzie jednak to wszystko w stronę zwykłego obowiązku.

Również dlatego, że święta są stanowczo fajniejsze kiedy jesteśmy dziećmi. Rozpoczynają się ferie, wcześniej w szkole są jasełka. To wszystko się tak samo rozpędza i jest na co czekać, bo przynajmniej lekcji mniej. Jako dorośli często zjeżdżamy zajechani do rodzinnego domu w dzień Wigilii, a jeśli trafiamy tam wcześniej to nici z wypoczynku, bo trzeba sprzątać i piec dla Jezusa.

Tracimy też zdolności komunikacyjne. Mając szeroki wybór zaburzamy swoje relacje z rodziną, bo nie jesteśmy na nich skazani. Skoro dwa kliknięcia od nas są nasi przyjaciele, to mądrości pijanego wujka Jurka nie są dla nich żadną konkurencją, więc trochę ciężej znosimy ten świąteczny small-talk oparty na wścibskich pytaniach o śluby, dzieci i o to dlaczego taki kawaler nie ma jeszcze dziewczyny.

Czy kiedyś było lepiej? Nie wiem.

Na pewno było inaczej.

Czy to się kiedyś zmieni?

Tak.

Wiecie, każdy trend ma po czasie swój kontrtrend. Historia zawsze pokazuje, że jest odbicie w stosunku do przyjętych norm, widać to chociażby po epokach literackich.

Jesteśmy trochę jak dzieci wychowane na śmieciowym żarciu, które gdyby dostały kawałek wołowiny Kobe, to narzekałyby że jakieś to jest mało słone i zapytały o sos.

Jesteśmy trochę jak ludzie, którzy smakując ulubione wino Borysa Szyca – Chateau de Bordeaux ’98 – powiedzieliby, że jakieś takie niesmaczne i poprosili o Kadarkę Prestige. Słodką.

Ale kiedy popatrzymy na Stany, to na miejsce ludzi maksymalnie otyłych (wychowanych na śmieciowym żarciu), zaczęli się pojawiać ludzie maksymalnie wysportowani, vege i fit.

Zawsze jest odbicie i zawsze jest szukanie swojego miejsca w świecie. Dzisiaj mało kto stara się żeby było świątecznie, ale jeśli tych ludzi zacznie być więcej, jeśli święta zaczną być trendy, to będzie dziwnie w nich nie partycypować.

Tyle, że wcale nie jest to zapewnieniem, że magia świąt wróci.

Jak odzyskać magię świąt?

Na pewno nie poprzez zwalanie odpowiedzialności za nasze samopoczucie na otoczenie.

Fakt czasy się zmieniły, ale to nie znaczy, że nie ma na co oczekiwać. Być może perspektywa siedzenia z rodziną nie jest dla Ciebie akurat najświetniejszym pomysłem, ale przecież to Ty masz wpływ na to komu w tych dniach sprawisz przyjemność. Ty masz wpływ na to kogo obdarujesz najbardziej.

W zeszłym roku siedziałem przed świętami w jadłodajni, a z głośników poleciały słowa:

Widziałam wielki świat
Wyszywany srebrno-złoto
Szampan w żyłach grał
Każdy dzień był nowym snem
Na ulicach tłum miasto wrzało kolorami
W samym środku ja
Boże mój, aż się chciało żyć

To było wręcz chore, bo dzień wcześniej bliska mi osoba narzekała na to, że tęskni za podróżami i życiem modelki.

Pobiegłem do sklepu, kupiłem płytę Varius Manx i wysłałem jej to tak, by dotarło dwa dni przed wigilią.

Boże mój, aż się chciało żyć.

I myślę, że o to w tym wszystkim chodzi.

Nie o śnieg, nie o Kevina i nie o żarcie, a o odnalezienie tego co sprawia nam przyjemność – zazwyczaj jest to sprawienie przyjemności innym – i kultywowanie tego. Na początku intelektualnie – bardziej z rozsądku, niż miłości – a potem samo przyjdzie.

Jeśli tylko chcemy żeby magia świąt wróciła to musimy się do niej zmusić, tak jak zmuszalibyśmy kubki smakowe do wytrawnego wina, albo ucho do opery. Nie będzie to opcja kusząca dla każdego, ale jeśli tego Ci brakuje, to masz właściwie tylko jedno wyjście.

To znaczy dwa, bo możesz sobie jeszcze zrobić dzieci i jak one będą dorastać to wtedy będziesz się cieszyć razem z nimi. Przynajmniej dopóki będą wierzyć w świętego mikołaja.

Niemniej tak czy inaczej polecam włożyć wysiłek w święta nie dla siebie, a dla innych. Uśmiechnąć się, powiedzieć wesołych świąt, nawet na siłę puścić kolędy, a pieprzenie wujka potraktować jak festiwal żenady i sycić się tym, miast narzekać. Stworzyć własne tradycje, na przykład po wieczerzy puścić sobie „Love Actually”, albo „Holiday”. W ramach świątecznej tradycji. Naprzemiennie, żeby się szybko nie znudziły, chociaż ja w ramach świątecznego filmowania oglądam Desperado.

Tylko raz do roku i tylko z mamą.

I zawsze smakuje dobrze, nawet jeśli ogólna ilość świąt w świętach ucieka z różnych powodów.

Najprawdopodobniej święta jakie znałeś za dziecka już nie wrócą.

Bo nie jesteś dzieckiem.

Nie przeżywasz wszystkiego z taką intensywnością.

Ale to wcale nie oznacza, że od dzisiaj wszystkie święta muszą być nieprzyjemnym obowiązkiem i czekaniem aż będziesz mógł się zamknąć na osobności z Instagramem, Pornhubem i Netflixem. Tylko musisz włożyć w to trochę wysiłku i zmienić tradycje z ogólnych – niekuszących – na swoje – kuszące.

I tak, koliduje to jednak z poczuciem, że coś powinno być już, teraz, od razu i najlepiej samo z siebie, ale w życiu dorosłym już tak jest, że jak się o coś nie dba, to się nigdy nie zmienia na lepsze samo z siebie.

Lecz jeśli za tym tęsknisz to może jednak warto spróbować?

Żeby za parę lat móc powiedzieć sobie: Kiedyś było inaczej.

Ale dzisiaj jest fajniej.

.

.

.

.

.

.

.

.

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: