Zwyciężyliśmy.

Nie wypleniliśmy tej zarazy do końca, ale wiemy jak sobie z nią radzić, wiemy jak zapobiegać i wiemy jak edukować przyszłe pokolenia.

Tak. Coraz mniej ludzi myli „przynajmniej” z „bynajmniej”.

Ale wygrać bitwę, nie oznacza wygrać wojny.

A bitew jeszcze zostało wiele, bo nagminne mylenie „nie chcę” z „nie chce mi się” sprawia, że zalewa mnie krew.

Naprawdę – mogę zabić.

Jak można to mylić? Jak można tego używać zamiennie? Jaki proces myślowy zachodzi w głowie człowieka, który mówi – nie chce mi się nigdy wziąć ślubu.

Że nigdy nie będziesz mieć na tyle energii, by złożyć podpis w urzędzie stanu cywilnego?

Ludzie, błagam. Raz na zawsze:

Nie chcę – nie mam potrzeby lub ochoty

Nie chce mi się – nie mam siły (lub siły woli w tym momencie)

I przeważnie można używać obu, ale znaczenie jest odmienne:

Nie chcę z Tobą gadać – Nie mam ochoty z Tobą gadać (bo na przykład jesteś głupi i idea rozmowy z Tobą mnie odrzuca)

Nie chce mi się z Tobą gadać – Nie mam siły z Tobą gadać (bo na przykład z Tobą zawsze gada się 2 godziny, albo z Tobą nigdy nie dochodzi się do wniosku i dlatego jest to męczące)

Można powiedzieć również nie chcę oglądać tego filmu, albo nie chce mi się oglądać tego filmu. Owszem, tak czy inaczej go nie obejrzycie, ale ten drugi komunikat zakłada, że filmu nie skreślacie, tylko z powodu waszych sił, dzisiaj go nie chcecie obejrzeć.

„No, ale Maciej, co się czepiasz, przecież wiesz o co chodzi” – możecie powiedzieć. Właściwie to mówicie za każdym razem, kiedy poprawiam was na żywo.

NIE.

Słowa mają określone znaczenie. Nie można używać ich w cały świat, licząc na to, że odbiorca zrozumie. Nie można tego zjawiska w żaden sposób akceptować.

Dlatego, że potem problem w niezrozumieniu komunikatu przypisywany jest nam. Że się czepiamy.

Tylko, wiecie: tak naprawdę możemy wrócić do pohukiwania rodem z czasów jaskiniowych. Nie ma sprawy, też się jakoś zrozumiemy. I chyba nawet prościej zrozumieć pohukiwanie, niż słowo o odmiennym znaczeniu, to może się będzie nawet opłacać?

Język to nie luźna sugestia jak się komunikować, tylko zbiór zasad. Nie każdy musi mieć ogromny zasób słów, nie każdy musi rozróżniać przydawkę od dopełnienia, ale od każdego musimy wymagać używania słów, których znaczenie rozumie.

Wiecie to tak jak z „nie lubię filmów z napisami, bo nie lubię czytać” – jak nie masz umiejętności, która standardem wymagań w szkole podstawowej, to nie chwalisz się tym naokoło, tylko nadrabiasz po cichu.

Więc błagam – nauczmy się tego raz na zawsze, bo ani już nie chcę tego tłumaczyć więcej, ani mi się po prostu nie chce.

Pokój

***

Cudownym przykładem używania dokładnych terminów w dyskusji, jest rozmowa w komentarzach pod tekstem „Kobiecie należy imponować”.

Tam starły się dwie bardzo wygadane dziewczyny, Ania i Adrianna, z całkowicie odmiennymi poglądami.

W pewnym momencie Ania stwierdziła, że flirt nie ma zasad, a Adrianna odwołała się do znaczenia słowa w słowniku Słowniku Języka Polskiego.

No i szach mat.

Bo można było ganiać się dookoła terminu w nieskończoność. Można było zarzucać drugiej stronie, że nie rozumie, że jest głupsza.

A tu SZACH MAT. Fakty.

Twarde fakty.

Polecam przeczytać dyskusję, ja się jeszcze do niej nie ustosunkowałem (bo chcę usiąść z kartką i policzyć dziewczynom punkty w debacie), ale trzeba przyznać, że ruch Adrianny był w swej prostocie genialny.

***

„Ja nic nie muszę, ja mogę”

Niby fajne stwierdzenie, ale denerwujące jak mało co.

Wynika to z tego, że ludzie, którzy go używają – by pokazać swoją niezależność – nierzadko reagują jak psy Pawłowa, używając go trochę za bardzo.

Tu nie będę podawać przykładów z życia wziętych, tutaj opowiem historyjkę:

Dawno dawno temu, kołcz Brajan leciał samolotem nad Oceanem Spokojnym.

Leciał do ciepłych krajów, chociaż – tak jak ja – nie wiedział dokładnie gdzie jest Ocean Spokojny, więc z tymi ciepłymi krajami mógł się mylić.

To był spontan, bo kołcz Brajan był znany ze swojego bezpretensjonalnego podejścia do planowania. Był trendy, był jazzy, był YOLO, był homo.

Sapiens.

Leciał biznes klasą, gdyż mógł osiągnąć wszystko i wszystko już osiągnął. Jadł homara, popijał Don Perignon i palił kubańskie cygaro.

Co, że niby w samolotach nie można palić?

Kołcz Brajan może, bo możesz osiągnąć wszystko!

Poza tym to był jego samolot.

Co, że niby nie może być tak, że biznes klasa w jego własnym samolocie? Otóż może być tak, kołcz Brajan świadczy również usługi przewozowe swoim własnym samolotem i mu się zwraca za wachę.

Inwestuj w aktywa dziwko.

Nagle gasną światła i po chwili zapalają się jeszcze naglej. Z głośników odzywa się głos:

„Halo halo, tu wasz kapitan. Silnik padł, wylądujemy na wodzie. Załóżcie kamizelki ratunkowe. By je nadmuchać musicie pociągnąć za żółtą rączkę, a kamizelka napompuje się sama”

„Ja nic nie muszę” – stwierdził kołcz Brajan.

I się kurwa utopił.

KONIEC

***

I jak zawsze zapraszam na fejsbuka.

A TUTAJ walczyłem o czystość języka po raz pierwszy.

Chcesz się podzielić wpisem? Proszę bardzo, tylko gdzie?