Niebo w górach nocą jest przepiękne.

Jest wygodnie, bo za ławkę służy mi ciągnący się przez ziemię korzeń. Siedzę, oglądam gwiazdy i kontempluję swój smutek. Nikt mi nie przeszkadza, ognisko się skończyło, wszyscy rozeszli się do pokoi. Zostałem sam: ja i muzyka.

Nie marznę, wiosna jest akurat bardzo ciepła. Zapętlam jeden utwór, a do każdego wersu dodaję w myślach wydarzenie ze swojego życia. Targają mną emocje, ale nie ma we mnie teatralności i eksplozywnych gestów. Czujne oko obserwatora mogłoby dostrzec tylko przyśpieszony oddech i może  – ale tylko może – zaciśnięte pięści.

I wtedy zaskakuje mnie ona: kobieta mojego życia. Z jakiegoś powodu też postanowiła się powłóczyć nocą. Pyta czego słucham, a ja pokazuję jej swoją muzykę.

To moment w którym wszystko się zmienia, to moment w którym dostrzega we mnie człowieka którym jestem. Z moimi wątpliwościami, wadami, historią. Nie tylko dostrzega, ale również – a może przede wszystkim – akceptuje. Zaczyna rozumieć dlaczego jestem jaki jestem, tak jakby każdy element układanki trafił nagle na swoje miejsce.

Odpowiada na to swoją historią, w dziwny sposób jednocześnie podobną do mojej i zupełnie inną.

Poznajemy się od podszewki. Poznajemy się tak jak już dzisiaj nikt się nie poznaje.

Jesteśmy szczęśliwi.

I wish that she could have been my first time and I wish that I’d never took that first line

Historia opisana powyżej nigdy nie miała miejsca w świecie rzeczywistym, natomiast w mojej wyobraźni przewija się już od ponad dziesięciu lat. Zmieniają się panie, bo do tej pory żadna nie zajęła miejsca „kobiety życia”. Zmieniają się również utwory, bo przecież i życiowe okoliczności również ulegają przeobrażeniu. zmieniają się życiowe okoliczności. Wszystko inne jest stałe, a cała lokalizacja jest prawdziwym miejscem, w którym byłem w 2006 roku.

Natura pokazuje, że nawet najbardziej dzikie stworzenia potrzebują czułości. No może poza wężami – to straszne skurwysyny. Ale dzikie ssaki jak najbardziej mogą być uspołecznione, jest przecież masa filmów w których – przykładowo – lwy bawią się z ludźmi jakby były małymi kotkami.

Ale to przecież nie dzieje się samoistnie, na czułość trzeba umieć odpowiadać i często – niestety – okazuje się, że nikt nas tego nie uczy. Stajemy się dzicy, agresywni jak porzucone psy, nieufni na każdą próbę okazania dobroci.

Wypierane potrzeby mają to jednakowoż do siebie, że nie znikają. I jeśli będziemy żyć w otoczeniu ludzi, którzy postrzegają nas niezgodnie z naszym własnym obrazem, to będziemy czuć się coraz bardziej samotni. A wtedy normalną reakcją będą wszelkie próby przyśpieszenia tego procesu.

Próby, które często przynoszą odwrotny skutek.

Wish I hadn’t dropped out of school and missed every single party, but that hardly matters now, man, does it?

Relacja dwójki ludzi nie powinna być trudna. Jeśli zaczynamy z poziomu „Ja podobam się Tobie, Ty podobasz się mnie. Ja lubię spędzać z Tobą czas, Ty lubisz ze mną.” to co w tym może być trudnego?

Odpowiedź brzmi: „my”.

Ludzie przewlekle niedowartościowani; dzieci dorastające w poczuciu tego, że są problemem, a ich zdanie znaczy nic, będą mieć ogromny problem z flirtem w życiu dorosłym. Jeśli przez lata nauczyłeś się bać niespodzianek, minimalizować straty, oczekiwać najgorszego to jak poradzisz sobie w świecie, w którym mile widziane jest delikatne niedopowiedzenie i czytanie między wierszami? Czy masz na starcie jakieś szanse zrobić to dobrze?

Oczywistym jest, że takie osoby będą potrzebować dużo większej ilości potwierdzenia czy wszystko jest w porządku, niż osoby wychowane w zdrowym nurcie i w zdrowych relacjach. Tyle, że ile takich procentowo jest? Idę o zakład, że jednak niezbyt wiele – wszyscy jesteśmy w mniejszy, lub większy sposób skrzywieni.

Więc jeśli pojawi się ktoś, kto podoba się nam i z kim lubimy spędzać czas, a na dodatek obieca, że chce nas poznać w całości, to nie ma mowy, żeby taka opcja nie skusiła.

A przecież można coś takiego przecież sprowokować, wystarczy, że sami będziemy osobą która obieca, że chce tą drugą poznać w całości. Z wadami i zaletami.

I teraz pojawia się pytanie: Czy na pewno wiesz co obiecujesz?

I wish my family and friends they stay healthy I wish that love was a currency and the whole world was wealthy

„Chcę żebyś mówił mi wszystko, chcę widzieć Twoje wszystkie wady i zalety” – usłyszałem kiedyś od rudowłosej kobiety, a im bardziej mnie poznawała, tym bardziej zachwytom nie było końca.

Przez całe dwa tygodnie. Potem się jednak skończyły, bo niezależnie od tego ile czułych słówek powiesz do siebie zanim zbudujesz prawdziwą więź, to nadal możecie pokłócić się o ulubioną markę sera i rozejść w swoje strony.

Naprawdę ją lubiłem, ale do dzisiaj czuję irytację związaną z tym jak szybko porzuciła obietnicę. Nie jestem złamanym wewnętrznie człowiekiem, dobrze się czuję będąc sam, ale co by było gdybym jednak postawił wszystko na tą relację?

Co by było, gdybym położył swoją psychikę na jej dłoni w poczuciu, że teraz mogę być kim chcę, a ona dwa tygodnie później zlałaby mnie za to, że jestem kim jestem? Dla kogo tak naprawdę była ta obietnica? Dla mnie? Nie sądzę.

Niezależnie od tego jak altruistycznie te słowa mogą brzmieć, zawsze będą tylko dla obiecującego. Będą dla związku niczym chemikalia wspomagające wzrost dla pomidorów, które po wszystkim niby są czerwone i piękne, ale w smaku nadal niedojrzałe.

Tak samo jak ta relacja – niby wspólne zdjęcia i rozmowy w łóżku do piątej nad ranem, a wszystko rozbiło się o jakąś pierdołę.

I po co to komu?

Nigdy nie obiecuj drugiej osobie, że niezależnie od tego jaka jest to i tak z nią będziesz. To się po prostu nie stanie, zawsze coś może zmienić sytuację. Zawsze.

Nie przyśpieszysz tempa poznawania drugiej osoby. To kim ona jest, jest zawarte nie tylko w opowieściach o przeszłości. To instynktowne zachowania, gesty. To ton głosu kiedy mówi o rzeczach ważnych, to literatura i inne teksty kultury, które na nią oddziałują i to jak oddziałują. To jej reakcja na Twoje emocje, to jej stanowisko do świata i zwierząt. To jak rozwiązuje kłótnie i to jak buduje relacje. To jak bardzo może polegać na bliskich i jak bardzo bliscy mogą polegać na niej.

I choćby przyszło tysiąc atletów, i każdy zjadłby tysiąc kotletów, i choćbyś się zesrał na dokładkę na różowo, to nie przyśpieszysz tego procesu czułym słówkiem.

Taki to ciężar.

I wish I was the role model you look up to. If I told my fans the things I did, than they’d say, „Fuck you”

Moja fantazja nigdy się nie spełni.

Tak samo jak nie spełnią się te, w których idealnie operuję słowem i wygrywam każdą istotną kłótnię w życiu. Tak jak nie spełnią się te, że robię coś spektakularnego na oczach istotnych dla mojego życia osób.

Fantazje mają to do siebie, że są bezpiecznym miejscem w głowie. Można próbować je przenosić w rzeczywistość, ale nigdy nie zrobimy tego jeden do jednego.

Piotr C. w swojej nowej książce pyta: Dlaczego nie może być jak kiedyś? Że umawiasz się z chłopakiem, spędzacie razem dwie, trzy, cztery godziny, rozmawiacie, nie możecie się rozstać, w końcu idziecie do domu, myśląc – ty o nim, on o tobie?

A ja odpowiadam: Przecież może tak być.

Jeśli tylko zaczniesz walczyć z tym potworem, który mówi Ci, że jeśli nie odpisuje to zrobiłeś coś złego.

Jeśli tylko zaczniesz walczyć z tym potworem, który każe Ci zagarnąć wszystko dla siebie od początku, żebyś czuł się szczęśliwszy.

Żebyś czuł się bezpieczny.

Przykro mi. Jeśli chcesz się naprawdę zakochać musisz pokonać tę siłę, która próbuje albo wszystko zniszczyć, – żeby jebło zanim zaboli – albo która chce zagłaskać kotka na śmierć. Pewnie nie wyjdzie Ci za pierwszym razem, mi też nie wychodzi, ale musisz zacząć próbować.

I nie musisz od początku przegadać wszystkiego, randkowanie to nie wywiad.

I nie musisz od początku starać się przeżyć wszystko, budowanie relacji nie są wyścigi.

Dlaczego nie może być tak jak kiedyś?

Nie może tak być tylko i wyłącznie wtedy, kiedy szukasz miłości w wersji instant.

Żeby była na już, natychmiast i zawsze tak samo dobrze.

Miłości nie przyśpieszysz, więc nie oczekuj niemożliwego i przede wszystkim nie obiecuj niemożliwego.

Daj temu po prostu dojrzeć. Bo miłość musi dojrzeć.

Nawet jeśli porównanie do pomidorów jest niezbyt fortunne.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Śródtytuły pochodzą z poszerzonej wersji piosenki „Eraser” twórczości Eda Sheerana.

„And who knew I’d be paid just to pick up a pen”

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: