Brzydko nazwałem Krystiana.

Bardzo brzydko.

Nazwałem go wulgarnym określeniem genitaliów kobiety, tym na literę „p”. Nazwałem go tak, by dać mu do zrozumienia, że w moich oczach zachował się niemęsko.

No, ale co miałem zrobić, skoro odrzucił zaloty napalonej na niego ładnej dwudziestolatki, która siedziała na przeciwko niego bez majtek i bardzo chciała wykorzystać go bez zobowiązań.

A było tak:

Krystian jest całkiem atrakcyjnym mężczyzną. Lekko przygrubym, owszem – ale charyzmatycznym, z poczuciem humoru i nie jakimś szpetnym. Myślę, że sporo dziewczyn dałoby mu szóstkę w skali do dziesięciu, aczkolwiek sam Krystian ma się, myślę, za maks trójkę.

Kiedy pojechał na studia myślał, że to się odmieni. Wyjazd do obcego miasta daje możliwość odcięcia się od demonów przeszłości. Wiecie – nikt nie pamięta, że śmierdziałeś po WF-ie, że chodziłeś z dziurawym plecakiem, czy że koleżanki potrafiły Cię publicznie poniżyć, kiedy zaprosiłeś je na studniówkę. Możesz stać się całkowicie nowym człowiekiem.

Duże miasto natomiast, zapewnia ogromną anonimowość – knajp jest na tyle dużo, że spotkanie tych samych ludzi w innym miejscu bywa sporym wyczynem. W dużym mieście, grzeszki kuszą mocniej.

I w tym dużym mieście skrzydła mogła rozwinąć Sonia. Krystian poznał się z nią na zajęciach, to ona dosiadła się do niego. Nie dlatego, że go spostrzegła; była po prostu spóźniona. Jak zwykle. Ale nawiązali gdzieś jakąś małą nić przyjaźni, a że była atrakcyjna i specyficzna (duża szczęka, wygolony bok głowy), to Krystian od razu zaczął smalić do niej cholewki. A Sonia roztaczać przed nim cały swój obraz.

Nie była to osoba, którą moglibyśmy nazwać „ostoją normalności”. Zawaliła poprzedni rok akademicki i zmieniła uczelnię, wcześnie rozpoczęła życie erotyczne oraz zabawy z używkami. Ogólnie była wolna, ale tak naprawdę to nie bardzo. Mieszkała bowiem z „byłym chłopakiem”, który stawał się jej „chłopakiem”, kiedy dogadywali się nieco lepiej, i na powrót „byłym”, kiedy Sonia miała zły okres. Nie chciała tego zmieniać, bo mówiła, że w ciągu roku to za dużo roboty, ale faktycznie czekała do momentu aż się wyprowadzą, a manifestowała to poprzez czynienie awansów do wielu mężczyzn, włącznie z Krystianem.

Krystian nie chciał się tam wtrącać, bo jego niskie poczucie własnej wartości sprawiło, że sam ustawił się w hierarchii i często na imprezach przebywał z Sonią i jej absztyfikantami, również z Marcinem: „chłopakiem-niechłopakiem”

Pewnego dnia Sonia zapytała Krystiana czy wpadłby do niej w weekend. Wróć. Sonia nakazała Krystianowi zostać na weekend, bo nie ma Marcina – wracał do domu. Krystian niewiele myśląc przyjął propozycję, po czym, gdy nadeszła sobota, kupił wino i gumki, oraz ogolił jaja.

Kiedy zjawił się u niej w domu, powiedziała mu, że skoczy się odświeżyć, a on niech nastawi muzykę i otworzy butelkę. Krystian przejął się tym tak bardzo, – upragnioną utratę dziewictwa miał na wyciągnięcie ręki, można swobodnie powiedzieć, że miał Sonię na muszce – że przewiercił korek i gmerał tym otwieraczem, a także później scyzorykiem w taki sposób, że połowa korka znalazła się w winie.

Nie wspominałbym o tym, gdyby nie to, że 20 minut później Sonia pojawiła się w pokoju, będąc nieskazitelnie umalowana, wypachniona i ubrana w koszulę na ramiączkach. I nic więcej, o czym Krystian przekonał się gdy siadła na przeciwko niego po turecku i pociągnęła ogromny łyk z butelki, nie zdradzając oznak przejęcia tym, że wraz z płynem połyka kawałki drewna.

To pokazuje ile kobiety są w stanie zrobić dla dobrego wrażenia.

Potem oczywiście monolog o tym jak bardzo chce się dzisiaj upić, co – mówię dla tych mało doświadczonych – oznacza, że chce się dzisiaj ruchać i wtedy…

Wtedy Krystian już wiedział, że nie da rady. I – jak to ujął – „razem ustalili, że może nie są to dobre okoliczności na utratę dziewictwa”.

– Wiesz Maciej, bo ja znałem tego Marcina. To spoko gościu jest. – tłumaczył mi swój punkt widzenia.

Ty pizdo! Ty pizdo! Ty pizdo! – ja tłumaczyłem mu swój.

No ale ja to się bałem, że ona zaraz zajdzie w ciąże – kontrargumentował.

To nie jest takie proste, zwłaszcza, że miałeś prezerwatywy.

Z moim szczęściem to zaraz by zaszła.

A oralnie to nie łaska? Nie zapłodnisz nikogo przez układ pokarmowy.

A to zaraz bym się bał o chorobę weneryczną.

I wtedy coś zrozumiałem.

***

Kiedyś, kiedy jeszcze jeździłem na castingi do reklam, poznałem Mariusza. Połączył nas wspólny temat podczas czekania i Mariusz postanowił zdradzić mi całą historię swojego życia, bo ludzie przeważnie to robią, jeśli zostają ze mną sam na sam. Taka supermoc.

Mariusz tam trochę pozdradzał żonę, ale przeżył szok kiedy ona zdradziła jego, bo jak mówił kobieta nigdy nie powinna zrobić czegoś takiego mężczyźnie (Mariusz nie był mistrzem logiki), więc pochodzili sobie na terapię i planowali zrobić dziecko na zgodę.

Cudowne życiowe decyzje.

Można by zatem pomyśleć, że Mariusz nie miał nic ciekawego do powiedzenia, ale właściwie oświecił mnie w jednej rzeczy. Dokładnie pamiętam bowiem jego słowa:

Maciej, ruchaj te dupy. Ruchaj je jak chcą, bo jak Ty ich nie wyruchasz, to ktoś inny je wyrucha. I tylko ty nie poruchasz.

Myśl nie jest może głęboka, ale interpretuję ją w taki sposób, że jak podobasz się dziewczynie i z Twojej strony nie ma problemów (nie masz nikogo, nie jesteście spokrewnieni, nie odgryzie Ci głowy „po” jak modliszka), to nie twórz problemów. Bo zawsze możesz wymyślić ich wystarczająco wiele, by się zniechęcić. Daj tej kobiecie wziąć odpowiedzialność za swoje wybory, jeśli mówi Ci, że jest wolna to jej po prostu uwierz (No chyba, że to dziewczyna Twojego kumpla, wtedy odpuść).

Zwłaszcza, że jak dziewczyna chce zaszaleć to spokojnie to zrobi. Z resztą nawet w tej historii ciąg dalszy jest taki, że pół godziny po ustaleniach Krystiana i Sonii, że tak będzie lepiej, ona powiedziała mu, że niebawem zajrzy jeszcze jeden kolega, a godzinę po ustaleniach kolega przyszedł i Krystian czuł się jak piąte koło u wozu, więc opuścił lokal.

Nie trzeba Sherlocka Holmesa, by stwierdzić, że za zamkniętymi drzwiami bezimienny kolega ukuł Sonię. I jeszcze pewnie nabijali się z Krystiana, który wrócił do domu jak zbity pies w deszczu i ze smutną piosenką w tle.

No dobra, z deszczem i piosenką poniosła mnie fantazja. Ale nie było mu miło, bo czuł, że jest pizdą.

A ludzie, którzy słuchali jego wyznań tylko utwierdzali go w tym przekonaniu.

Tyle, że… nie mieliśmy racji.

***

W kulturze utarło się, że jest coś nie tak z facetem, który nie chce przespać się z dziewczyną. I o ile kobietom mówimy, że „ten pierwszy raz trzeba przeżyć z kimś wyjątkowym”, tak w przypadku facetów machamy na to ręką.

W seksualnym aspekcie, często odmawiamy mężczyznom prawa do uczuć wyższych – lub jakichkolwiek właściwie – traktując ich jak worki z popędem.

A przecież wyraźnym jest, że Krystian potrzebuje zrobić to z kimś wyjątkowym. Z kimś, kogo obecność sprawi, że przestanie się bać. Koniec końców seks ma być przyjemny dla zainteresowanych stron, a nie spełniać oczekiwania osób postronnych.

I jeśli Krystian potrzebuje go tego głębi relacji, uczucia czy chociażby wolniejszego tempa, to jego sprawa. I każdy, kto powie mu, że to jest złe jest po prostu głupi.

Czy jego lęki są przerysowane? Tak.

Czy będzie żałować tej decyzji za kilka lat? Najprawdopodobniej tak; mężczyźni często wspominają sytuacje w których „nie załapali sugestii”.

Ale z perspektywy czasu to każdy jest mądry. I przeżyje multum sytuacji, w których mógłby się zachować inaczej.

Dlatego zastanawiając się „co by było gdyby”, zawsze musimy brać pod uwagę to, jakimi ludźmi byliśmy podejmując decyzję. Bardzo często wtedy okaże się, że tak naprawdę nie moglibyśmy zachować się inaczej. Nie mogliśmy, bo byliśmy innymi ludźmi. Nie mogliśmy, bo mieliśmy do dyspozycji zawężone dane.

Dlatego Krystianie – bo wiem, że to czytasz- przepraszam, że nazwałem Cię brzydko. Myślałem stereotypowo i w ocenie sytuacji nie wziąłem pod uwagę twoich uczuć i standardów.

Z jakiegoś powodu społeczeństwo w XXI wieku, jest w stanie zaakceptować bezproblemowo BDSM, czy umawianie się przez Tindera, z lekkim problemem swingowanie, ale potrzeba uczucia czy bezpieczeństwa powoduje w nas sprzeciw.

I wiecie co – nie świadczy to o nas dobrze.

Jeśli masz ochotę bić swoją partnerkę po twarzy, pluć na nią i uczestniczyć w orgiach – to dopóki znajdziesz kogoś, komu to pasuje, to świetnie.

Ale jeśli masz ochotę poczekać z seksem do momentu znalezienia Tobie odpowiadającej partnerki, czy nawet do ślubu – to dopóki  znajdziesz kogoś, komu to pasuje, to świetnie. Bylebyś bawił się dobrze.

A resztę spokojnie miej w nosie.

Bo Twojej wartości nie wyznacza to, czy i w jaki sposób „ruchasz suki”.

Nawet jeśli cały świat dookoła uznał, że jest inaczej.

P.S. A tak w ogóle to Krystianie pamiętaj o jednej rzeczy. Jeśli umawiasz się z kimś na seks, przy czym umawianie się z koleżanką znaną z rozwiązłości na „przyjdź do mnie, jestem sama” też jest umawianiem się na seks, to nie zdziw się, że ktoś od Ciebie seksu oczekuje. Oczywiście możesz się wycofać w każdej chwili, ale wycofanie się zanim ktoś poczyni przygotowania do spotkania, jest poważnym potraktowaniem drugiej osoby. Czyli – rozumiem, że masz wątpliwości, ale masz mnóstwo czasu by zastanowić się nad nimi przed spotkaniem. W sytuacji, która miała miejsce, po prostu ją wystawiłeś i Sonia ma prawo mieć do Ciebie pretensje. Nie dlatego, że Twoja seksualność jest zła – bo nie jest – ale dlatego, że zachowałeś się niepoważnie.
Zdarza się, ale po co to powtarzać? Z kolejną dziewczyną umów się po kolei: na kawę, do kina, na kolację, zamiast pchać się w sytuacje, które Ci nie pasują. Wszyscy będą wtedy szczęśliwsi.

.

.

.

.

.

.

.

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: