Kiedy pójdziecie do księgarni, czy EMPIK-u, to na półkach z książkami od psychologii znajdziecie mnóstwo poradników, które wskażą wam sposób rozpoznawania niechcianych typów ludzi w waszym otoczeniu.

Znajdziecie publikacje o toksycznych relacjach, o psychopatach, o wampirach energetycznych, lecz nie znajdziecie nic o friendzone. Znajdziecie jakąś fabułę, poradników nic.

Nic dziwnego, temat to krótki i łatwo go wyczerpać. Ale ile ludzi, tyle interpretacji tego zjawiska, stąd ciężko o rzetelne podejście.

No, ale od czego, moje robaczki, macie mnie?

***

Czatowałem sobie ostatnio z koleżanką, której – by chronić jej prywatność – nadam teraz na imię Katarzyna.

Tak sobie miło z Kasią gawędziliśmy i po chwili rozmowy wyznała mi, że za kilka godzin idzie na randkę. Chcąc dowiedzieć się czy to coś poważnego, zapytałem się czy seks będzie, ale dowiedziałem się, że co to, to nie.

Brzmiała dość pewnie, stąd nie wnikałem w szczegóły. Może to te dni w miesiącu, może nie zamierza golić nóg – dwa (w tej kolejności) najpewniejsze środki antykoncepcyjne przed pierwszym zbliżeniem. Chociaż znam taką dziewczynę, której nieogolone nogi zupełnie nie przeszkadzały na pierwszej randce.

A to jest w ogóle dobra historia, bo pamiętam, że kiedy za pierwszym razem zdjąłem jej spodnie i poczułem, że kłują mnie włosy (była blondynką, to chociaż tyle, że nie było widać) pomyślałem: Tak jest! Ja to jestem gość. Nie miała w planach seksu, ale ja potrafiłem ją rozbudzić, rozpalić, zbałamucić. Tak jest!

Także jakoś niespecjalnie mi te włosy przeszkadzały.

No i fajnie, ale za drugim razem, kiedy już na pewno wiedziała, że coś się wydarzy, zdjąłem jej spodnie i poczułem, że kłują mnie włosy. Ej no co jest?! – pomyślałem wtedy, ale kontynuowałem, bo jestem wojownikiem i mały włosek mnie nie przerazi.

Przed trzecim zbliżeniem, miałem jednak potrzebę z nią o tym porozmawiać, ale w międzyczasie znalazła sobie chłopaka i straciliśmy kontakt.

Trzy lata później wpadliśmy na siebie w galerii i poszliśmy na kawę. Tam, postanowiłem skorzystać z możliwości i zadałem jej pytanie, które tyle czasu tkwiło w zawieszeniu. Dlaczego miałaś wtedy nieogolone nogi? – zapytałem.

A daj mi spokój. Zima była. – odpowiedziała.

Do dziś podziwiam tę pewność siebie.

Wracając do Kasi, to poszła na tę randkę, ale dzień później dane nam było znowu rozmawiać. Z rozmowy wynikło, że jednak między nią a tym mężczyzną, coś jednak zaszło. Tłumaczenie było bardzo pokrętne, ciężko było cokolwiek zrozumieć, ale doświadczenie podpowiedziało mi, że pomiędzy nimi stało się coś, co policjant najpewniej określiłby inną czynnością seksualną.

Ja policjantem nie jestem, więc na moje oko po prostu zrobiła mu laskę.

Co jest ważne w tej historii, to fakt, że jeszcze w żaden sposób nie dotykamy tematu friendzone. Wszystko co z nim związane zaszło dalej.

Bo dalej pojawiły się żale. Dalej pojawiły się troski. Że co on pomyśli, że ona to nie wie, że ona to się martwi. Na szczęście szybko jej przerwałem, bo takie żale są jak hydra. Na jeden załatwiony problem, lamentująca niewiasta wymyśli kolejne trzy, bo przecież problemy te – będące tylko w jej głowie – znikną dopiero wtedy, kiedy ona spotka się z nim po raz kolejny.

I powiedzmy sobie szczerze – Nie ma żadnego powodu, dla którego miałyby być to moje problemy.

***

Friendzone to relacja oparta na wykorzystywaniu drugiej osoby, poprzez bycie z nią blisko i dawanie jej sygnałów, że może będzie coś więcej. I nie jest to relacja na randkę lub dwie, bo wymaga – niespodzianka – by obie osoby były przyjaciółmi. – Napisałem w swoim pierwszym tekście na temat tego problemu. To dobra definicja, ale musimy dołożyć do niej pewien wyjątek.

Dlatego, że w epoce internetu każdy może być przyjacielem na trochę, a przynajmniej w funkcji ramienia do wypłakania. Dostępność wyparła bliskość i teraz nie musimy budować z kimkolwiek relacji, nie musimy się nawet spotykać. Wystarczy parę zdań i bycie świeżym – czyli takim, który jeszcze nie słuchał tych historii – by usłyszeć naprawdę pikantne szczegóły z życia ludzi.

I faktycznie, prawdziwy friendzone będzie opierać się na długotrwałej relacji, to się nie zmienia. Aczkolwiek relacje internetowe, ponieważ są skompresowane do maksimum, dają nam jednak lepszą możliwość obserwacji schematu, ponieważ od razu przechodzą do konkretów.

A konkrety wyglądają tak: Jeśli uczestniczysz w relacji, w której zajmujesz się problemami osoby, wynikającymi z tego, że sypia z kimś innym, to jesteś na równi pochyłej zwanej „usuwanie męskości”, której efektem ubocznym jest friendzone właśnie.

Jest to nie tylko nieopłacalne, ale przede wszystkim upokarzające.

Chodzi tutaj o dwie kwestie.

Pierwszą jest dominacja.

Dominacja to cecha absolutnie kluczowa, nie tylko społecznie, czy damsko-męsko, to rzecz, która jest motorem napędowym dla całego życia na planecie. Dlatego właśnie władza jest takim afrodyzjakiem, kocimiętką dla mężczyzn. Z resztą, potrzeba dominacji jest na tyle instynktowna, że potrafimy podjąć decyzje wyśmiewane przez całe nasze otoczenie i nadal czuć się z tym dobrze.

Na takiej zasadzie działa kryzys wieku średniego. Zapracowany i zaniedbany facet zmienia się nie dla wewnętrznej potrzeby bycia lepszym, a po prostu próbuje odzyskać swoją dominację w stadzie. Zmienia ubiór, chodzi na siłownię, kupuje nowy samochód i cmoka z niego w kierunku studentek pod uniwersytetami. To wszystko wynika z tego, że zduszona potrzeba bycia dominującym samcem, zaczyna być nie do powstrzymania. I każdy dookoła to widzi, być może każdy dookoła się śmieje (chociaż panowie zazdroszczą, bo tracą swoją pozycję), ale facet w kryzysie zupełnie na to nie reaguje. Jest szczęśliwszy.

Stereotyp „im większy samochód, tym mniejszy ptaszek” jest również spowodowany tym zjawiskiem. Bo kiedy mężczyzna traci pozycję w jednej dziedzinie, w drugiej przesadzi by postarać się odzyskać równowagę.

Co niestety nigdy nie zadziała, bo drugą kwestią jest to, że mężczyźni postrzegają świat poprzez seksualność.

Jeśli sypiają z większą ilością kobiet czują się lepiej od tych, którzy tego nie robią. Jeśli mają większego penisa, czują się lepiej od posiadacza mniejszego. Jeśli doprowadzają kobiety do mocnych orgazmów, czują się lepiej od wszystkich mężczyzn na świecie, bo uważają, że inni tego nie umieją robić.

Z resztą – dominacja i życie łóżkowe idealnie idą ze sobą w parze, ponieważ kobieta nigdy nie będzie chciała się oddać facetowi jeśli przynajmniej jedna jego cecha nie będzie dominować nad nią. Kobiecie należy imponować i jedna wybierze wielkiego bica, druga pieniądze, trzecia nieustępliwy charakter, a czwarta bystrość umysłu.

Ale gdyby kobieta miała do wyboru całkiem nieźle zbudowanego, całkiem wygadanego, całkiem ubranego i całkiem odnoszącego sukcesy faceta kontra chudego obdartucha, ale z intelektem i ripostą ostrymi jak brzytwa, to chętniej prześpi się z tym drugim.

Z tym pierwszym najpewniej się ożeni. Co ciekawe, tu też w grę wchodzi dominacja. Łatwiej go kontrolować.

Jak to wszystko się ma do sytuacji z Kasią?

Ano ma się tak, że Kasia chciała bym samowolnie podniósł głowę i podstawił szyję, by inny samiec ją przegryzł. Może następnym razem zamówić i opłacić wam pizzę, jak będziecie chcieli się spotkać? Może posprzątać mieszkanie zanim on przyjdzie, żeby Kasia mogła się lepiej przygotować? Może po wszystkim wytrzeć Kasi twarz z nasienia?

Do momentu w którym Kasia nie postanowiła zaangażować mnie emocjonalnie w jej stosunek z mężczyzną, wszystko było w porządku. Nie mogę się obrażać za to, że z kimś sypia i tym kimś nie jestem ja. Jako wolny człowiek ma prawo robić to z kim zechce i nic mi do tego. Gdybym miał z tego powodu jakiś problem – ale nie mam – to obarczanie jej tym byłoby niesprawiedliwe.

Natomiast jako mężczyzna mam prawo nie zgadzać się na swoistą kastrację. Na to, że ktoś w ramach swojego kaprysu, będzie wymagał ode mnie tego, bym zgodził się na działanie, które może u mnie spowodować tylko dyskomfort. To relacja z której mężczyzna nie może wynieść absolutnie nic. Zero.

No chyba, że jest masochistą.

***

Jak na to wszystko reagować?

No tutaj niestety nie ma dobrej opcji. To znaczy panowie, spójrzmy prawdzie w oczy: Jak ona wam mówi coś takiego to znaczy, że nie widzi w was mężczyzny. Nie wygracie jej serduszka, ani żadnej innej części jej ciała. Nie w krótkim terminie. Trzeba to przełknąć i z tym żyć. Po prostu.

Oczywiście ucinać takie rozmowy całkowicie, tłumacząc powód, i nie bać się tego, że się obrazi.

Bo obrazi się na pewno.

Dlatego, że nie jest mile widzianym społecznie przerwanie rozmowy z takiego powodu. Zaraz usłyszycie, że jesteście egoistami, czy, że „chodzi wam tylko o jedno”. A kiedy ktoś rzuca takie hasło nie czuje się moralnie zobligowanym do wyjaśnienia wam dlaczego tak uważa, lub jakiejkolwiek innej refleksji. Po prostu wkurwiliście kogoś, bo się z nim nie zgodziliście.

Zdarza się.

Wiecie, znam pracodawców, którzy chamstwem i brakiem wychowania nazywali (grzeczne) zwrócenie im uwagi, że zapłacili mi za mało i domaganie się (grzeczne) wypłaty całości. Bo był to ich obowiązek. Znam pracodawców, którzy obrażali się słysząc, że chcę zarabiać X pieniędzy zamiast proponowanych „no wie pan, od czegoś trzeba zacząć, nie od razu można zarabiać nie wiadomo ile”, chociaż powinni grzecznie podziękować i zakończyć rozmowę, co nakazuje przyzwoitość.

Chodzi o to, że nie zawsze osoba, która się gniewa ma rację.

I jeśli ktoś w relacji bierze pod uwagę tylko swój komfort, to należy spieprzać od niego najdalej jak tylko się da. I w dyskusje o byciu egoistą nie wchodzić, bo co możemy uzyskać? Usłyszeć, że właściwie to może mamy rację? I co z tego przyjdzie, bo nawet ego chyba nie napuchnie?

Facecie: Nikt nie ma prawa wymagać od Ciebie, byś był podnóżkiem dla innego faceta. Nikomu się nic nie stanie jak odpuścisz sobie tę dyskusję, ona pogada z kimś innym. Od tego ma koleżanki.

A jak chcesz być traktowany jak facet, to musisz przestać dać się traktować jak koleżanka.

Ja wiem, że ona jest fajną dupą. Ale jeśli uważasz, że ktoś może podchodzić do Ciebie gorzej, bo jest fajną dupą, to może bardzo wnikliwie przemyśl swoje życie i swoje wartości.

Bo coś jest nie tak.

***

Czy w tym wszystkim powinniśmy się gniewać na kobiety?

W szczególe – tak.

W ogóle – niekoniecznie.

To znaczy w każdym przypadku opisanym powyżej mamy prawo (a właściwie obowiązek) powiedzieć „stop”.

Ale musimy też zrozumieć, że tę reakcję w której jesteśmy nazywani egoistami, częściowo spowodowaliśmy my. Faceci.

Napisałem powyżej: Nie mogę się obrażać za to, że z kimś sypia i tym kimś nie jestem ja. Jako wolny człowiek ma prawo robić to z kim zechce i nic mi do tego. Gdybym miał z tego powodu jakiś problem – ale nie mam – to obarczanie jej tym byłoby niesprawiedliwe. To ważne słowa, ponieważ bardzo wielu mężczyzn próbuje obarczać kobiety tym, że na nich nie lecą.

Jest to zrozumiałe – przez lata swojego życia karmią się pornosami, gdzie pomoc w pracy domowej czy wymianie uszczelki to idealny pretekst do podziękowań seksem oralnym. I kiedy przekazują koleżance z uczelni notatki raz czy drugi, a tu nie ma lodzika, to czują się oszukani.

A jutubowy kołcz podrywu mówi: „Pokaż jej swoją męskość, zawsze wymagaj wzajemności”.

Czego jutubowy kołcz nie mówi, to tego, że jak dajesz komuś notatki, to wzajemnością jest pomoc w problemie na uczelni, a nie kawa, czyli tak naprawdę seks.

Dlatego jestem przekonany, że ładne kobiety mają po dziurki w nosie odzywek, które niosą komunikat: wymagam, byś traktowała mnie jak obiekt seksualny, bo jestem blisko, i z tego tytułu mogą reagować nieco zbyt pochopnie, na próby zwrócenia uwagi na wasz komfort, jako mężczyzny.

Oczywiście niektóre z nich też mają was w dupie i, po prostu, chcą się komuś wyżalić. Jak łykniecie to dobrze, jak nie to pójdą sobie gdzieś indziej

Stąd nawet jeśli rozumiecie skąd wychodzi zjawisko, i nawet jeśli – jak ja – rozumiecie skąd się bierze, to zawsze powinniście je ucinać.

***

Nie sprawisz jak za dotknięciem magicznej różdżki, że kobiety dookoła ciebie będą robić się mokre na Twój widok, czy tembr Twojego głosu.

No, chyba, że Twoja różdżka jest faktycznie magiczna, ale to taka dygresja.

Tylko prawda jest taka, że niezależnie od tego co mówią ludzie, filmy i magazyny, to tak wygląda życie. Dopóki nie jesteśmy ultrapiękni, albo popularni, to zazwyczaj podobamy się tylko części, a nie wszystkim.

Ważne jednak, by komukolwiek faktycznie się podobać, bo jeśli tak nie jest, to można zgłupieć i umrzeć na kompleksy.

Aby ten proces podobania się ułatwić, warto przestać tracić czas na ludzi, którym nie tylko się nie podobamy, ale również podchodzą do nas bez szacunku.

Jeśli ktoś jest miły tylko dla osoby, od której może (lub chce) coś uzyskać, to znaczy, że nie jest miłym człowiekiem.

A z szacunkiem jest tak, że najpierw musimy nauczyć się szanować siebie.

A potem bezwzględnie egzekwować go od innych.

 

 

 

 

 

 

 

 

***

A poprzedni wpisik o friendzone TUTAJ

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: