Mam dosyć rozmów „Maciej, a może jednak wrócisz na studia?”.

Wróć. To rozmowy pod tytułem „Maciej czy myślałeś o tym, żeby wrócić na studia?”.

To ciekawe pytanie, bo nikogo tak naprawdę nie interesuje czy o tym myślałem. Odpowiedź „tak” nigdy nie jest zadowalająca.

A faktycznie myślałem ostatnio o tym sporo. I tylko to sprawiło, że dałem się wciągnąć w dyskusję.

A dyskusja była prowadzona z nie byle kim. Otóż 57 letnia sąsiadka, – załóżmy, że ma na imię Barbara – wykształcona tak, że czapki z głów, z bogatą karierą wykładowcy, to osoba, której nie da się przekonać żadnym argumentem, że studia są złe. Cała jej kariera, wszystkie swoje zarobki, czyli wszystkie spełnione marzenia, wzięły się właśnie z wykształcenia.

No, a ja to szkoły nie lubię.

Aczkolwiek myśląc nad poprawieniem swojej sytuacji materialnej pomyślałem, że może byłby w tym jakiś sens. Że może złapię życie z innej strony, dodam mu jakiegoś rozpędu.

Tyle, że w najlepszym przypadku dodam mu rozpędu w wieku 33 lat. Trzeba solidnie rozważyć czy opłaca się pracować nad papierem, czy może opłaca się ten czas przepracować nad warsztatem pisarskim.

No i właśnie to przedstawiłem Pani Barbarze, że gdy je skończę to będę mieć 33 lata więc jest to poważna decyzja, bardziej poważna niż 10 lat temu. Ona postanowiła zbić ten argument i stwierdziła:

A ja mam 57 lat i co, mam już iść do grobu?

I co jak co, ale takich dyskusji to mam jeszcze bardziej dosyć.

Ja nie wiem, może wy mi wyjaśnicie: Skąd się bierze w ludziach przekonanie, że skoro urodzili się wcześniej i nie umarli do tej pory, to jakiekolwiek moje problemy czy dylematy przestają istnieć? Dlaczego używają tego jako jedynego niezbywalnego argumentu? Dlaczego używają tego jak Jokera w pokerze.

Właściwie to dlaczego używają tego jako argumentu w ogóle. Jak to, że ktoś ma pięćdziesiąt lat ma się do mojego wykształcenia.

Albo nadciśnienia.

Bo ostatnio u fryzjera stwierdziłem, że źle się czuje w upały i warto by iść do lekarza, przebadać ciało, bo już prawie trzydziestka, więc pewne dolegliwości mogą się pojawiać.

Pani fryzjerka stwierdziła, że co ona ma powiedzieć skoro ma 33 lata.

Może nic?

Tak by wypadało, skoro nie potrafi nic wnieść do dyskusji. Przecież nie wyleczy moich dolegliwości tym, że jest na świecie pięć lat dłużej.

I jeszcze do niedawna gniewałem się za to na ludzi. Było mi przykro za to, że spychają tę rozmowę na jakieś surrealistyczne tory, oddalając od siebie konkrety na rzecz swojej opinii odnośnie wieku rozmówcy.

A dzisiaj to się nawet cieszę.

Bo kiedy osoba używa takiego argumentu, to oznacza to ni mniej, ni więcej, jak to, że nic ich nie obchodzi nasze zdanie.

Nic.

Nie jesteśmy im potrzebni w tej dyskusji. Możemy co najwyżej zachwycać się przemyśleniami. Ale to i tak bez swoich wybryków, bez swoich opinii.

Bez przesady.

Jesteśmy tam po to, by posłuchać o nich. Kropka.

Pamiętam jak kiedyś mój inny sąsiad opowiedział mi o tym, że życie erotyczne blaknie w pewnym wieku, że to nie jest to samo. Odpowiedziałem mu, że rozumiem, bo dziesięć lat temu też byłem fizycznie dużo bardziej sprawny, czas regeneracji „po”, był równy minucie, a dzisiaj nie jest już tak kolorowo.

A co ty mówisz – stwierdził – Ty masz dwadzieścia parę lat, a ja pięćdziesiąt!

I tak sobie myślę, że w tej rozmowie nie było chyba żadnej dobrej odpowiedzi poza: Panie sąsiedzie, jest pan taki mądry, że najmądrzejszy na świecie chyba.

Chwilę później dodał: dopiero zobaczysz co będzie, wyraźnie ucieszony, że mnie też w jego wieku będzie dokuczać przerośnięta prostata oraz problemy z erekcją.

O, to dopiero zobaczysz to też odłam tego samego zachowania.

Boli Cię kręgosłup? No to co będziesz mówić, jak będziesz mieć czterdzieści lat?

Nie wiem. Mam nadzieję, że nie kręgosłup boli mnie jeszcze bardziej, ale wydaje się to najpewniejszą opcją.

No bo w jaki sposób fakt, że kiedyś będę starszy ma wyleczyć moją dolegliwość? Gdzie tu jest jakakolwiek logika.

Nie ma.

Za każdym razem kiedy ktoś traktuje was w taki sposób, daje wam do zrozumienia, że podchodzi do was jako do debila.

Być może jest to osoba, która taktuje tak wszystkich, być może za głupka uważa tylko was – motywy mogą być różne.

Ale za każdym takim zachowaniem idzie taki sam przekaz. „Nie słuchaj mnie”.

Nie powinniśmy, a nawet nie możemy, się przecież przejmować zdaniem osób, które zupełnie wykluczają nasz punkt widzenia.

Widzicie: nikt z nas nie jest omnibusem. Nikt z nas nie wie wszystkiego o wszystkim. Takie podejście cechuje „Januszy”, ludzi którzy siedzą całe życie przed telewizorem i komentują rzeczywistość. I na wszystko mają rozwiązanie, a wszyscy inni to idioci.

Jak widać można być wszechstronnie wykształconym i mieć mentalność wioskowej baby – nic niewykonalnego.

Tak samo jak można skończyć podstawówkę i wiedzieć, że aby poradzić drugiemu człowiekowi, to najpierw musimy go wysłuchać.

To jest klucz. Chcesz coś podpowiedzieć drugiej osobie? Sprawdź czy sam na to nie wpadła, bo gwarantuję wam, że ludzie na temat swoich dylematów myślą sto razy więcej, niż wy na temat ich dylematów. Rzucenie byle jakiej myśli, rzadko ma cokolwiek wspólnego z prawdziwą poradą.

Pamiętam jak jeden z moich znajomych wysłał mi bloga Mr.Vintage i z dumą stwierdził, że jest to pomysł na wywiad.

Nie wziął pod uwagę tego, że ja ten pomysł rozpatrzyłem jakiś rok wcześniej.

Rada cud normalnie.

Także jeśli ktoś między wierszami daje Ci do zrozumienia, że rozmowa z nim będzie polegać na tym, że Ty grzecznie słuchasz, a on mądrze rzecze, to grzecznie podziękuj i ucieknij.

Niech jego złote myśli zmieniają świat kogo innego.

Nic nie stracisz.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

***

Nie straćmy się. Zostaw lajka na fejsbuku, a już zawsze będziemy razem.

Chcesz się podzielić wpisem? Proszę bardzo, tylko gdzie?