I co zrobiłaś? – zapytałem Agnieszkę

Ja nie lubię takich sytuacji bez wyjaśnienia, więc napisałam mu, że chyba musimy porozmawiać. Nie wyświetlił, więc nie odpisał. Koniec.  Mam nadzieję, że mu się dobrze wiedzie. – Zakończyła swoją wypowiedź.

Kłamiąc.

„Ja nie odzywam? Wydaje Ci się.”

Wszyscy to znamy.

Wszyscy tam byliśmy.

Po jednej i po drugiej stronie barykady.

Poznaje się dwójka ludzi – rozmawiają ze sobą i spędzają czas. Oboje wykazują chęci na trochę więcej, ale nagle – z jakiegoś powodu – jedno zaczyna chcieć mniej. W jakiś sposób emocja się łamie, więc jedno zaczyna się wycofywać.

Oczywiście logicznym następstwem tego jest, że, prędzej czy później, drugie to zauważa i konfrontuje sytuację z rzeczywistością.

Co robi pierwsze? Unika bólu i konsekwencji, unika konfrontacji, więc spycha tor rozmowy na przypadki, na sytuacje losowe, swoje własne problemy. Wszystko, poza tym co prawdziwe, mając nadzieję, że druga strona się po prostu odpierdoli.

I to samo spotkało Agnieszkę. To samo spotkało również i mnie, i Ciebie, i każdego.

Wszyscy to znamy.

Wszyscy tam byliśmy.

Po jednej i po drugiej stronie barykady.

Bo każdy od czasu do czasu bywa chujem.

„Dobra, luz, wyjebane”

Jak reaguje na to druga strona? No cóż, różne są reakcje – bywają silne jednostki, z końską pewnością siebie, na których nie robi to wrażenia, ale powiedziałbym, że to rzadkość.

Zazwyczaj natomiast wrażenie jakie wywrze na nas ta sytuacja będzie rosło wprost proporcjonalnie do tego jak a) blisko dopuściliśmy drugą osobę, oraz b) jak silną mamy potrzebę czułości i bycia do kogoś przywiązanym. Czyli jednak raczej zaboli. Mocniej, lżej – ale zaboli.

Normalnym jest wpuścić kogoś blisko, i normalnym jest mieć potrzebę czułości. Nie jesteśmy maszynami, jesteśmy ludźmi.

I z tego też powodu, wcale nie życzymy dobrze drugiej stronie. Obok tego, że nie jesteśmy maszynami, nie jesteśmy również Buddą.

Ale musimy tak mówić. Musimy sami się okłamywać, że tak właśnie jest.

Dlaczego?

Bo to „dojrzałe”.

„Życzę Ci szczęścia”

Umówmy się – jeśli ktoś kopie was w tyłek bez słowa, to udawanie, że życzycie mu jak najlepiej, jest dokładnie tym samym, co dawanie sobie pluć w twarz i mówienie, że deszcz pada.

I cała ta „dojrzałość” to nic innego jak ułatwianie drugiej osobie całego procesu, który jest dla niego wygodny, a dla nas szkodliwy.

Tak, ktoś nas rucha w dupę, a my ją ładnie wypinamy żeby było mu wygodnie.

Jest to zajebiście dojrzałe. Wiecie co – jeszcze mu za to zapłaćcie.

Błagam: to nie tylko nie jest dojrzałe, ale i szkodliwe.

Dlaczego? Ano dlatego, że po kilku takich sytuacjach, na które nie do końca mamy wpływ (odrzucenie niekoniecznie musi być powiązane z tym, że jesteśmy jakkolwiek źli – emocje w drugiej osobie są subiektywne i nie są mierzalną oceną naszej wartości jako człowieka) nasza psychika może być mocno poszatkowana tym, że dajemy ładować w siebie ciosy. A to może powodować uczucie beznadziei, co może powodować lęki przed poznaniem kolejnego człowieka, co z kolei powoduje desperację i chęć kontroli, co odrzuca następne osoby.

A możemy robić inaczej, możemy powodować w sobie uczucie zaradności i tego, że nie można z nami zadzierać. Im sami czujemy, że mamy więcej siły, tym mniej osoby chcą z nami zadzierać. Podświadomie dajemy sygnały o naszej pewności siebie.

Dlatego właśnie należy ukarać łobuza.

„Jesteś okropnym człowiekiem”

Napisałem kiedyś do pewnej kobiety, która wystawiła mnie bez słowa.

I wiecie co? Spodobało mi się.

Za tym i za każdym kolejnym razem. Zwłaszcza powtarzająca się reakcja – nie zasłużyłam sobie na to – cieszy moje serce: to wyparcie polegające na tym, że ja mam prawo bawić się Twoimi uczuciami, ale Ty nie możesz zwrócić mi uwagi, bo to jest za ostro.

Ale taka prawda – jeśli oswajasz kogoś i zmieniasz front bez słowa, to możesz nawet i karmić sieroty w Afryce własną piersią, a i tak w tym momencie życia jesteś okropną osobą.

I się już nad sobą nie rozczulaj, tylko jak już się dowiesz, że jesteś chujem, to może następnym razem postaraj się być mniejszym?

Może w tym jest metoda, a nie w tym żeby całkowicie uciekać od odpowiedzialności.

Z resztą – walić Ciebie. W tym wszystkim chodzi o mnie.

Trochę źle brzmi, co nie? Trochę głupio o tym mówić głośno.

No to pójdźmy w tę stronę.

„Nie lepiej okazać trochę klasy?”

Nie pozwól łobuzowi odejść bez kary – wpadłem kiedyś na zasadę Jordana Petersona, która niestety przepadła na wieki w odmętach internetów (czytaj: nie jest pierwszym rezultatem w Google) i mocno we mnie osiadła.

Ile razy w życiu czułem się jak śmieć bo „pokazywałem klasę”? Ile razy byłem „moralnym zwycięzcą”?

Wiele.

Problem w byciu moralnym zwycięzcą polega na tym, że jesteś obiektywnym przegranym. Że ktoś Cię zlał, a Ty siedzisz w kąciku i mówisz do siebie: „Jakbym chciał, to też bym go zlał”.

W takich sytuacjach najbardziej paradoksalnym jest fakt, że ludzie zazwyczaj nie konfrontują swoich uczuć, by osoba która miała ich w dupie, nie miała o nich złego zdania.

SPOILER: Ona i tak ma was w dupie.

Próba robienia wrażenia na kimś, kto ma nas w dupie to najgłupsze co można zrobić w życiu. W najlepszym przypadku kończy się tylko rozczarowaniem, w najgorszym włożeniem masy energii w coś, co nie ma prawa wypalić.

Zwłaszcza, że to wrażenie chcecie robić w jaki sposób? Odmawiając sobie powiedzenia drugiej osobie jak się czujecie i co o niej sądzicie?

Przecież nie ma nic niedojrzałego w powiedzeniu o tym jak się czujecie poprzez zachowanie drugiej osoby. Ba jest to właściwie jedna z dojrzalszych rzeczy, które można robić w życiu.

Ja nie mówię tutaj o robieniu patologii – o nagabywaniu, stalkowaniu, grożeniu, szantażowaniu i innych faktycznie chorych rzeczach, które rozczarowani odrzuceniem ludzie robią. Ale nie wrzucajmy wszystkich zachowań do jednego worka.

Dlatego jeśli ciąży Ci na sercu fakt, iż ktoś Cię olał (przypominam: zrobił to całkowicie dla siebie), albo olał i próbował odwrócić kota ogonem (do tego jeszcze wrócimy), to nie miej obiekcji przed tym, żeby zrobić coś pod siebie, a nie pod drugą osobę. Jeśli wolisz nie dotykać tematu, okej. Ale jeśli czujesz, że musisz coś dodać to dodaj.

Tyle, że nie oczekuj tego, że dalszy przebieg dyskusji będzie pod Ciebie.

Nie będzie.

Właściwie nie oczekuj nawet dalszego przebiegu dyskusji, bo tym wydarzeniem stawiasz kropkę na końcu waszej relacji.

„Nie rozumiem dlaczego mnie tak oceniasz”

Od czasu do czasu ktoś wam przyzna rację. Być może nawet rozwiążecie jakiś konflikt.

Często ktoś nie odpisze – takie prawo tej osoby, wy macie prawo się wyrazić, ona ma prawo to przyjąć i na tym skończyć dyskusję.

Ma też prawo – jak prawdziwy dupek – powiedzieć Ci, że dramatyzujesz, przesadzasz czy cokolwiek.

Wtedy dobrze się zastanowić czy na pewno nie przesadzasz, bo jeśli byliście raz na kawie i dotknęliście się przypadkiem palcem, to może nie obwiniaj drugiej strony o to, że złamała wam serce jak nikt nie byłby w stanie tego zrobić.

Ale tak – jeśli umówiliście się przynajmniej dwa razy na wyjścia, które są specjalnym wyjściem (czyt. nie bezpośrednio po pracy, szkole, tylko ktoś naprawdę poświęcił swój wolny czas żeby się z wami spotkać), lub całowaliście się na pierwszym, to druga strona ma prawo oczekiwać, że będą kolejne – bo najwidoczniej ona się dobrze bawiła. I jeśli ma ich nie być, to powinna się o tym dowiedzieć, a nie domyślić z naszej zlewki.

I ma prawo być rozczarowana. Nawet bardzo, bo dla jednej osoby całowanie się jest niczym, ale dla drugiej może być wszystkim. Obiektywnie jednak na to patrząc, jest swoistą obietnicą tego, że idziecie we wspólnym kierunku. A cytując mnie z innego artykułu:

Jeśli obietnica lub kłamstwo dotyczy waszego życia uczuciowego, to dana osoba może mieć zajebiście wielkie pretensje.
I ma prawo mówić na Ciebie brzydko. Ma prawo wytknąć Ci wszystko co dotyczy danego zachowania, ma prawo powiedzieć jak się czuje – bo być może czuje się jak śmieć i to jest Twoja wina.
A Ty masz siedzieć i słuchać. Bo nie jest Twoim przywilejem roztrząsanie czy daną osobę zraniłeś na 3/10, czy może na 7/10. Każdy z nas ma inny zbiór doświadczeń, każdego wszystko boli trochę inaczej

Superproste i nie ma w tym nic trudnego.

To dlaczego ludzie tego nie robią? Zazwyczaj dlatego, że nikt ich tego nie nauczył. Przecież, de facto, jest to logistycznie prostsze rozwiązanie – nie musimy się ukrywać na czatach i prowadzić jakichś gównokonwersacji o niczym, aż ktoś się domyśli, tylko raz na zawsze ucinamy temat.

No, ale właśnie: raz na zawsze.

„No faktycznie kiepsko wyszło, coś się nie dogadaliśmy”

Taka zlewka nie byłaby nawet zła. No nie lubi nas, to nie. Trudno.

Gdyby się na tym kończyło, to naprawdę pies to jebał.

Tyle, że te osoby wracają. Zwłaszcza jak już doszło do jakiejś formy fizycznej interakcji.

Wracają, bo wszyscy od czasu do czasu jesteśmy samotni. I wszyscy od czasu do czasu szukamy kogoś w social mediach kto podarowałby nam trochę atencji.

I taka osoba wraca i udaje, że nic się nie stało. Że „aaaa, tak nie wyszło”. „Jakoś tak się nie zgraliśmy”.

A potem robi to samo. Czemu? Bo jeśli ktoś naprawdę szczerze nie przeprosi, to nadal ma zakodowane w głowie, że może nas dymać.

I nie konfrontując osoby z tym, że w jakiś sposób nas zraniła, tak naprawdę powodujemy, że – metaforycznie – wypinamy się do niej po raz kolejny.

Nie dość, że nas zlała, to jeszcze może wrócić na pstryknięcie palca.

A nie wiem jak wy, ale ja to niezbyt lubię, jak próbuje się zrobić ze mnie debila.

„Okej, jak chcesz”

O czym trzeba pamiętać, jeśli zamierzamy nie dać łobuzowi odejść bez kary?

O dwóch rzeczach.

Po pierwsze – tym, że jedynym powodem dla którego mówimy co mówimy jest chęć pozbycia się ciężaru, który wynika z tego jak czujemy się z olewki. Nie spowodowania dyskusji, nie zejścia się ponownie – robisz to dla siebie, nie dla „was”.

Po drugie – najprawdopodobniej spalisz tym most. Być może takie rozwiązanie nie jest dla Ciebie.

Czyli ogólnie nie polecam, jeśli jeszcze w jakiś sposób liczysz na to, że się dogadacie.

Nadzieja matką głupich i czasem silniejsza jest niż logika, dlatego nie każę Ci jej porzucić. Przecież wiesz co dla Ciebie najlepsze.

Nie liczyłbym jednak na cuda, dlatego że ludzie to proste stworzenia. I jak ktoś chce się dogadać, to się dogada. A jak nie, to byle co mu przeszkodzi.

Niestety.

Sami musicie sobie odpowiedzieć na to, czy wolicie czekać na promyk nadziei, czy zostawić to i zacząć coś zupełnie innego.

Niezależnie jednak od odpowiedzi, chciałbym żebyście pamiętali jedno: Nie każdy jest twardy, czasem jesteśmy wrażliwi i łatwo nas zranić. Czasem twarde osoby przez jakieś wydarzenia w życiu tymczasowo się otwierają, a wrażliwe zamykają.

Ale niech nikt wam nie wmówi, że jeśli macie potrzebę czułości, a ktoś ją nadwyręży to jest wasza wina.

To taka sama argumentacja, jak to, że dziewczyna sprowokowała gwałt, bo miała krótką spódniczkę.

Tak samo debilna.

.

.

.

.

.

.

Przeczytaj również:

Jak stać się manipulującą pizdą

Jak z dupka stać się superdupkiem

Nie oczekuj cudów

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: