Faceci są skomplikowani, naprawdę, nie mogę z wami! – napisała do mnie Natalia.

Czyli po pierwszej nutce dała mi do zrozumienia, że jest nieszczęśliwie zakochana. Ale oddajmy jej głos:

„Spotykam się” z facetem, którego za cholerę nie mogę rozgryźć. „Spotykam się” w cudzysłowu, bo tego spotykaniem się nie można nawet nazwać. W skrócie: On mówi mi, że nie chce się angażować i mnie prosił o to samo, zgodziłam się, ale ja się za szybko angażuję. Ale to nie jest tak, że to tylko seks. Potrafimy rozmawiać godzinami, wieczorami – przez fejsa czy telefon.  I za cholerę nie rozumiem o co mu chodzi. Pomożesz?

Pomogę, naturalnie. Ale tak naprawdę każdy mógłby pomóc, prawda?

Bo oczywistym jest, że facet od Natalii nic nie chce, poza jej zgrabnym tyłkiem w stringach (przejrzałem jej profil: tyłek faktycznie zgrabny, stringi dodałem w wyobraźni), które oczywiście, że dla niego zakłada. Zakłada również wiele innych ładnych rzeczy, bo jest zakochana.

Problem polega tylko i wyłącznie na tym, że Natalia nie chce się dowiedzieć, że nic z tego nie będzie. Ona chce kogoś kto jej powie że wszystko będzie dobrze, albo zdradzi magiczny sposób na to, by on faktycznie zaczął o nią zabiegać.

I faktycznie taki sposób istnieje, bo ludzie to jednak proste stworzenia, tyle, że kobiety tego sposobu nie chcą zupełnie stosować.

Ale może zanim do rozwiązań dojdziemy to zastanówmy się jeszcze nad przyczyną: Dlaczego Natalia uważa, że on może chcieć czegoś więcej?

Odpowiedź brzmi: Bo to logiczne rozwiązanie. A kobiety w sprawach damsko-męskich kierować się logiką lubią niespecjalnie.

I ja się im nie dziwię: Każdy postrzega świat poprzez pryzmat siebie. Jeśli jesteśmy uczciwi, to z automatu będziemy zakładać, że inni są uczciwi również, przynajmniej dopóki nie nauczymy się na własnej skórze, że świat tak nie działa.

A kobiety mają to do siebie, że ich usta mówią jedno, a ciało mówi drugie. Sama Natalia wchodzi w związek bez zobowiązań, ale jej całe ciało krzyczy „chcę z Tobą być”. Zakłada zatem, że ten jej Mariusz – nie znam jego imienia – może zachowywać się tak samo. Bo przecież jednak pokazuje jakiś wkład, rozmawia z nią, więc – być może nawet zupełnie niechcący – robi Natalii wodę z mózgu.

Z resztą? Co ma robić? Lubi ją przecież, to z nią rozmawia i spędza czas. Nie ma ani jednego powodu, by być dla niej niemiłym – przecież ona poprawia mu humor, przecież ona robi mu dobrze. Dlatego tworzy z nią związek, ale bardzo mocno stawia granicę. Bardzo mocno pilnuje swojej niezależności.

Je ciastko i ma ciastko.

Ale nie dzieje się to z powietrza.

Dzieje się dlatego, że Natalia mu na to pozwala.

***

W tym wszystkim sam problem nie jest żadnym problemem, problemem jest podejście do problemu.

W judo, japońskiej sztuce walki, wykorzystujemy energię kinetyczną przeciwnika do tego, by go powalić. Z tego tytułu będąc nawet fizycznie słabszymi, jesteśmy w stanie kontrolować starcie, bo nie wdajemy się w szarpaninę w której nie mamy szans, zamiast tego działamy zgodnie z fizyką.

Zasada judo bardzo dobrze sprawdza się w życiu. Każdemu polecam sprawdzić siebie i potem grać kartami jakie mamy, a nie wbrew sobie, ale to właściwie dygresja i temat na osobny artykuł.

Wróćmy do Natalii.

Natalia usilnie skupia się na tym czego nie ma i cały czas próbuje robić dokładnie to samo, by tę brakującą część relacji uzyskać. Szarpie się, próbuje walczyć siłą – nie dopytywałem, ale pewnie od czasu do czasu próbuje Mariusza jakoś przekupić, albo zrobić awanturę. Nie bierze pod uwagę tylko jednej rzeczy – że tak samo jak ona każdym zwierzeniem, za każdą głęboką rozmową, za każdym trudnym wyznaniem, coraz bardziej przywiązuje się do Mariusza, tak z każdym zwierzeniem i głęboką rozmową, Mariusz przywiązuje się do niej.

I na pewno Mariusz uważa ją za swoją kobietę.

A mężczyźni nie lubią dzielić się swoimi kobietami.

Dlatego gdyby nasz Mario nagle zorientował się, że będzie musiał zacząć to gwarantuję – zapali mu się w dupce.

Oj zapali.

***

Kobieto – jeśli mężczyzna zachowuje się jakby był z Tobą w związku, ale mówi, że nie chce być z Tobą w związku to daj mu do zrozumienia, że nie jest jedyny i najważniejszy.

Ale nie baw się w gierki, nie próbuj stawiać mu ultimatum – albo obiecasz, że będziesz tylko ze mną, albo będę spotykać się z kimś innym. W taki sposób pokażesz, że on nadal ma dominację. Nie próbuj pytać „jakby się czuł gdyby”, nie bądź delikatna.

To nie jest miejsce na negocjacje. Musisz mu po prostu wytrącić tą dominację z ręki.

Powiedz mu, że poznałaś kogoś i nie wiesz czy będziecie się jeszcze spotykać, bo może tam zacznie wam wychodzić i jak coś to się odezwiesz. A potem wyjdź.

A potem odbierz telefon i posłuchaj tego jak ktoś każe ci się zacząć tłumaczyć.

Ale ty nie musisz się z niczego tłumaczyć, dlatego ucinaj wszystkie głupie gadki. Przecież wszystko było bez zobowiązań, prawda?

Co? Miło poczuć się górą, nieprawdaż?

Na dłuższą metę walka o dominację nie ma absolutnie żadnego sensu i dla relacji jest destruktywna, ale na samym początku warto pokazać, że nie dasz sobie wejść na głowę.

***

Czy jest szansa na to, że facet nie zadzwoni? A sypia z tobą w sensie, że śpi? Powiedział Ci coś, czego nie powiedział nikomu innemu?

To zadzwoni.

Jeśli od początku unikał intymności, to faktycznie może nie. Ale jeśli nadał temu rys związku i intymności, to będzie się miotał w dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto.

No, a nawet jakby nie zadzwonił, to co?

Słuchaj – jak chcesz się umawiać z człowiekiem, dla którego znaczysz nic, to żadne rady ci nic nie pomogą. Najpierw sama musisz zacząć szanować siebie.

Zakładamy jednak, że chce się z tobą skontaktować i zrozumieć co się stało. Daj mu zatem do zrozumienia, że potrzebujesz czegoś innego niż to co masz, że potrzebujesz oparcia i bardzo go lubisz, ale on ci tego nie daje. Idę o zakład, że uzna, iż może ci to dać.

Tylko dlatego, że zmusiłaś do go ruszenia tyłka.

***

Ta metoda jest bardzo prosta, ale niestety – wymaga bycia twardym. Wymaga ustalenia zasad, wymaga pilnowania porządku.

I wymaga tego, by odejść, jeśli ktoś próbuje te zasady znowu naginać.

Niestety, kobiety, które w takie relacje wchodzą są zazwyczaj na tyle zdesperowane, by ten mężczyzna w ogóle się nimi zainteresował, że nie są w stanie odejść od niego na dwa kroki. I nie wierzą w skuteczność tego sposobu. Zawsze kiedy mówię, że by utrzymać mężczyznę nie należy odmawiać mu siebie, a wręcz przeciwnie – pokazać się od najlepszej strony i to z każdej strony, ale z założeniem, że zawsze możecie sobie od niego pójść, to jestem lżony, że się nie znam na kobietach.

I ja wiem dlaczego tak myślą. One po prostu uważają, że ten mężczyzna jest najlepszym co mogło się im w życiu przytrafić. Że jest jedynym, cudownym, pachnącym, boskim stworzeniem.

Tylko cholera… jakoś ciężko w to uwierzyć tak patrząc z boku.

Ale co kto lubi.

.

.

.

.

.

.

.

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: