Stało się: trzy miesiące za mną, trzy miesiące za nami.

Jakie wnioski?

Nawet jeśli ktoś Cię zachęcał, nie pomoże Ci.

Tutaj niestety, ale byłem wręcz w szoku. Prawda jest taka, że przygotowywałem grunt pod blog przez jakieś 3 miesiące. Starannie publikowałem zabawne i poruszające do reakcji posty na fejsbuku. Wychodziło mi to całkiem nieźle, bo prawda jest taka, że naprawdę sporo ludzi zachęcało mnie bym bloga założył. I byłem przekonany, że na sam początek będę mieć tak pięćdziesięcioosobową stałą publikę.

Tak naprawdę miałem może 5 osób.

I patrząc po lajkach, które potem otrzymywały moje teksty to chyba moi znajomi mieli na myśli to, że mają dość długich wpisów na tablicy, bo im to zaburza oglądanie zdjęć kotów i demotywatorów. Więc może lepiej żebym pisał gdzieś indziej.

To, że ktoś mówi Ci, byś zakładał bloga nie oznacza zupełnie nic. Niby jest obietnicą tego, że będzie Cię czytać, ale w praktyce to nie.

Nie polecam się sugerować takim pieprzeniem – gdybyś zakładał bloga to od razu załóż też, że nikt nie będzie Cię czytać.

No chyba, że jesteś dziewczyną, bo…

Dziewczyny mają duuuuużo łatwiej.

To znaczy – te ładne.

Podejrzewam, że jest im dziesięciokrotnie łatwiej się przebić niż facetom, bo ich zasięgi muszą być właśnie dziesięciokrotnie większe. Serio. Ich teksty są:
– lajkowane przez facetów, którzy chcą je przelecieć
– lajkowane przez koleżanki
– komentowane przez koleżanki „świetnie kochana” itd.
– udostępniane przez koleżanki
– lajkowane, komentowane i udostępniane przez osoby którym się spodobało.

Podczas gdy ja mam tylko ostatnią opcję. Nie gniewam się, jest jak jest. Ale zacząłem doceniać męskich blogerów troszkę bardziej. Zwłaszcza, że…

Znajomi oszczędzają na lajkach dla mnie.

Fajnie, że Ci się podoba i piszesz powiedzieć mi to osobiście.

Rozumiem, że chcesz zachować mnie tylko dla siebie, nie ogłaszając publicznie, że spodobał ci się tekst?

Słowo daję – jeśli po tym jak pisałem tekst przez cztery godziny (co notabene zawsze kończy się migreną), dostaję 10 wiadomości, że tekst był spoko, a w zasięgu fejsbuka mam informację, że tekst dotarł do prawie nikogo przez brak lajków to myślę o was brzydko.

Bardzo brzydko.

Zorganizujmy prostą zasadę: Spodobało ci się – płać lajkiem. Dostajesz coś za darmo to nie bądź świnia tylko podziękuj.

Znajomi uważają, że ich krytyka jest najważniejsza, bo znają cię osobiście.

Przykro mi, nie jest. Stopień znajomości nie ma nic na rzeczy, albo coś ma sens, albo nie. A wasza krytyka często nie, o czym będzie tekst jeszcze w tym miesiącu.

Nie obrażaj się, nie mam nic do ciebie. Po prostu nie wymagaj ode mnie tego żebym się tłumaczył jak podchodzę do tego co tworzę. Wychodzę z założenia, że nie piszę dla znajomych, bo traktuję to zawodowo a nie po to, by mieć poważanie u ziomków. Twoja opinia nie jest ważniejsza dlatego, że mówię Ci cześć na ulicy.

I tak w ogóle: Czy gdyby jedna osoba na trzy tysiące powiedziała Ci, że robisz coś w pracy źle, to byłoby to czymś czym warto się przejmować? Nie bardzo.

Nie jestem inny niż wszyscy

Wydaje mi się, że to nie tylko moja domena. Każdemu się wydaje, że jest inny niż wszyscy.

Nikt nie wierzy, że w budowaniu ścieżki kariery spotka go najbardziej realistyczny scenariusz. Każdy gdzieś tam myśli, że – a może tu się uda, może tu ktoś pomoże, może tu mały zbieg okoliczności.

No to nie.

Czytanie na czas by pisać recenzje jest okropne.

Serio. Biorę się za filmy.

Po trzech miesiącach wszystko jest trudniejsze.

To jest obserwacja, którą mam z nauki angielskiego. Przez 3 miesiące uczniowie się starają, potem uchodzi para.

Jest to całkowicie normalne, bo jeszcze nie mam profitów z blogowania, a już wypaliła się ekscytacja nowym przedsięwzięciem.

I wydaje mi się, że jest tak w każdym przedsięwzięciu: na siłowni, w szkole, w nowej pracy. Tutaj przydaje się plan na rok, by nie zgłupieć ale…

Trzeba wiedzieć kiedy planu się nie trzymać.

To brzmi jak porada kołcza, ale taka prawda.

Gdybym pisał 3 razy w tygodniu bez tygodniowej przerwy to być może za miesiąc przestałbym pisać zupełnie.

Lekarstwem na narastającą presję jest to, by sprawdzić czy świat się zawali jak przestaniesz to robić.

Nie zawalił się. Wyszło na to, że sam narzuciłem na siebie tę presję. Nikt specjalnie nie tęsknił, bo…

Im dłużej ludzie mają z tobą styczność, tym bardziej ludziom powszechniejesz.

Zauważyłem, że z czasem nie tylko moja ekscytacja zaczęła maleć.

W lutym poszło kilka naprawdę mocnych i dopracowanych tekstów. Tylko zaręczyny sprzedały się w stopniu dobrym. A gdzie historia o miłości, gdzie nikt nie jest ci przeznaczony? Tam z reakcjami było dość cinko.

Myślę, że częste rozdawanie dopracowanych tekstów ma taki skutek, jak nadskakiwanie dziewczynie i spełnianie wszystkich jej zachcianek.

Niby cię lubi, ale jakoś nie robisz jej mokro.

Stąd zazdroszczę Pokoleniu Ikea tego luzu, który pozwala wydawać jeden wpis miesięcznie i w kierunku takiego luzu będę zmierzał.

Ludzie w grupach na fb są mocno odjechani.

Nic tak nie pomaga na zasięg jak wstrzelenie się z tematem w żywiołowo reagującą grupę. Trafiło mi się to z tekstem o modelkach i było to bardzo owocne. Na tyle, że zacząłem zapisywać się do innych grup.

Zabrnąłem za daleko – kłótnie ludzi, którzy myślą, że ortografia to tylko luźny zbiór zasad bo liczy się przekaz, spaczyły mój umysł.

Nie popełniajcie tego błędu.

Zapomnij o czytaniu artykułów do końca, większość przeczyta tylko tytuł (i na jego podstawie wyrobi opinię).

Tak – miałem kilka wyrzutów o to, że stworzyłem „test na bycie puszczalską„. Ba! Miałem poważną rozmowę o moim podejściu do kobiet i tego, że nazywam je puszczalskimi.

I to, że TREŚĆ artykułu broni prawa kobiet do sypiania z kim chcą, nie zmienił nic w podejściu mojej rozmówczyni.

Nie zliczę razy gdy ktoś w rozmowie ze mną wspomniał: „To ty masz fanpejdża, nie wiedziałem!”

I byli to ludzie mówiący o sobie „stali czytelnicy”.

Na końcu każdego tekstu jest informacja o tym, że można sobie kliknąć w fejsbuka oraz instagrama. Jeśli ta informacja jest dla Ciebie zaskoczeniem, to chyba nie czytasz zbyt dokładnie.

Ludzie nie klikną w nic, co nie jest im podane na tacy.

Rozpocząłem blogowanie z bodajże dziesięcioma tekstami. W rozmowie ze znajomymi po zajawieniu pierwszego wychodziło: „to tam są jeszcze inne?”. Prawie nikt nie klika w kategorie na blogu – wchodzą i wychodzą, albo ich złapałem na haczyk albo nie.

Dzisiaj wszystko musi być opatrzone dokładną strzałką -> tu masz WSZYSTKO. Zewsząd muszą walić informacje, że są jeszcze inne teksty.

Ale mój blog tego nie ma i na tym cierpi, więc powoli będzie szykować się zmiana wyglądu.

Bo nie może tak cierpieć. A ja wraz z nim.

 

Tak sobie myślę, że ten tekst może brzmieć jak lament na zaistniałą sytuację. Nie jest tak, to są po prostu wnioski o świecie, w którym przyszło mi tworzyć. Jest jak jest, tak wygląda rzeczywistość i ja nie marudzę, że mi źle. Właściwie to mi nieźle. Tak się chciałem podzielić po prostu.


P.S. Tu macie STRONĘ z szablonami blogów. Jak macie chwilę to pogrzebcie i zostawcie w komentarzu, kto wie – może tym razem wezmę pod uwagę krytykę (tak samo od znajomych jak i nieznajomych)

P.P.S. Fejsbuk oraz instagram są tu. Instagram to tam słabo, muszę kupić telefon z lepszym aparatem. I schudnąć, bo z tym ryjem na pewno wam nie wyskoczę.

P.P.P.S. Doda ma fajnego bica. Serio.

P.P.P.P.S. Tekst o klaskaniu w samolocie jest moim ulubnionym. Czemu waszym nie?

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: