Hej Maciej, mam taki problem z kobietą” – brzmiała wiadomość do mnie, ale nie była wiadomością standardową.

Czytelnikowi bowiem nie chodziło o swoją kobietę, albo o kobietę, która mu się podoba.

Chodziło mu o kobietę jego kolegi.

Jestem Paweł, mam 26 lat i mieszkam w [dużym mieście]. Wiadomo, praca w korpo, żyje się tylko w weekendy, więc normalnym jest, że bliscy znajomi ograniczeni raczej do jednej paczki. Moim najlepszym ziomkiem jest Damian, ale od roku Damian jest z taką typową Andżelą, (ma inaczej na imię, ale nie jestem w stanie myśleć o niej inaczej). I tu pojawia się problem.
Andżela jest typem kobiety-pijawki, wyspecjalizowana w wyglądaniu i kręceniu dupą na parkiecie, w głowie zero. Zawsze pierwsza do rozliczania pieniędzy, cały czas mówi o jego pieniądzach w liczbie mnogiej, np. „wydaliśmy, wydajemy”, chociaż sama złotówki do tego związku nie wnosi, bo jeszcze jest w liceum, w tym roku pisze maturę. Damian jest moim rówieśnikiem, studiowaliśmy razem.
Problemem w relacji z nią jest to, że ona non stop ma fochy. FochY, w liczbie mnogiej. Kiedy się widzimy razem (a odkąd zaczęli się spotykać, nie widziałem Damiana bez niej) nie ma pytania „czy” będzie foch, bo on będzie. Pytanie brzmi, kiedy będzie pierwszy. I to zawsze są jakieś pierdoły, idziemy na wódkę i foch, że Damian jest pijany, że Damian zamówił drogiego drinka (a przecież ostatnio dużo „wydali” na samochód), że Damian chce jeszcze zostać, że Damian rozmawia na tematy, które ją nudzą (!). Zawsze wywraca oczami, zawsze odsuwa się od niego żeby jej nie dotykał, raz pamiętam na imprezie zaczęła się lać przez ręce, bo było jej zimno. Lać przez ręce, czyli omdlewać, a raczej udawać omdlewanie, bo staliśmy w sześć osób i każdemu było chłodno, ale bez przesady.
Dodatkowo zawsze w tym jest taka bezosobowa, tzn. nie robi dymów typu „Paweł zaproponował wyjście gdzieś”, tylko „ktoś zaproponował”. Ostatnio powiedziałem, żebyśmy jechali razem samochodem w zbyt dużą ilość osób (chłopaki z dziewczynami na kolanach), to zaczęła mówić głośno „nie wiem kto wpada na takie głupie pomysły”, chociaż dokładnie wiedziała, że to moja propozycja. Taka pasywna agresja, która jeszcze nic nie rozwiązuje. Dlaczego ona robi focha, zamiast powiedzieć „Paweł, Twój pomysł jest głupi”? Po co są te fochy, skoro nie da się ich rozwiązać? (…)

Wypowiedź była jeszcze dłuższa, ale tak naprawdę dotarliśmy do sedna, więc nie ma co przedłużać.

Drogi Pawle, gotowy na odpowiedź na Twoje pytanie?

Dlaczego fochów Andzi nie da się rozwiązać?

Dr Jordan Peterson w jednym ze swoich wykładów (dostępnym na YouTube pod tytułem „Hitler był gorszy niż wam się zdaje), opowiada o starej idei psychoanalitycznej pochodzącej od Junga: „Jeśli nie potrafisz odkryć powodów, dla których ktoś coś robi, to spójrz na rezultat i załóż, że taka właśnie była motywacja”.

Andżela nie chce rozwiązać konfliktów, bo wtedy straci przewagę w dyskusji. Straci to, że ludzie będą musieli uważać na jej nastrój, straci to, że Damian będzie musiał uważać na jej nastrój.

Ona tymi małymi foszkami buduje sobie dźwignię, której potem użyje kiedy będzie chciała coś osiągnąć. To chwyt manipulacyjny stary jak świat, używany najczęściej przez służby porządkowe.

A zwie się: „Dobry i zły policjant”.

Jak działa „Zły policjant”?

Już to kiedyś pisałem, ale to był 2010 rok. Jeszcze nikt nie krzyczał, że jest łamana konstytucja, ale już wtedy łamana była demokracja. Rządy wielu państw chciały przepchnąć dokument zwany ACTA, ale kiedy Polacy zorientowali się, że w konsekwencji ratyfikowania owej umowy nie będzie można pobierać filmów i gier z torrentów, a może nawet zablokują porno, to wyszli na ulice z protestami jakich od tamtej pory Polska nie widziała. A potem zaczęto zbierać podpisy.

Ponieważ zablokowanie ACTA przez lud nie leżało w interesie rządu, to przy ochotnikach chodzących z petycją zaczęli poruszać się policjanci w cywilu, którzy spisywali każdego, kto petycję podpisał.

Pamiętam, że nie minęło 10 sekund od złożenia podpisu przez moją osobę, kiedy podjechało czarne BMW, opuściło szybę po stronie pasażera, a sam pasażer powiedział do mnie: „Dowód”, co skwitowałem odpowiedzią „Blacha”.

Jeśli ktoś nie wie co znaczy moja wypowiedź, to już wyjaśniam, że tłumaczy się ona na: „Jeśli faktycznie jest pan funkcjonariuszem policji, to proszę się wylegitymować”, co jest dość rozsądnym zachowaniem na to, że obcy chłop chce wziąć od Ciebie dowód osobisty. Jest to zachowanie, które policja powinna pochwalać, ale ten funkcjonariusz pokazał owszem blachę, ale zaraz powiedział do kolegi – głośno, tak żebym słyszał – „zobacz, już robi problemy”.

Czy robiłem problemy? Nie. Zupełnie nie.

Czy dla policjanta było ważne żebym od początku był na pozycji, w której musiałem się zacząć tłumaczyć? Oczywiście. Mógł tego użyć później w dyskusji jako „lejców”, czyli jeśli bym się czegoś domagał, mógłby to zbyć stwierdzeniem, że wcześniej robiłem problem, więc teraz on nie pójdzie w moim kierunku.

I tak samo działa w tym przypadku Andżeli. Gdyby normalnie powiedziała Damianowi, że mają o jakiejś godzinie wracać do domu, to ten negocjowałby z nią kompromis, albo – co gorsza – zrobił po swojemu. W momencie w którym ona chce iść do domu, ale do tego momentu obraziła się już kilkukrotnie, Damian będzie dużo bardziej skory do tego żeby pójść jej na rękę bez negocjacji. I tyle.

Zapytałem się z resztą Pawła, czy jest tak, że każdy w towarzystwie antycypuje o co Andzia może mieć focha i się do tego dostosowuje, a on odpowiedział mi, że tak. Wszyscy idą jej na rękę, bo udało się jej przekonać wszystkich, że „taka już jest”.

I tutaj dochodzimy do drugiej kwestii tego zagadnienia.

Jak to jest, że robisz problem jeśli wcale nie robisz problemu?

Ludzie postrzegają życie jako pewne stałe. I jeśli jedna stała zostaje przerwana lub zmieniona, to pojawia się problem. Czyli przykładowo nie kupujesz jogurtu do sosu, bo masz go w domu, ale okazuje się, że jest przeterminowany, albo ktoś go zjadł – pojawia się problem. Proste.

Społecznie manifestuje się to na przykład w taki sposób: pracowałem kiedyś z człowiekiem, który potrafił nie przyjść na umówione spotkanie bez żadnych wyjaśnień. Umówiłem się z nim dwa razy, dwa razy nie przyszedł. Oczywiście dwa razy posiedziałem pół godziny i dwa razy po prostu wyszedłem z miejsca spotkania, ale zastanawiała mnie reakcja jego współpracowników. Otóż każdy go tłumaczył, mówił, że „szef taki już jest” i namawiał mnie do tego, bym też dostosował się do takiego typu zachowań.

Dlaczego? Ano dlatego, że u nich w głowie już pojawiał się problem. Pojawiała się sprzeczność z przyjętym schematem działań, a oni obawiali się, że wyniknie z tego problem i w jakiś sposób oberwą rykoszetem. Problem nie pojawiał się dopóki wszyscy działali zgodnie z planem, nawet jeśli plan był całkowicie nie do przyjęcia. Taka ludzka natura, z resztą mówi o tym Joker w „Mrocznym Rycerzu”.

I na takiej samej zasadzie operuje Andżela – taka już jest, więc sprzeciwienie się jej fochom będzie tworzeniem problemu, który trzeba będzie rozwiązać i będzie mieć jakieś realne skutki, a dostosowywanie się do niej to tylko niedogodność. Dlatego też ona sama nie mówi, że „Paweł coś zrobił”, bo nie daje Ci szansy na realną konfrontację, a jeśli Twój – normalnie myślący – mózg do niej dąży, to wiedz, że jesteś na przegranej pozycji. Gdyby Damian nie wprowadził jej do towarzystwa jako kogoś kogo fochy trzeba akceptować, to byłoby inaczej. Ale wprowadził ją jako kogoś, kto „taki już jest”.

Koniec końców Pawle, mam dla Ciebie mały zwrot akcji: Andżela nie jest taka głupia za jaką ją masz. Oprócz wyglądania dobrze i kręcenia dupą ma również opanowane granie słodkiej idiotki.

Do takiego stopnia, że sam się nie zorientowałeś, że nią nie jest.

Co możemy zrobić w takiej sytuacji?

Krytykowanie dziewczyny kolegi zawsze kończy się utratą kolegi.

Ale to nie Twoja wina Pawle, tak naprawdę Damian zadecydował o tym kto jest priorytetem, kiedy wprowadził Andzię na pozycję na tyle uprzywilejowaną, że każdy ma się dostosować do niej. Zakładam, że po prostu Damian jest liderem grupy i nie możesz zrobić nic, bo jeśli się przeciwstawisz to grupa odrzuci Ciebie.

Więc albo będziesz to znosić, albo nie będziesz – ale wtedy pożegnaj się z grupą.

I nie, nie obiecam Ci, że prędzej czy później ona na tyle rozzłości Twojego przyjaciela, że się rozstaną w gniewie, a on przejrzy na oczy. Bardzo często takie kobiety mają dobre życia, bo są skupione jedynie na pozyskaniu dobrego męża. Gdybyś poświęcał tyle energii na cokolwiek ile one na „wyglądanie i kręcenie dupą”, to uwierz mi – odniósłbyś bardzo duży sukces. To zajęcie na pełny etat.

Także drogi Pawle, nie zazdroszczę, bo to droga lekcja życia.

Aczkolwiek jeśli mógłbym Ciebie jakkolwiek pocieszyć to chciałbym żebyś wiedział, że jesteś normalny na głowę. Że dostrzegasz rzeczy, które – zaufaj mi – innym też przeszkadzają, ale masz odwagę żeby się z tym próbować konfrontować.

Nie ma możliwości żeby normalny człowiek poradził sobie z taką sytuacją: ilość pasywnej agresji jest tak nieproporcjonalnie duża, że wymyka się percepcji. Zobacz, sam zastanawiałeś się o co chodzi. Nie da się z tym wygrać, tak samo jak normalny człowiek spotykając pierwszego w życiu osobnika o rysach psychopatycznych, zostanie przezeń oszukany.

I to jest złe i przed tym należy uczyć się bronić, ale to też jest dobre. Oznacza to, że swoje relacje bazujesz na szacunku i nawet jeśli czasem na tym tracisz, to tylko dlatego, że nie jesteś zepsuty. I już.

Bo umówmy się, tak po ludzku:

Każdy kto jest „złym policjantem” w związku, to kawał chuja.

Nic ponadto.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

 

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: