Czasem wystarczy jeden dźwięk, jeden obraz, czy jeden zapach, by z całkowitą dokładnością przypomnieć sobie jakieś zdarzenie.

I tak właśnie stało się w święta.

Po kolacji wigilijnej z rodziną, poszedłem spotkać się z dawno niewidzianym znajomym, który – staropolskim obyczajem – ugościł mnie strawą i napitkiem. Dodatkowo był na tyle miły, że przychodzące połączenie telefoniczne zakończył jak najszybciej, by móc poświęcić mi sto procent uwagi. Lecz kiedy odłożył słuchawkę wypowiedział zdanie:

Nie mogę z nim rozmawiać.

I przypadkowo zaprosił mnie w podróż do przeszłości.

„Nie wolno Ci z nim rozmawiać”

Nie aż tak dawno temu spotykałem się z dziewczyną, którą łączyła bardzo specjalna więź ze swoim czteroletnim kuzynem Adamem. Ona uwielbiała jego, on uwielbiał ją. Siostrzano-braterska miłość kwitła i nic nie zwiastowało kłopotów, aż na drodze Adasia pojawił się inny mężczyzna. Na drodze Adasia pojawiłem się ja.

Wtedy wyszedł z niego mały Edyp i zaczęło się foszkowanie.

Po tym jak Adaś dowiedział się, że – nadajmy dziewczynie imię – Oliwia rozmawia ze mną przez telefon, zaczął dokładnie wypytywać kim jestem, skąd jestem i co ja w ogóle jestem za Maciej. Po zebraniu wszystkich danych i zakończonej rozmowie, oznajmił:

Nie wolno Ci już z nim rozmawiać.

I nie ukrywam, było mi trochę przykro, że złamałem serce czterolatkowi, no ale jakoś to przeżyłem, bo, tak czy inaczej, jego szanse na zostanie chłopakiem Oliwii były równe zeru. Adaś przeżył to trochę gorzej, bo jeszcze długi czas próbował podkopywać pode mną dołki, wmawiając na przykład Oliwii, że po rozmowie ze mną jest smutna lub stosując inne (podobne) techniki manipulacyjne, które maskował dość kiepsko – wszak był czterolatkiem.

Historia kończy się tutaj, ale jest tylko punktem wyjściowym do dalszych rozważań, albowiem przywodzi mi na myśl pytanie:

Dlaczego w dorosłym życiu pozwalamy sobie i innym na takiego typu zachowania?

Na jakim poziomie wartości operujesz?

Czy pozwolilibyście sobie na to, by czterolatek decydował jaką macie stosować dietę w domu? Czy bezkrytycznie przyjęlibyście jadłospis złożony z frytek i Kinder Niespodzianek?

Pewnie nie.

Czy pozwolilibyście na to, by czterolatek decydował jakim rozrywkom się macie oddawać? Czy bezkrytycznie przyjęlibyście skakanie tak o, granie w gry i oglądanie niespecjalnie skomplikowanych bajek, jako to, co dobre dla waszego życia?

Pewnie nie.

TO DLACZEGO POZWALACIE SOBIE NA EMOCJONALNE SZANTAŻE NA POZIOMIE CZTEROLATKA?

Nie pójdę gdzieś, bo partner mi zabronił.

Nie mogę się z kimś spotykać, bo partner mi zabronił.

Mam wracać o ustalonej godzinie do domu, bo partner mi kazał.

Mam meldować się przez telefon, bo partner mi kazał.

Pojebane, co?

Dlaczego – jako społeczeństwo – uznajemy to za normalne? Mówię „jako społeczeństwo”, bo jestem świadomy, że każdy ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną osobę operującą na takim poziomie wartości.

Dobra, nie wszystkie sytuacje są czarno-białe. Załóżmy, że małżeństwo prawie rozpadło się o romans i jedna strona wybacza drugiej, pod warunkiem że strona zdradzająca przestanie utrzymywać kontakt z kochankiem/kochanką. No dobra, to wtedy rozumiem.

Ale jeśli Twój partner nie dał Ci żadnych powodów do obaw, to o co Ci chodzi?

Dlaczego nie chcesz się rozwinąć emocjonalnie?

Bycie ofiarą, a wygoda

Ostatnio mój znajomy – Marcin Patrzałek – wygrał w jednym z włoskich talent-show sto tysięcy Euro.

Sporo.

I nie ukrywam, że w pierwszym odruchu żal ścisnął mi pośladki. Dlaczego? Z prostej przyczyny – takie pieniądze usunęłyby większość moich aktualnych problemów. Na chwilę obecną jest mi raczej ciężko, bo goniąc za marzeniami nie zarabiam jeszcze tyle, żeby nie zabrakło na godne życie.

Zazdrość, która pojawiła się przez moment, była wywołana kontrastem w stosunku do tego co ma ktoś, a co mam ja.

I jeśli ten kontrast pojawia się kiedy patrzysz na znajomych swojego partnera/partnerki, prowokując u Ciebie złe emocje, to może czas przyjrzeć się sobie?

Od razu zaznaczam, nie zawsze musi chodzić o wygląd: wiecie, Adaś nie zabronił Oliwii kontaktu ze mną, bo czuł, że jestem przystojniejszy. To nie mogło być problemem, bo suma kompleksów czterolatka ze szczęśliwej rodziny wynosi całe zero. Szczerze wątpię czy zastanawiał się nad tym, czy jest ode mnie wyższy, albo czy zarabia więcej. Po prostu zobaczył jakie emocje powoduje moja osoba u „jego” kobiety i postanowił jej tego zabronić.

Ale widzisz kochanie, o ile masz więcej niż cztery lata, to może warto zastanowić się dlaczego to ktoś inny, a nie Ty powodujesz takie emocje? Czy nie jest przypadkiem tak, że Twoje kompleksy ograniczają życie osoby z którą jesteś.

Czy nie jest przypadkiem tak, że ze swojego emocjonalnego lenistwa i tego, że nie chcesz ruszyć dupy dla osoby, którą świadomie (warte podkreślenia) wybrałeś sobie na najbliższą, postanowiłeś dawać jej kary? Sztucznie zaniżać jej atrakcyjność do poziomu Twoich kompleksów?

I żebyśmy mieli świadomość – nie mówię, że nigdy nie masz racji bojąc się o relację. Może czujesz, że się oddaliliście, może Twój partner/partnerka opowiada o kimś z jego/jej otoczenia trochę za dużo. Może faktycznie jest coś czego możesz się obawiać.

Jeśli masz się czego obawiać, to okej – drastyczne czasy wymagają drastycznych środków i nie powiem Ci jakich rozwiązań masz użyć. Wbrew powszechnej opinii nie zawsze rozmowa o swoich uczuciach jest najlepszym rozwiązaniem, bo kobiety lubią emocjonalnie silnych mężczyzn i wyłożenie im listy swoich kompleksów jest jednak proszeniem się o kopa w dupę.

Ale ze swojego doświadczenia widzę, że całe to „zabranianie” jest w większości spowodowane tylko i wyłącznie wygodą i próbą niedopuszczania atrakcyjnych ludzi w pobliże osoby z którą jesteśmy.

Typowe: MASZ JUŻ MNIE, PO CO CI WIĘCEJ? Plus ewentualne: DLACZEGO JA CI NIE WYSTARCZAM?

Naprawdę chcesz tak żyć?

Wyhoduj trochę charakteru, co?

Za każdym razem kiedy idę z kobietą przez centrum handlowe, a mężczyźni patrzą na nią z pożądaniem to czuję dumę.

Nie strach.

Wiem, że mogą sobie na nią co najwyżej popatrzeć, bo nie umawiam się z kobietami, które powodują u mnie niepokój odnośnie tego czy faktycznie chcą być ze mną i tylko ze mną. No i też nie po to umawiam się z atrakcyjną osobą, żeby wymusić na niej, by była traktowana jak nieatrakcyjna. Przecież to absurd.

I nie jest tak, że nie zostałem porzucony – bo zostałem. I nie jest tak, że nikt mnie nigdy nie oszukał – bo oszukał.

Nie zawsze mój osąd sytuacji był dobry, nie zawsze moja osoba w związku była równie atrakcyjna co w momencie poznawania się i nie zawsze każda relacja jest na zawsze. Ludzie się rozwijają, na jednym etapie życia potrzebują czegoś innego niż na drugim i nagle okazuje się, że już do siebie nie pasujecie.

Ale odkąd pamiętam uważałem, że trzeba dać drugiej osobie wziąć odpowiedzialność za swoje obietnice. Bo ludzie są jednak istotami rozumnymi i – umówmy się – zawsze wiedzą gdzie jest granica flirtu. Sami wybierają czy ich to obchodzi, czy niezbyt, ale zawsze mają świadomość na ile są w porządku. I nadal tak uważam, bo nikt mi nie wmówi, że relacja w związku powinna wyglądać tak samo jak relacja z kontrolującymi rodzicami.

Rodziców masz jednych, powinni Ci wystarczyć. Wybierz sobie partnera, nie kierownika.

Wybierz sobie partnera, który sam ustali jaka relacja z innymi ludźmi jest w porządku i wybierz sobie takiego, któremu od początku będziesz chcieć ufać. Po prostu. W życiu bywa różnie, ale jeśli od początku uważasz, że musisz kogoś kontrolować to chyba na pewno jest z Tobą coś nie tak.

Z tym, że wyrażanie tej opinii przy ludziach, którzy wszędzie węszą zdrady, spiski i oczekują od swojego partnera dyspozycyjności i meldunku 24h/dobę, jest zawsze powiązane z totalnym nieporozumieniem i, często, z wyzwiskami.

Ale dzisiaj mnie to nie dziwi.

Czterolatek też się gniewa, kiedy próbuje się wymusić na nim zachowanie zgodne z rozsądkiem.

.

.

.

.

.

.

.

.

Przeczytaj również:

Czy w Twoim związku jest potwór

Na ile ufać w związku

Wierność

Miłość zabija mężczyznę

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: