Pasażerowie tramwaju udawali, że nie widzą Mateusza. Odwracali głowy w kierunku okien, by beznamiętnie podziwiać przygnębiający krajobraz miasta. Nie mogli obdarować Mateusza kontaktem wzrokowym, bo co możesz przekazać dorosłemu mężczyźnie, który płacze?

Wróć. Ryczy.

Mateusz zaciskał wargi, by chociaż w jakimś stopniu powstrzymać napady histerii. Starał się nie pociągać nosem i nie łapać zbyt nerwowo oddechu, by nie prowokować innych ludzi do reakcji.

Co mogli mu przekazać? Czy ktokolwiek mógł mu w tym momencie coś przekazać?

Kiedy dowiadujemy się, że osoba, którą kochamy nie odwzajemnia tego uczucia serce pęka, a życie się kończy. Nie ma w tym grama przesady, bo to co jeszcze do wczoraj było normalnością, dziś jest tylko wspomnieniem. Z resztą Mateusz wielokrotnie czytał w różnego rodzaju opowiadaniach, że przy ogromnych życiowych porażkach ludzie czują się jakby śnili. Teraz sam wiedział, co oznacza ten stan.

Nie rozumiał. Jak to możliwe, że budowana tak długo relacja, w tak krótkim czasie okazała się nie mieć już wartości. Nie dziwię się – w głowie tyle pytań, a osoba zrywająca ogranicza się do ogólników, które maja jednocześnie złagodzić cios, a z drugiej strony postawić osobę zrywającą w dobrym świetle. Dodatkowo emocje od momentu kiedy usłyszysz „musimy porozmawiać” i zobaczysz to wymijające spojrzenie, na pewno mocno zaburzą ci obiektywne spojrzenie na rzeczywistość. W ogólnym smutku i mętliku nie pomagają porady z czasopism i blogów, dlatego, że wahają się w rozrzucie od „nigdy do niej już nie pisz”, do „walcz o nią, nie daj jej o sobie zapomnieć”.

To może ustalmy pewną etykietę zachowań.

Masz prawo do jednej rozmowy przez fejsa

Kiedy wszystko zostało już powiedziane, a kurz opada, osoba z którą zerwano ledwie zipie, gdyż jej pobudzony mózg łapie strzępy banałów, którymi został nakarmiony przez osobę zrywającą i a) tworzy dwa razy więcej pytań, oraz b) dochodzi do przekonania, że został nakarmiony bzdurami. Słusznego skądinąd. Nasi zaufani przyjaciele mogą wymyślać setki solucji, ale prawdę zna kto inny. I przydałoby się, żeby przynajmniej jej częścią podzielił się z nami.

(Osoby zrywające po dłuższej rozmowie dzielą się 60% prawdy. Resztę już trzeba dopowiedzieć sobie samemu, ale dobre i to).

Dlatego po zerwaniu wolno raz zaczepić i zadać wszystkie pytania. Zero oskarżeń, zero wyrzutów – chociaż zakładam, że skoro jesteś moim czytelnikiem, to rozumiesz, że nie zmusisz nikogo do miłości, więc pretensje o to, że osoba chciała zerwać są zupełnie nie na miejscu. Może chcieć.

I nie obrażaj się na to co usłyszysz: na pewno dowiesz się, że w oczach osoby, którą nadal darzysz uczuciem – i to najprawdopodobniej większym niż wcześniej – jesteś człowiekiem, który ma zauważalne wady. Często będą to rzeczy, które uznasz za bzdury, ale nie pusz się. Nie obrażaj się, że ktoś honoruje Twoje pytanie odpowiedzią. Te wady i bzdury zadecydowały w ogólnym rozrachunku, że nie będziecie razem.

Pytaj ile chcesz, jeśli faktycznie byłeś bliski tej osobie, to nie powinna cię spuścić w kiblu, zrobi to tylko wtedy jeśli wytoczysz żale. Rozmowę zakończ, jeśli druga osoba będzie cię pocieszać, zamiast odpowiadać na pytania. Oznacza to, że już nie wie co powiedzieć, ale chce być miła. Ponieważ nic się więcej nie dowiesz, nie męcz buły, tylko się grzecznie pożegnaj.

Masz prawo do jednego aktu desperacji

Akty desperacji, takie jak kupowanie dziesięciu półmetrowych róż i dojazd 200 kilometrów, tylko po to, by zapukać do jej drzwi (oczywiście będąc ubranym w garnitur) bardzo dobrze działają w filmach, nie do końca będąc tak skuteczne w życiu realnym. Oczywiście, kiedy ktoś się waha, to taki pokaz zaangażowania może przechylić szalę na naszą stronę, ale zazwyczaj osoba zrywająca jest już zdecydowana, więc pozamiatane.

Tyle, że taki akt desperacji, nikomu nie szkodzi (chyba, że pukając do jej mieszkania, otworzy ci „to tylko kolega”), a tylko odpowiada na pytanie „co by było gdyby”. Jako mężczyzna nie musisz się bać, że ktoś cię wyśmieje, bo napisałeś listy, w których wyznajesz miłość, czy przyniosłeś kwiaty i wypastowałeś buty. To piękne historie, które na pewno przynajmniej w innych kobietach wzbudzą podziw.

Mała dygresja: W akapitach powyżej mówię „mężczyźni”, bo zastanawiam się jak mogłyby zachować się kobiety. To może moje czytelniczki napiszą. Ale jak już przy kobietach jesteśmy – trzymajcie się z daleka od seksu. Każdy oczywiście chętnie skorzysta, ale nie pokocha.

Jeśli zrobicie to raz, powiecie co wam leży na sumieniu i nie przedłużycie spotkania, to też druga osoba nie będzie mieć do was pretensji. Zapewnijcie ją tylko, że to jednostkowa akcja i już nie będziecie ani pisać, ani dzwonić. A najlepiej skasujcie od razu kontakt w telefonie (i wyczyśćcie listę połączeń), tak by nie móc już do osoby wydzwaniać. Kiedy tak postawicie sprawę, zapewniając oczywiście, że dana osoba nie musi do was wracać (pomimo tego, że na to liczycie) i ogólnie będziecie wyglądać jak ludzie zdrowi psychicznie, to macie szanse uzyskać dodatkowe 20% prawdy. A to już całkiem sporo.

Od tego momentu nie wolno wam się kontaktować już z tą osobą. Zrobiliście co mogliście, usłyszeliście ile się dało. Czas odpuścić i dać człowiekowi przestrzeń.

Masz prawo do jednej wódki z przyjacielem

Wódki. Nie winka, nie piwka. Żadne pitu pitu. Czy jesteś kobietą, czy mężczyzną flacha ląduje na stole i zaczynacie rozmawiać. Ty lamentujesz, przyjaciel mówi Ci, że jesteś idiotą i odpuść, płaczesz, krzyczysz, jak ci bardzo leży na sercu to klniesz na niesprawiedliwość (w przestrzeń, bo telefon skasowany), jecie kebab, padasz na łóżko i usypiasz w zmęczeniu.

I słusznie. Pewnie dawno dobrze nie spałeś.

Koniecznym jest, by przyjaciel był negatywnie nastawiony do osoby zrywającej. Ty i tak będziesz jej bronić, więc jakiekolwiek krytyczne myślenie jawi się jako głos rozsądku. Może niekoniecznie musisz wpadać w paranoję, że byłeś zdradzany na prawo i lewo (to zazwyczaj jedna z pierwszych konkluzji), ale prawda jest taka, że związki nie kończą się wtedy, kiedy jest wspaniale.

Związki kończą się kiedy jest najgorzej.

I nawet jeśli kochasz, nawet jeśli tobie było dobrze, to jesteś w stanie tą gorycz dostrzec. Dostrzec te zgrzyty i dostrzec to, że nie zawsze było tak kolorowo jak ci się samemu wydaje. Dostrzec to, że za zbyt wiele rzeczy (albo zbyt mało) bierzesz odpowiedzialność. A kiedy to zrozumiesz, to z rozstaniem będzie się pogodzić trochę łatwiej.

A na początku tej gehenny jaką jest rozstanie,”trochę” to jak łyk powietrza, kiedy się topisz.

Więcej wódek nie jest konieczne, przynajmniej nie od razu. Pierwsze picie jest zawsze orzeźwiające, drugie już depresyjne i może podpowiedzieć niebezpiecznie głupie pomysły.

Czego nie robić?

Poza dzwonieniem czy innymi próbami kontaktu, gdzie za próby liczą się również lajki i komentarze, bo to nic jak zaczepka i próba zwrócenia na siebie uwagi, to najlepiej od razu przestać obserwować osobę na wszelkich mediach społecznościowych. To wymaga samodyscypliny, stąd większość ludzi nie będzie sobie z tym radzić. Ale to tylko samobiczowanie siebie, zastanawianie się czy dana osoba się już z kimś umawia, czy już z kimś sypia. To z kolei prowadzi do tego, że w końcu tą osobę zaczepicie, a to będzie tragiczne w skutkach.

Widzicie – skoro płaczecie za osobą, to chcecie by wróciła. Szansa, że ona zmieni zdanie jak znikniecie jej z oczu jest nikła, ale jeśli będziecie się narzucać, to was znienawidzi. A wtedy już zdania nie zmieni ani prędko, ani w perspektywie lat.

Nie możemy też mamić się obietnicą przyjaźni. Takie „przyjaźnie” kończą się seksem, a to kończy się pseudo-związkiem, a to kończy się rozczarowaniem. Bo widzicie w tej całej zabawie to wszystko rozbija się o to, by osoba nie tyle wróciła do nas, co sama chciała do nas wrócić. A to ogromna różnica.

Nie zastanawiajcie się też, co by było gdybyście inaczej zachowali się podczas rozstania. W większości przypadków, jeśli nie w każdym, rezultat byłby identyczny.

Nie spędzajcie też czasu sami. Zapiszcie się na angielski, czy weźcie nadgodziny w pracy. Żałobę trzeba przetrwać. Słyszałem, że podobnież działa to w relacji miesiąc smutku na każdy rok związku, ale tak realnie to chyba koło dwóch miesięcy.

I nie bójcie się cierpieć. Przyzwyczaicie się, bo do wszystkiego człowiek się przyzwyczaja.

Nawet do życia bez powietrza.
.

.

.

.

.

.

.

Zapraszam na fejsbuka oraz instagrama.

Chcesz się podzielić wpisem? Proszę bardzo, tylko gdzie?