Natalia mocniej otuliła się płaszczem, robiło się już zimno.

Listopad, najgorszy miesiąc w roku. „Już ciemno, a jeszcze śniegu nie ma. Chociaż w ostatnich latach śniegu w grudniu tyle, co normalnych gości na Tinderze” – myślała.

I z tej myśli nawet się do siebie uśmiechnęła, ale już moment później po jej wnętrznościach rozlał się smutek, niczym ból po uderzeniu w brzuch.

Znowu.

Są w naszym życiu takie myśli, których chcemy się pozbyć. I nawet uważamy, że się ich pozbyliśmy, i nawet się tym chwalimy swoim przyjaciołom. Chwalimy się im, chcąc udowodnić sobie, że to już jest za nami. Że jesteśmy silni i dorośli.

A potem to jakoś przychodzi samo z siebie i okazuje się, że wcale pójść nie chce. Każdy z nas reaguje wtedy inaczej, Natalia wyjęła telefon i napisała:

„Drogi Macieju”

***

Może faktycznie zachowała się źle. Może faktycznie powinna była mu powiedzieć o co chodzi, ale myślała, że może samo przejdzie, więc próbowała to zamaskować. I tak cały dzień między nimi wisiał niewypowiedziany konflikt.

A on w końcu przestał dopytywać o co chodzi i powiedział, że jest tą sytuacją zmęczony. A potem chciał iść. Tyle, że chyba nie chciał iść aż tak bardzo, bo zapytał jej, czy ona chce żeby on został.

Chciała.

Ale powiedziała mu, że nie może wpływać na jego decyzję skoro ją podjął. Że już nic nie zmieni tego, że ona by chciała. Jeśli oczywiście by chciała, ale to nie ma żadnego znaczenia.

I on wyszedł.

I nie wrócił.

A ona nigdy nie powiedziała mu, że chciałaby jego powrotu. I wszystko już było dobrze.

Przeważnie.

Czasami.

Rzadko.

Właściwie to wcale.

***

Jest taka książka Piotra C. „# to o nas”, i w tej książce główna bohaterka – Agata – zachowuje się jak stereotypowa kobieta. Jedno myśli, drugie robi. Dosłownie robi dokładnie na odwrót.

Dosłownie.

Dawno nie spotkałem się z tak przedstawioną postacią kobiety, więc jak tylko dowiedziałem się, że koleżanka też czyta to zapytałem się jej czy kobiety faktycznie się tak zachowują. Bo – przepraszam bardzo – ale to nie ma absolutnie jak działać. No i faktycznie, w książce przeważnie działa… średnio.

No i otrzymałem taką wiadomość:

Czasem po prostu nie możesz przyznać się wprost do tego, co naprawdę myślisz/czujesz. Zazwyczaj robisz to żeby ochronić swoje wrażliwe miejsca w środku, nikt nie lubi być zraniony – nawet jeśli druga osoba nie zrobi tego celowo. Chciałbyś wyznać koleżance z pracy, że nie możesz o nim przestać myśleć, dowiedzieć się że dla niej jesteś tylko kolegą i potem umiał spędzać normalnie czas na wszystkich zespołowych wyjściach?

I widzicie, problem jest tego typu, że umiałbym.

I nie potrafię zrozumieć, dlaczego Ty nie chcesz się tego nauczyć.

Natalio.

***

Zapytam wprost: Na jakim etapie życia uznałeś, że zamiast powalczyć o wspólny cel, lepiej jest ten cel porzucić i skupić się na tym żeby przerzucić winę za niepowodzenie na drugą osobę?

Skomplikowane?

Już tłumaczę: Natalia umawiała się z facetem, dajmy mu na imię Dominik, żeby jakieś miał.

Więc: Natalia umawia się z Dominikiem i ich wspólnym celem jest to, żeby być razem. To logiczne. Dlatego jeśli pojawia się jakiś problem, to wtedy celem Dominika i Natalii jest go pokonać. Tylko wtedy będą w stanie wypełnić swój nadrzędny cel jakim jest bycie razem.

Natalia jednakowoż chce być z Dominikiem, ale z jakiegoś powodu woli pokazać, że cokolwiek by nie zrobiła, to ON już zadecydował inaczej. Że nic się nie da zrobić, że nawet jakby chciała to nie ma to żadnego znaczenia.

Ale chciałaby żeby COŚ się stało, coś co sprawi, że wszystko będzie dobrze.

I jeśli czytając myślisz: „O, ja tak właśnie robię”, to błagam, przestań.

Dla swojego dobra i dla dobra otaczających Cię ludzi.

Bo COŚ się nigdy nie dzieje.

Do cholery, nie jesteś już dzieckiem.

***

O co w tym wszystkim chodzi?

Chodzi o to, że najwidoczniej dla tak zachowującej się osoby ból spowodowany odrzuceniem jest większy, niż potencjalny zysk z prawidłowego rozwiązania sytuacji.

I ja to doskonale rozumiem, sam z takiego samego powodu nie gram w ruletkę. Raz wygrałem dużo pieniędzy, raz straciłem i nie mam ochoty tej straty powtarzać.

Tyle, że jeśli tak jest to przyjmij to. Po prostu, weź to na klatę.

Nie wymagaj ode mnie, czy od kogokolwiek innego, żeby uśmierzył Twój ból, bo zachowałaś się całkowicie nielogicznie licząc na to, że tak będzie lepiej.

Miał Cię chwycić w ramiona i pocałować?

No pewnie miał, ale zamiast tego postanowiłaś mu dać informację, że w sumie to masz wyjebane czy on zostanie czy nie.

I z tego tytułu nie mam zamiaru się ani nad Tobą, ani nad kimś innym zachowującym się w taki sposób rozczulać. I powiem Ci dlaczego.

Bo nikt nie rozczulał się w taki sposób nade mną.

Ja – jak i każdy facet – musiałem nauczyć się radzić z odrzuceniem. I kobiety wymagały ode mnie żebym umiał sobie radzić z odrzuceniem. I słusznie, bo to bardzo pożądany element rozwoju osobowości.

Wymagały tego ode mnie, nazywając to dorosłością. I miały rację.

Droga Natalio: miałaś do wyboru dwie opcje. Powiedzieć o co Ci chodziło i wzięcie na klatę konsekwencje odkrycia kart, albo męczenie materiału w oczekiwaniu na cud, ale ze zdjęciem odpowiedzialności z siebie tak, by mieć w zapasie możliwość realizacji, że to jednak jego wina.

Więc Twoim problemem nie jest to, że nie jesteście razem. Twoim problemem jest to, że nie jesteś w stanie sobie tego obrócić na własną korzyść, tak jak chciałaś.

A teraz mam powiedzieć Ci, że wszystko będzie dobrze? Okej: Wszystko będzie dobrze. A wiesz dlaczego? Bo poniosłaś konsekwencje swoich działań. Zaryzykowałaś – pewnie nie po raz pierwszy – i teraz musisz wypić piwo, które nawarzyłaś.

Tak smakuje życie, tak się ludzie uczą i następnym razem zachowasz się lepiej. Zobaczysz, nie miną dwa lata, a będziesz opowiadać z dumą, że Ty to jesteś konkretna taka i zawsze mówisz o co Ci chodzi, tak jakbyś robiła to od zawsze.

Bo jest takie jedno powiedzenie, powiedzenie z serialu „The Office”: Za każdym razem kiedy mam coś zrobić myślę: „czy idiota by tak zrobił?”. I jeśli tak, to nie robię tej rzeczy.

A tylko idiota mógłby robić rzeczy odwrotnie oczekując prawidłowych rezultatów.

Bez urazy.

 

 

 

 

PS. A do chłopaka weź i napisz, i nie pisz „Heeeeej, co u Ciebie”, tylko powiedz konkretnie o co Ci chodziło wtedy.

No chyba już gorzej nie będzie, nie?

.

.

.

.

.

.

.

.

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: