Powiadomienia na instagramie zawsze mnie cieszą i nie inaczej było tym razem. Ha! Kolejna osoba zaczęła mnie obserwować i to nie byle kto, bo jakiś pan z sukcesami, kołcz rozwoju osobistego. Widać po zdjęciach, że poważny gościu i zrobiło mi się miło, bo na insta (@namuszce jak coś) obserwują mnie głównie znajomi i miłośnicy kotów.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ów pan przestał mnie obserwować po dwóch dniach.

Fajny ma pomysł na biznes gościu. Lajkuje i odlajkowywuje profile na instagramie. Na pewno jest w stanie przekazać solidną wiedzę swoim kursantom. – pomyślałem.

***

Dodam jeszcze, że odwiedziłem fejsbuka wspomnianego pana, a filmik na którym szedł sobie po ścieżce w górach i mówił pełnym przejęcia głosem: „Żeby radzić innym trzeba najpierw pokonać własne słabości. Ja mam lęk wysokości, ale przełamuję go, właśnie jestem kilka tysięcy metrów nad poziomem morza.”

I ja rozumiem, że trzeba dodawać pewnej dramaturgii wydarzeniom, zwłaszcza kiedy buduje się własną markę. No ale błagam, przecież nie robisz nic innego tylko idziesz pod górkę. No dużą górkę, ale nadal idziesz szlakiem. Nie wspinasz się po skale. I po co ten tekst o byciu kilka tysięcy metrów nad poziomem morza? Przecież nie jesteś kilka tysięcy metrów nad ziemią, tylko po niej stąpasz. Co będzie następne: Trzeba przełamywać lęk wysokości, więc wjechałem windą na 10 piętro?

No, ale to tak na marginesie.

***

Miałem kiedyś menadżera. Miałem go miesiąc. Dobrze się z tym czuł, bo w tamtym okresie często chodziłem na imprezy, więc kiedy chodził ze mną mówiąc, że jest moim menadżerem to laski otaczały go, by dowiedzieć się co im jest w stanie załatwić.

Jego pierwszym – i ostatnim – pomysłem na budowanie mojej marki był koncept założenia przez moją osobę strony internetowej. Miało to wyglądać tak, by na środku stał mój model 3d, a widz był w stanie kliknąć sobie w niektóre z moich części ciała (bez skojarzeń). I jak na przykład kliknie w serce, to tam wyskoczy jakiś filmik z moimi pasjami, jak w brzuch to portfolio modela, a jak w głowę to fragmenty moich publicznych wystąpień.

Pomysł świetny, tylko wskazany przez niego informatyk powiedział, że tego nie da się zrobić bez profesjonalnych warunków i zaproponował, że zrobimy coś podobnego tylko z moim zdjęciem. A następnie powiedział, że to będzie tysiąc dwieście złotych.

Szkoda, że mój menadżer nie wspomniał, że jego pomysł jest płatny.

Pobujaliśmy się tak 3 tygodnie, a następnie gdy miałem jechać pracować na scenie na jakąś wichurę – wieś znaczy, nie wiem czy w innych rejonach Polski też się tak mówi – to powiedział, że ze mną pojedzie, ale zadzwonił, by poinformować mnie, że nie ma samochodu.

Nie przeszkadzał mi jak nic nie załatwiał, ale jak mi popsuł to naprawdę miałem dość. Tak naprawdę jedyną pracę jaką zorganizował, to temu koledze informatykowi.

Potem został menadżerem agencji modelek.

Po jakimś czasie owa agencja modelek przestała istnieć.

Menadżer stulecia.

***

Miałem kiedyś znajomą, która nie wytrzymała jednego z moich żartów na fejsbuku. Brzmiał on mniej więcej tak.

Idę sobie kiedyś obok ośrodka kultury i z okien usłyszałem brawa. Krzyknąłem zatem: „Dziękuję, dziękuję!” i ukłoniłem się nisko. Następnie ktoś zamknął okno.
Ups. Chyba komuś popsułem świętowanie.

Na co ona nagrodziła mnie komentarzem:

To dowód na Twoje samouwielbienie 🙂 <-minka nienawiści.

No i faktycznie przestała mnie od tamtego momentu lubić. No trudno, nie każdy musi mieć dystans do moich opowieści i tak tkwiliśmy sobie w braku kontaktu, aż napisała:

Właśnie zostałam managerem tego artysty. Dlatego kliknij LUBIĘ TO! TO DLA WAS!

Kliknąłem. Usuń ze znajomych.

***

Dzień później znajomy muzyk skarżył się na fakt, że ciężko się przebić do głównego nurtu i zobaczyłem, że ta świeżo upieczona menadżerka dołącza do dyskusji.

Dokładnie. Właśnie zostałam menadżerem niszowego artysty i wiem, że by być sławnym to trzeba grać na wielkich festiwalach, ale by grać na wielkich festiwalach trzeba być sławnym. I jak tu się przebić.

Po czym chwilę później kolejna myśl:

Dlatego was też proszę o LUBIĘ TO!

Muzyk się nie przebił. Zabrakło jednego zagrania na wielkim festiwalu.

***

Hej. Właśnie zostałam menadżerem klubu, klikniesz, że weźmiesz udział w wydarzeniu?

To zupełnie inna sytuacja. Tutaj trochę umarłem, bo takich metod to jeszcze nie znałem.

***

Nie wiem skąd bierze się wśród ludzi przekonanie, że bycie menadżerem to taka prosta sprawa. Że wystarczy się tylko pokręcić, pospamować ludzi na fejsie i już świat stoi przed nami otworem.

Management to zajęcie, które trzeba przede wszystkim okupić kilkuletnim zdobywaniem doświadczenia i kontaktów, tak by spokojnie mieć wejście do prasy, czy znajomości. To zajęcie w którym pisanie maili zajmuje godziny, a nie jest zabawą przy fejsbuczku. Jeśli ktoś uważa, że spam wśród znajomych i ewentualne założenie strony w internecie to wystarczające kwalifikacje, to naprawdę życzę powodzenia.

Ostatnio rozmawiałem z koleżanką o naszym wspólnym znajomym, który tak już od 8 lat jest wschodzącym talentem w świecie muzyki. No i właśnie ona mówi do mnie, że on tak jest niby tym talentem, i tak jest, i jest. A ja mówię do niej: A on nagrał chociaż jedną piosenkę?

No chłopak chodzi do telewizji na castingi i śpiewa na świętach pieroga (na weselach nie, bo jest artystą i zabrania mu tego jego własna klauzula sumienia), ale z czego ma w ogóle wykrzesać karierę, jak nie ma żadnego swojego materiału? Co będzie następne: Piłkarz, który nie gra w piłkę?

Jeśli chcemy osiągnąć sukces, to musimy coś w tym kierunku robić. Logicznym jest więc to, że jeśli ktoś ma nam w tym pomóc, to musi powodować, że będziemy robić lepsze rzeczy, niż bez niego.

Ja to się w ogóle zastanawiam jak wyglądała rozmowa kwalifikacyjna na menadżerkę tego klubu:

– Jak ulepszy pani płynność finansową naszego klubu?
Mam 800 znajomych na fejsie. Zaspamuję im skrzynki, a oni klikną, że przyjdą.
– I co dalej?
– Nic, co ma być?
Ma pani tę robotę!

***

Jak zatem powinna wyglądać rekrutacja na menadżera dla osoby? Krótko: Zorganizuj mi plan na przyszły tydzień. Do jutra.

Jak powinna wyglądać rekrutacja na menadżera dla klubu? Krótko: Zrób mi kosztorys imprezy w danym klimacie, na dany termin, na dany budżet. Do jutra.

I jakkolwiek by się nasz kandydat nie produkował, jakich złotych gór by nie obiecał, to czarno na białym wyjdzie czy ma cokolwiek do zaoferowania.

Podejrzewam, że 90% nie będzie miało do zaoferowania nic, a 50% się obrazi, że oni to się nie spodziewali i to niesprawiedliwe.

I wiesz co jest śmieszne mój miły czytelniku?

Ano to, że wśród ludzi, którzy udzielają Ci rad, którzy nie omieszkają Ci sprzedać swoich pomysłów na życie, proporcje tych co mają cokolwiek do powiedzenia, będą takie same.

Bo większości się wydaje, że mają wspaniałe pomysły. Pomysły na które jeszcze nikt nie wpadł.

A tak naprawdę są na poziomie trzynastoletnich blogujących dziewczynek.

Dziewczynek, które piszą innym: Świetny tekst, zapraszam do mnie.

***

Wszelkie podobieństwa do prawdziwych wydarzeń mogą być niestety prawdziwe.

.

.

.

.

.

Nie zapomnijcie polajkować fejsbuka oraz instagrama!!! Oraz kliknąć LUBIĘ TO! To dla WAS!

Chcesz się podzielić wpisem? Proszę bardzo, tylko gdzie?