Gdyby to była Ameryka, to siedzielibyśmy pewnie w przydrożnej kawiarni, jakich tysiące w holywoodzkich filmach, schowani gdzieś w najciemniejszej loży, które z jakiegoś powodu amerykanie nazywają budkami i jedli pankejki z syropem klonowym, popijając kawę, którą dolewałaby nam kelnerka w błękitnym fartuszku.

Ale to była Polska, więc po prostu staliśmy z tą kawą przy blacie na Orlenie.

Jak zjeby.

I wcale nie chodziło o to, że mieliśmy jakąś fantazję typu „tylko my i droga”. Chodziło bardziej o to, że Aśka miała tak zazdrosnego męża, że ukrywała przed nim wszelkie kontakty z mężczyznami, by uniknąć jakichkolwiek form napięć.

Ale Aśka miała kolegów. Nic dziwnego, każdy ma jakichś kolegów.

Więc co Aśka robiła cały czas? Kłamała.

Aśka miała wypracowany system koleżanek, które ją kryły. Aśka miała wypracowany głos, którym odbierała telefon od męża. Aśka miała wypracowany system godzinowy, który sprawiał, że doskonale wiedziała jakiej wymówki użyć, żeby zmieścić się w swoich planach bez podejrzeń.

Aśka miała wypracowane wszystko. Poza szacunkiem do siebie.

Dlatego kiedy stanęliśmy na kawie, bo przecież nawet nie było dane nam usiąść, powiedziałem jej: „Wiesz, że nie dasz rady tego ukrywać całe życie?”

A w jej oczach stanęły łzy.

Ludzie kłamią tylko z jednego powodu

Dla korzyści. Albo chcą coś uzyskać, albo czegoś uniknąć.

I jeśli musisz okłamywać swojego partnera to masz tylko dwie opcje:

a) Robisz coś złego, więc musisz to ukryć, bo nieukrywanie tego przyniesie konsekwencje.

b) Nie robisz niczego złego, ale musisz to ukryć, bo nieukrywanie tego przyniesie konsekwencje.

I naprawdę nie trzeba geniusza, żeby pojąć, że obie te opcje nie brzmią jak udany związek.

Co nie?

Dlaczego kłamiesz skoro nie robisz niczego złego?

Kiedy moja mama zwykła się pytać z kim się widzę, to zawsze odpowiadałem jej „Z Krzysiem”.

A potem odpowiadałem „Z Andrzejem”, a potem „Z Eliaszem”, chociaż powiem wam w sekrecie, że przez te lata widziałem się z większą ilością osób niż trzy.

Ale naprawdę nie miałem ochoty spowiadać się jej ze swoich wyborów życiowych i słuchać, że kim jest Agata i powinienem sobie kogoś znaleźć na poważnie, albo że reprezentuję zbyt wysoki poziom żeby siedzieć z Krystianem czy Danielem, chociaż wychowaliśmy się w tym samym bloku.

Mam wrażenie, że moja mama nigdy nie zacznie mnie traktować jak dorosłego mężczyzny, ale wiem również, że mama to nie jest kobieta z którą mężczyzna powinien spędzić życie (pochrząkuję znacząco w stronę niektórych panów).

I tak, kłamię. Kłamię też obcym jak zadają konkretne pytania na tematy do których nie powinni mieć dostępu.

Nie widzę jednakowoż powodu, dla którego miałbym okłamywać swoich przyjaciół. Przyjaciół nie można okłamywać, bo przyjaciele są jak lekarze z tego samego szpitala: Są obok Ciebie po to żeby dać Ci drugą opinię odnośnie tego co robisz w życiu. Przyjaciel ma prawo powiedzieć Ci, że zachowałeś się jak frajer, że zjebałeś, że jesteś chujem, bo pokazywanie Ci prawdy oczami osoby z boku zawsze działa ozdrawiająco na rozwój człowieka.

„Rób co chcesz, ale zawsze wiedz kim jesteś” – to jedna z moich ulubionych maksym.

I chcę żeby moja dziewczyna była moim ziomkiem. Najlepszym. I nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej, to jest mój warunek bezwzględny i jeśli nie zostanie spełniony resztę życia będę sam.

I chciałbym żeby ten człowiek widział mnie we wszystkich barwach. W całym syfie i brudzie, który nieodłącznie mi towarzyszy i w całym pięknie, które staram się swoim życiem tworzyć. Tylko wtedy przecież będziemy w stanie sobie ufać i tylko wtedy będziemy w stanie się budować i osłaniać

No, a teraz wyobraźcie sobie jak daleka temu jest relacja, gdzie nie możesz spokojnie odpisać na sms, bo dostaniesz karę. Jak bardzo w skali od zero do zero, Twój partner traktuje Cię jak przyjaciela, traktuje Cię z szacunkiem i traktuje jak dorosłego człowieka, który ma prawo do przestrzeni osobistej.

A potem – jeśli jesteście w takiej relacji – czytajcie zdanie powyżej do skutku.

I gdybyście mieli jakieś „ale” to oczywiście rozumiem, ale do skutku, okej?

Jeśli macie pewność, że nie robicie nic złego, a umówmy się: zawsze wiemy kiedy jakaś relacja ma znamiona bycia nie w porządku. ZAWSZE. Motyle w brzuchu nigdy nas nie zaskakują przy 50 smsie. Albo są od razu, albo ich nie ma.

Więc jeśli macie tę pewność, to pogadajcie ze swoim partnerem. Po prostu. Czego się boi, co stoi za jego zachowaniami, czemu chce was kontrolować? Ja miałem dziewczynę, którą poprzedni chłopak zdradzał i ona bardzo chciała mi ukraść telefon jak spałem. To było straszne, ale w jej umyśle niebezpodstawne i być może bardzo dziwne zachowania też nie są bezpodstawne u Twojego partnera.

Ale nie daj się złapać na ogólnikowe „bo ja się boję”, „bo nie ufam chłopom/kobitom”. Albo się ktoś czegoś boi konkretnie, albo niech Ci dupy nie zawraca ogólnymi lękami. Bo pod to można podpiąć wszystko, zwłaszcza jak się doda wybielające „bo przecież Cię kocham”.

Konkret – czego chcesz i co możemy z tym zrobić.

A i jeśli ktoś ma oddzielny zestaw zachowań dla Ciebie i dla siebie, to gratuluję, bo jesteś w relacji, którą psychologowie nazywają toksyczną. Jeszcze jak ktoś stosuje zestaw kar i nagród, to Twój terapeuta może cmoknąć, bo to już przemoc emocjonalna i potrzeba będzie wiele spotkań, żeby to uporządkować.

I jeśli masz ochotę w takiej relacji tkwić to proszę bardzo, ale pamiętaj, że i tak prędzej czy później Twoja sieć kłamstw się zawali. Prędzej czy później spotkasz czynnik, którego nie jesteś w stanie kontrolować.

Zawsze.

Dlaczego brniesz w zło skoro ktoś już Cię podejrzewa?

A to druga strona medalu. Dłuższa i bardziej skomplikowana.

Ale może pogadamy o niej następnym razem, co?

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: