W tym roku skończę 30 lat. Nie mam żony, nie mam dzieci.

Dla wielu jestem życiowym nieudacznikiem.

„Nie chcę nic sugerować, ale ja w Twoim wieku miałem już dwójkę”

Pięć lat temu usłyszałem pierwszą nieśmiałą sugestię, że powoli czas na to, by się ustatkować. Oczywiście zbywałem to żartami, ale z roku na rok rady zaczęły nabierać intensywności i dzisiaj, w przededniu „trójki z przodu”,  doszły do poziomu ataku. Co niestety, zaczęło być dość nużące, gdyż argumenty „za” małżeństwem całkowicie się powtarzają, a kontrargumenty – na przykład taki, że nie ma w moim życiu nikogo z kim chciałbym tworzyć rodzinę – nie trafiają do moich rozmówców.

Dlatego korzystając z okazji uroczyście oznajmiam, że każdy kto sugeruje mi ustatkowanie się wbrew moim własnym chęciom, może serdecznie wypierdalać.

Ale nie o tym jest ten tekst.

Będzie o czymś nieco innym.

„Wiesz, już młodszy nie będziesz”

Umówmy się, argumenty ludzi, którzy wmawiają Ci ustatkowanie, nie są przesadnie skomplikowane. Zazwyczaj po prostu obiecują niewyobrażalną tragedię za jakiś czas i – w przypadku potomstwa – niewyobrażalne szczęście.

Jakiś czas temu rozmawiałem z koleżanką, nieco starszą ode mnie, która czuje się przymuszona do posiadania dzieci z racji wieku właśnie i ona, pocieszając samą siebie, stwierdziła: „Ale wiesz, wszyscy mówią, że dzieci to największe szczęście i nigdy wcześniej nie byli tak radośni.”

No, kurwa, czyżby?

To gdzie Ci wszyscy radośni ludzie, ja się pytam? Bo nie wiem, jak ja odczuwam szczęście to na przykład tańczę sobie w losowych miejscach i momentach, dużo się uśmiecham, jestem 10x razy bardziej uprzejmy niż standardowo. Dlaczego zatem nie widzimy każdego dnia roztańczonych mas? Przecież mnóstwo ludzi jest rodzicami.

Czy jest to może dlatego, że posiadanie dzieci – tak jak i wszystko – ma swoje dobre i złe strony? I jest ogromną odpowiedzialnością, a nie kreskówkowym stanem wypełnionym zaletami? I dzieci to żywi ludzie, którzy mają inny charakter niż my i miejscami może być z nimi naprawdę ciężko?

Ależ niespodzianka.

„Kto Ci na starość szklankę poda?”

Ale tak jak jestem w stanie zrozumieć, że posiadanie dzieci faktycznie musi dawać ogromną radość (choćby ewolucyjnie, żebyśmy ich nie zabili jak płaczą), tak powyższy argument nieodmiennie wprawia mnie w zdziwienie swoją głupotą.

Dlaczego? Ano dlatego, że mój rozmówca zakłada, iż w ramach hipotetycznej starości mam zignorować to, że:

– DZISIAJ nie jestem z kimś, z kim chcę założyć rodzinę
– DZISIAJ nie chcę zakładać rodziny
– DZISIAJ nie jestem w stanie zabezpieczyć finansowo siebie, a co dopiero rodziny
– mając dziecko DZISIAJ będę musiał zrezygnować z inwestycji w siebie, na rzecz tego co przyniesie „pieniądze na już”

Gdybym miał dziecko dwa lata temu, w rozsądnym wieku lat 27, to najpewniej nigdy nie zostałbym komikiem. Nigdy nie zacząłbym komentować meczy, najpewniej nie pisałbym tego czego chcę. Musiałbym zostać w zawodzie w którym się wypaliłem i w którym nie miałem perspektyw, albo przenieść się do gdzieś do korpo – bo tam w sumie niezbyt przejmują się wykształceniem – i robić target.

Będąc zmuszony zarabiać pieniądze w sposób, który wyrządza mi psychiczną krzywdę najpewniej wyładowywałbym frustracje na najbliższym otoczeniu, czyli żonie i dziecku, podświadomie (a może i nawet świadomie) obwiniając ich za to co się stało z moim życiem.

I błagam, nawet nie mówcie mi:

„Ale przecież to się jakoś ułoży”

No pewnie, że się ułoży.

Wszystko się układa, bo człowiek adaptuje się do sytuacji, ale jeśli uważasz, że powinno się dawać swojemu potomstwu życie w atmosferze „jakoś się ułoży” to nie mam o Tobie najlepszego zdania.

Po co rodzic ma mieć pozycję zawodową, po co ma mieć komfort, skoro przecież I TAK SIĘ UŁOŻY.

Po co rodzic ma mieć oszczędności, po co ma dzielić życie z kimś kogo jest pewien, skoro I TAK SIĘ UŁOŻY.

Pewnie, że się ułoży. Szkoda tylko, że w życiu „samo”, nigdy nie układa się na lepsze.

Ta rada, właściwie ten kontrargument jest tak toksyczny, że aż ręce opadają. Nie chodzi o nic, o niczyje szczęście, tylko o to żeby ktoś miał to dziecko.

Właściwie – nie ktoś.

Ty.

Bo o co tak naprawdę chodzi?

Chodzi tylko i wyłącznie o przekazanie Ci, że gówno wiesz o życiu.

Z jakiegoś powodu znakomita większość ludzi uważa się za ekspertów odnośnie relacji i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że fakty temu przeczą: 90% związków rozpoczętych przed 30 rokiem życia się rozpada, 50% ludzi zdradza. Ale jak przyłożysz ucho – to każdy wie najlepiej co masz robić. Jeśli akurat nie są w związku, to radzą Ci dlatego, że wiedzą dlaczego im nie wyszło. Jeśli są, to radzą Ci dlatego, że w ich mniemaniu im wyszło.

Radzą Ci, bo fajnie się radzi. Jedna osoba prawi mądrości, ale to druga żyje z ich konsekwencjami. Dlatego zawsze powtarzam:

Jeśli ktoś dając Ci radę nie jest zainteresowany Twoją sytuacją, to znaczy, że nie daje Ci rady tylko masturbuje się do swojej zajebistości.

Po prostu.

I w tym przypadku 100% takich „rad” jest o kant dupy rozbić, skoro wszystkie da się zredukować do banalnych haseł i sztampowych powiedzonek.

Jeśli nie chcesz zakładać rodziny, to masz jakiś powód

Jeśli trochę chcesz, ale czegoś się boisz – tutaj jest kwestia do rozmowy, zaczerpnięcia innej opinii.

Ale jeśli nie chcesz, to nie ma o czym gadać.

Bo masz prawo nie chcieć. Masz prawo nie chcieć w ogóle, masz prawo chcieć kiedy indziej.

I naprawdę, fakt, że nie masz kawalera na wigilii nie czyni Cię gorszą osobą. Rodzina i dzieci nie są obiektywnym wyznacznikiem wartości życia człowieka.

I nie musisz się z tego nikomu tłumaczyć.

Nikomu.

Głównie dlatego, że nie spotkałem jeszcze przypadku, w którym powodu niechęci nie dałoby się wyrazić jednym zdaniem. To nie są skomplikowane rzeczy. To, że powodują tak szerokie dyskusje, to efekt tylko i wyłącznie tego, że nikt Cię nie chce słuchać.

Ale jeśli czujesz, że to niekoniecznie odpowiedni partner – nie rób tego. Po co masz fundować sobie rozwód, a dziecku niszczyć psychikę?

Jeśli czujesz, że to niekoniecznie odpowiedni czas – nie rób tego.  Jeśli życie po założeniu rodziny zmienia się o 180 stopni, to znaczy że coś jest nie tak. Ono musi się bardzo zmienić, to logiczne, ale jeśli wszystko stanie na głowie, to szybciej niż później poczujesz konsekwencje swoich wyborów.

A jeśli czujesz, że po prostu nie, to znaczy, że po prostu nie.

Dlatego, że zakładanie rodziny to decyzja, która determinuje całą resztę życia. Nie ma od tego ucieczki i zasłaniania się, że „och, byłem taki młody i niewinny”. To decyzje, po których nie da się wrócić do stanu „zero”.

I – jak to w życiu – w takich sytuacjach napotkasz masę problemów, i wiele rzeczy zrobisz bardzo, bardzo źle. A nawet jeśli zrobisz dobrze, to i tak nie masz wpływu na to co się dzieje w głowie drugiej osoby. Nie ma takiej siły, która pozwoli Ci uniknąć rozwodu, ale są relacje,  w których jest on dużo bardziej prawdopodobny. Na przykład takie, w których z założenia „jakoś się ułoży”.

W tym roku skończę 30 lat

Nie mam żony. Nie mam dzieci.

Dla wielu jestem życiowym nieudacznikiem. Nie ukrywam, dla siebie czasem też.

Ale naprawdę czuję, że w mojej układance większość elementów jest jednak na swoim miejscu. I nie ma w niej miejsca na rodzin. Nie dzisiaj.

Dla większości dookoła moje życie jest jednak niepoukładane. I mówią, że czas je sobie ułożyć.

Być może też to słyszysz. Być może nawet Cię to przytłacza, czasem nawet doprowadza do płaczu.

Zastanów się jednak, czy odnośnie najbardziej istotnych życiowych decyzji najważniejsze jest samopoczucie babci, wujka, mamy czy sąsiadki.

Czy może jednak Twoje.

.

.

.

.

.

.

.

 

 

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: