Kiedy umiera ktoś śmiertelnie chory, to dzień przed śmiercią zawsze czuje się dużo lepiej, co zawsze daje rodzinie fałszywą nadzieję na ozdrowienie. Dopiero perspektywa pokazuje, że to był „ten” dzień.

Analogicznie jest z rozstaniami. Widzicie, związek trwa dopóki jest dialog i szacunek. Dopóki ludzie rozmawiają ze sobą o swoich problemach, jednocześnie wiedząc, że druga osoba w związku jest wartościowa (nawet jeśli zupełnie odmienna od pierwszej), to związek będzie trwał. Bo jest chęć.

I kiedy jedna z osób decyduje się na zerwanie, nie robi tego od razu. Musi jeszcze chwilę poczekać.

Następuje wtedy cisza przed burzą; okres bez awantur, bez ciężkich rozmów.

Dopiero perspektywa pokazuje, że to był „ten” okres.

Jak zatem rozpoznać, że jesteśmy do odstrzału? No cóż, nie jest to bardzo trudne:

Partner przestaje spędzać z nami czas

I nie chodzi o to, że się wymiguje od spotkań, chociaż też można zaobserwować to, że godziny widzeń się zmniejszają. Jeśli osoba kiedyś bez problemu zostawała do 22, 23, a teraz chce już o 21 być w domu, no to oczywiście jest to sygnał ostrzegawczy.

Bardziej jednak chodzi mi o to, że związki buduje się robiąc rzeczy. Jakiekolwiek, ale rzeczy. Może być to wyjście do teatru, może być to wyjście na spacer, a może na gofry do małej miejscowości obok miasta w którym mieszkacie. Robienie czegokolwiek powoduje budowanie wspomnień, prowokuje przygody.

Zabójcą dla związku jest oglądanie filmów i jedzenie, czyli czynności, które spokojnie moglibyście robić sami. Oczywiście, wyjście do restauracji może być przygodą, tak samo obejrzenie jakiejś klasyki kina. Ale w momencie w którym chodzicie tylko do tych samych knajp, kiedy taśmowo oglądacie nic nie znaczące filmy, to związek nie ma żadnej przyszłości.

I jeśli osoba starała się przeżywać z nami życie, a nagle chce tylko zjeść i iść do domu, to znaczy że odrabia pańszczyznę. Nie ma żadnej przyjemności z kontaktu z nami, i po prostu robi coś co i tak by pewnie sama zrobiła, więc nie jest jej tak źle.

A to nie może skończyć się dobrze.

Partner nie chce dostawać prezentów

W dobrym związku ludzie dają sobie prezenty. Nie jakieś klejnoty czy zegarki, ale jakieś małe rzeczy. A to pluszaka, bo przypomina mi o Tobie, a to zakładkę do książki, a to może książkę, bo nasz partner ma długi wyjazd pociągiem. Po prostu w związku przewidujemy jakie wyzwania czy problemy czekają naszą drugą połówkę i zaspokajamy jej potrzeby, bo tak robią bliscy sobie ludzie.

Jeśli nagle jednak nasz partner ma problemy z przyjęciem prezentów o średniej wartości, takiej pomiędzy 40-100 złotych, jeśli nagle „szkoda mu waszych pieniędzy”, to możecie się spodziewać, że już chce sobie iść.

Chodzi o to, że osoba z którą się spotykacie nie chce was naciągać. Wie, że ta inwestycja nie będzie udana, dlatego stara się was przed tym powstrzymać.

Partner nie chce robić sobie wspólnych zdjęć

I używa zwrotów – „Po co?” „Ale teraz?”

Tu przykład jest analogiczny do powyższego. Partner wie, że ta inwestycja nie będzie się opłacać. Że za chwilę zostaniecie ze wspólnym zdjęciem do którego nie będziecie chcieli wracać.

To samo dzieje się, jeśli namawiają was, byście nie wstawiali jakiegoś zdjęcia w social-media (chociaż nie było z tym nigdy problemów), bo wiedzą, że zaraz trzeba je będzie kasować i wstyd. Oczywiście nie mają żadnych argumentów, więc po prostu nagabują nas przy użyciu środków typu „bo nie”, „no weź” i tym podobnych.

Partner złości się o pierdoły

Nawet jeśli ktoś całkowicie nienawidzi, że inna osoba wyjada mu frytki z talerza, to w szczęśliwym związku co najwyżej teatralnie się pogniewa.

A jeśli ktoś o taki kaliber przewinienia pogniewa się szczerze, oznaczać to będzie tylko jedno – ma już was po dziurki w nosie.

Nie tylko nie chce z wami być, ale wręcz was nie lubi.

Partnerowi się ulewa

Zasada działania jest podobna co w poprzednim punkcie, ale samo działanie nieco inne.

„Ulewa się” wtedy, kiedy problem jest poważny, ale jakby zupełnie nieistotny i stary. Żartujecie sobie na przykład, że nie chcielibyście iść do kina na – co teraz grają – film o Beksińskich, bo nie wasz klimat, a druga osoba nagle zaczyna wysnuwać w waszą stronę poważne zarzuty na temat tego, że kiedyś ona poszła na to co wy chcieliście i nie marudziła, chociaż jej się to wcale, a wcale, nie podobało.

I doznajecie szoku, bo nigdy wcześniej o tym nie mówiła.

Takie działanie jest niczym innym jak sygnałem, że pewna miarka się przebrała. Że ktoś się dla was poświęcał, ale już nie jest w stanie. Już nie chce inwestować. I z tego tytułu zaczynają tę osobę dręczyć wszelkie chwile, w których w was inwestowała – bo na ten moment wydaje jej się, że całe to działanie było zupełnie bez sensu.

No i niestety  – jest to też oznaką utraty szacunku do was jako do osoby i waszych wyborów w życiu. Z tej mąki chleba nie będzie.

***

Dlaczego partner nie zrywa, chociaż wie, że chce?

Bo to trudne. Musi sprawić przykrość osobie do której ma sentyment i z którą spędził kawałek życia. Dlatego siedzi i czeka na odpowiedni moment, który najczęściej odpowiednim momentem nigdy nie jest (acz może czekać na „po świętach”, lub „po waszych urodzinach”). Tak naprawdę „odpowiedni moment” to chwila, w której nie będzie mógł już na was patrzeć, przez to, że od dłuższego czasu zmusza się do obcowania z wami.

Jak reagować?

Nie będę was oszukiwał – jeśli jesteście do odstrzału, to najprawdopodobniej niczego nie zmienicie.

No, ale tak jak ze śmiertelną chorobą, tak i tutaj wcześniejsze wykrycie oznacza nieco większe szanse.

Dlatego, że jeśli dana osoba nadal czeka na odpowiedni moment, to znaczy, że może jeszcze być skłonna do rozmowy o problemach. A dopóki jest rozmowa, dopóty może trwać związek. Czeka was na pewno głęboki kryzys, ale jeśli porozmawiacie i wysłuchacie co danej osobie leży na serduszku, bez oceniania i kłótni, to może się okazać, że nagle te problemy przestaną być aż tak bolesne.

Tak naprawdę wiele problemów wydaje się być ogromnych rozmiarów, dopóki o nich nie porozmawiamy. A potem nagle się okazuje, że druga osoba rozumie, albo potrafi je rozwiązać.

To jest chyba największa trudność w związku. Ufamy naszemu partnerowi na tyle, że mieszkamy z nim, lub śpimy w jednym łóżku, a nie ufamy na tyle, by założyć, że nas wysłucha i przyjmie do wiadomości nasze żale i dylematy, zwłaszcza jeśli miałyby postawić nas w złym świetle.

Prawda jest taka, że dopóki jest rozmowa to nawet nie musicie od razu wpadać na rozwiązania. Wystarczy, że zarzut zostanie wypowiedziany i zrozumiany, a rozwiązanie przyjdzie później. Albo nie przyjdzie, ale wszyscy będą wiedzieć o co chodzi i dlaczego się popsuło.

I dlatego warto wyłapać taki sygnał i podjąć próbę rozmowy, nawet kosztem rozdrapania bolesnych ran. Tyle nam zostaje, bo jeśli będziemy milczeć, to dana osoba doczeka momentu w którym poczuje ulgę w momencie pozbycia się was ze swojego życia.

A to może być dość ciężkie do przetrawienia.

 

.

.

.

.

.

.

.

 

 

Jak zawsze zapraszam na fejsbuka oraz instagrama
Facebook
Instagram
A jeśli spodobał Ci się tekst, to zawsze możesz podzielić się ze znajomymi: